REKLAMA

Walka z dezinformacją szła słabo, to i wojna nie bardzo wychodzi. Czy agresja Putina sprowokuje wreszcie sensowne działania?

Panoptykon 4.0
Data emisji:
2022-03-03 18:00
Audycja:
Prowadzący:
Czas trwania:
31:08 min.
Udostępnij:

Rosyjska wojna propagandowa zaczęła się na długo przed militarną agresją. Od tygodnia obserwujemy potworny spektakl przemocy, która przecież wyrosła na nacjonalistycznej i ksenofobicznej narracji, jaką rosyjskie władze i kontrolowane przez nie media budowały przynajmniej od 2014 roku. Jednym z bardziej skutecznych narzędzi rozsiewania dezinformacji, której celem było podzielenie i zdestabilizowanie Unii Europejskiej, okazały się media społecznościowe. Rosyjskiej agresji na Ukrainę można było się spodziewać, a mimo to u wielu wywołała poznawczy szok. Żyjemy zanurzeni w technologii, współczesne wojny toczymy w sferze narracji, z użyciem botów i algorytmów, ale ludzie pod bombami giną zupełnie tak samo jak w XX wieku i wcześniej. Rozwiń »

W reakcji na ten szok liderzy rządów (w tym polski premier), media i organizacje społeczne oczekują od platform internetowych podjęcia nadzwyczajnych kroków. Mnożą się apele o "cyfrowe sankcje", które miałyby powstrzymać rosyjską machinę propagandową: zawieszenie kont usprawiedliwiających agresję na Ukrainę, rosyjskich i białoruskich urzędów oraz zależnych od władzy mediów, jak również całkowitą demonetyzację wszystkich kont szerzących dezinformację. Te głosy są zrozumiałe: w warunkach wojny informacyjnej, jaka toczy się równolegle z konfliktem zbrojnym, rządy i media mają prawo oczekiwać, że zachodnie firmy technologiczne opowiedzą się po tej samej stronie barykady. A wobec zbrodni wojennych, jakich dopuszczają się na oczach całego świata rządy Rosji i Białorusi, żadna z cyfrowych sankcji nie wydaje się surowa.

TU ZNAJDZIE SIĘ REKLAMA

Trudno jednak uciec od innych pytań: czy sankcje, wymierzane przez Twittera, Alphabet (właściciela YouTube) i Meta (właściciela Facebooka, Instagrama i WhatsAppa) mają w tym momencie znaczenie inne niż symboliczne? Czy to, że z zachodnich mediów społecznościowych wytniemy oficjalną rosyjską propagandę nie sprawi jedynie, że sami stracimy ją z oczu, podczas gdy obywatele Rosji będą tylko izolowani i indoktrynowani w kanałach kontrolowanych przez rząd? Wreszcie, czy nawołując platformy internetowe do sięgania po cenzorski skalpel, nie zapominamy o poważniejszym problemie: algorytmów, które niezmiennie podbijają treści emocjonujące, sensacyjne i polaryzujące, bez względu na ich pochodzenie i wartość informacyjną?

Tragiczne wydarzenia za naszą wschodnią granicą potwierdzają jedynie, że twarda regulacja i systemowe, przemyślane rozwiązania w obszarze regulacji platform internetowych są bardzo potrzebne, a także bardzo spóźnione. Panoptykon od lat zwraca uwagę na złożone mechanizmy odpowiedzialne za skalę propagandy i dezinformacji w sieci, podkreślając rolę algorytmów (promujących treści sensacyjne czy polaryzujące) i odpowiedzialność samych platform internetowych za ich toksyczny model biznesowy.

W specjalnym odcinku podcastu Panoptykon 4.0 troje ekspertów: Katarzyna Szymielewicz (Panoptykon), Krzysztof Izdebski (Fundacja Batorego) i Bartosz Paszcza (Klub Jagielloński i podcast Scep Tech) na gorąco komentują sytuację na froncie walki z dezinformacją: oceniają sensowność nadzwyczajnych sankcji "na czas wojny" i przypominają, jakie systemowe rozwiązania są potrzebne "na czas pokoju". Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: PANOPTYKON 4.0

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM Premium teraz 40% taniej. Wybierz pakiet z aplikacją mobilną - podcasty, audycje i radio bez reklam zawsze pod ręką.

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA