REKLAMA

Pod ostrzałem ratowali psy i koty z Ukrainy od drugiego dnia wojny

Wywiad Pogłębiony
Data emisji:
24-07-2022 20:00 (Powtórka: 07-08-2022)
Prowadzący:
Czas trwania:
52:39 min.
Udostępnij:

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
dobry wieczór państwu to jest wywiad pogłębiony Anna Wacławik-Orpik dzisiaj moimi państwa gościem jest Konrad Kuźmiński dobry wieczór dobry wieczór pani dobry wieczór państwu szef dolnośląskiego Inspektoratu ochrony zwierząt 1 organizacji prozwierzęcych, która jeździ Ukrainę nie jestem pewna czy się nie pomylę, ale chyba byliście jedną z polskich organizacji, która tam w Ukrainie była naj wcześniej tak to jest prawda my byliśmy już drugiego dnia wojny Ukrainie i te Rozwiń » nasze działania trwały od samego początku, więc od naj dramatyczniej szych momentów, kiedy przy granicy kolejki sięgały 50 km, gdzie nie było paliwa, gdzie ludzie czekali kilkanaście kilkadziesiąt godzin na to, żeby uciec przed wojną tak to no to były dramatyczne widoki, które my mamy w pamięci od samego początku wojny czy wtedy już przekraczali granicę czy rok czy robiliście czy działa liście na granicy nie drugi dzień wojny to był dzień, kiedy pierwszy raz ja osobiście przekroczyłem granica w ogromnym stresie to były takie doświadczenia, których nie da się opisać, bo ja też jestem też młodą osobą i nie wiedziałem, czego się spodziewać nie widziałem są tam czeka na miejscu, więc stres był niewyobrażalny takiego stresu w życiu nie przeżyłem, przekraczając granicę polsko ukraińską już od drugiego dnia tej wojny zacięła się bardzo intensywna praca tam na miejscu na granice w kolejnych dniach zaczął się dopiero organizować sztab ludzi ta pomocowe i ogromne przedsięwzięcie, ale się cieszymy że, choć trochę mogliśmy pomóc dalej możemy pomagać Ukrainie, ale na ten moment jest to takie proste było na samym początku wojny, a jak to się stało, że tam w ogóle pojechaliście, bo jednak nie jest takim całkiem naturalnym odruchem pierwszym myślę o tym, żeby pojechać do kraju, w którym trwa wojna, a zwłaszcza drugiego dnia dostaliśmy prośbę od kobiety, która w strefie wojny zostawiła psa swojego prywatnego czyli gdzie dokładnie to było w okolice i planów Frankowska, bo dalsza poprosiła nas o to czy jest jakaś możliwość, żeby tego psa uratować zgłosiła się do nie do nas i przyjaciółka również, że to były osoby z Pomorza normy długo się nie zastanawiając cały czas słyszeliśmy jak rozpocząć jak zacząć pomagać Ukrainie, bo już drugi dzień wojny i i takie myśli chodziły jednak musimy coś zrobić jakoś zaangażować na jej to był taki impuls do tego, żeby tam pojechać od momentu prośby o uratowanie tego psa do momentu wyjazdu z naszego ośrodka gdzie, gdzie żyją zwierzęta ratowane podczas interwencji, bo minęło może 15 minut tak jak staliśmy wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na granicę do i od tego to był taki moment przełomowy już wtedy ja pamiętam drugi dzień wojny w obrębie 50 km od granicy nie było praktycznie w ogóle paliwa to był dot to było coś szokującego, bo ja już przywykłem do tego, że na Ukrainie, jeżdżąc tam nie ma po prostu paliwa są ogromne braki, ale wtedy w Polsce nie było, gdzie zatankować samochodu no to było takie dość przerażające, bo nie wiedzieć czy nawet uda nam się dojechać do tej granicy mając puste baki, ale się udało, ale się udało udało się przekroczyć granicę ile czasu na granicy pan stał dar z szybko, bo wtedy wtedy nie wjeżdżał wtedy wtedy jak nie miałem żadnego samochodu przed sobą jeszcze pamięta Straż Graniczna pytam, ale po co tam w ogóle jedziesz, jakim to w charakterze będziesz, więc przejście graniczne zajęły przejście przez granicę zajęło mi może 5 minut, ale dojazd do Lwowa, które zazwyczaj trwa 23 godziny no zajął mi bodajże 7 godzi, ponieważ były tak duże korki to 1 stronę, ale auta stały w 3 rzędach na poboczach wszędzie, gdzie się dało ludzie szli pieszo ludzie jechali samochodami, więc przeprawa niebyła niebyła prosta pierwszym punktem, gdzie się zatrzymałem by w dół Lwów ja Lwów pamiętam sprzed kilku lat miasto pełne życia jak nasze większe miasta Wrocław Kraków Poznań, a ja stanąłem na rynku we Lwowie było wszystko pozamykane, że tuż nie było nigdzie wszystkie sklepy pozamykane ja nie wiem, gdzie wymienić pieniędzy pojechałem tylko z polskimi złotówkami nie wiem, gdzie kupić kartę do telefonu no ale jakoś tak jak udało mi się skontaktować z lekarzem weterynarii z Pauliną, która tam działała na miejscu dla ratuje zwierzęta Ukrainie szczególnie w czasie wojny zaczęła robić będzie gdzieś te nasze drogi się bardzo bardzo mocno zeszły no i przygarnęła mnie tam pod swój dach pamiętam tego drugiego dnia wojnę no tak się poznaliśmy tak się zaczęła nasza nasza przygoda przygoda może za dużo powiedziane misja to była taka była jest nadal misja ratunkowa wiele przyjaźni naprawdę poznaliśmy tak wiele wspaniałych osób, która w, które i z nami działamy my się w przeciągu kilku dni musieliśmy nauczyć języka ukraińskiego, żeby w ogóle jakąkolwiek komunikować z tymi ludźmi należy wszystko udało no by 1 ogromny akcje ratunkowe chodziliśmy po setki zwierząt w każdym konwoju w każdym sporcie z Ukrainy no niestety nie było woli rządzących, żeby to kontynuować zostały wprowadzone bardzo duże restrykcje, jeżeli chodzi o ratowania zwierząt zwierząt, które bez problemu mogłyby w Europie znaleźć nowe domy to nie jest tylko problem zwierząt bezdomnych tylko właściciele swoich psów swoich kotów mają ogromna i problemy z tym, żeby jednak dostać się ze swoimi pupilami do strefy, gdzie tej wojny po prostu nie ma za chwilę o tym powiem więcej chce wrócić jednak do tej pierwszej w historii czy udało się tego psa z Iwano Frankowska wywieźć tych rzeczywiście Iwano-Frankowsk wtedy był w strefie ostrzał to były te pierwsze dni, gdzie rosyjskie rakiety spadły nazywano i na Lwów i też bardzo blisko polskiej granicy czy udało się to czy udało się tego psa wywieźć ze PAK udał udało się go wywieźć pamiętam, że dojechałem na tę posesję tam był ojciec tej tej pani właścicielki ja byłem bardzo zmęczona wtedy, bo ja mam do granicy polsko-ukraińskiej całą Polskę do przejechania i od razu ruszyłem po tego psa, gdy dojechał byłem niesamowicie zmęczony to była czwarta piąta w nocy już nie pamiętam dokładnie, która była godzina jak to jechałem tam po tego zwierzaka zostały ogłoszone jak członek rodzina zabrałem tego psa, bo i wróciłem z nim bardzo długa to była droga, żeby dojechać do granicy kilkanaście kilkanaście godzin tak naprawdę przeprawy ciężkiej przeprawy, żeby przekroczyć granice no i w Przemyślu popa spotkaliśmy się z właścicielką były z było były podziękowania w nowych to były takie chwile, gdzie nam się chciało płakać po prostu, więc ta historia zakończyła się happy endem to trochę zwariowany pomysł jechać po 1 SA prawda na początku trochę działaliśmy w chaosie, a później chyba już też działania nabrały pewnej profesjonalizacji tak pociął początek to był ska straszny chaos zresztą w czasie wojny nie da się wszystkiego zaplanować-li ja myślę, że ten chaos był przez pierwsze przez pierwszy miesiąc przez pierwsze 2 miesiące ja pamiętam, że nie tylko tego psa pojechał moment przekazaliśmy naszym obserwatorom w mediach społecznościowych informację, że jedziemy i pamiętam, że fala Pruś była ogromna to było tysiące maili z prośbą o to, żeby gdzieś podjechać zabrać coś przywieźć kogoś zabrać i pamiętam, że wtedy, że kilkanaście zwierząt jeszcze we Lwowie się zatrzymałem i i też udało mi się je przecież przez granicę, ale tak to prawda to to był chaos to był to był bardzo duży chaos, szczególnie że jeszcze wtedy mieć żadnego zaplecza tam działaliśmy jak dzieci we mgle trochę po prostu akcja reakcja no tak działamy dla nas to jest normą, bo działamy tak tutaj w Polsce, jeżeli chodzi o ratowanie zwierząt jest trzeba pomóc to się pomaga, ale tam trochę innych realiach obracali ćmy i ja pamiętam pierwsze pierwszym i sygnały bombowe to coś zupełnie, czego ja znałem wcześniej nie widziałem jak się zachować później czasem przywykliśmy do tego, że są alarmy bombowe słyszymy strzały, gdy już jeździliśmy pod Kijów i i te dalsze rejony Ukrainy, ale sam początek pierwszy raz do serca stawało po prostu nie tylko się uczyliśmy reagowania, a później już braku reakcji, bo faktycznie tak w tej chwili żyją osoby w Ukrainie i które tam zostały albo nawet uchodźcy uchodźczynie, którzy wrócili np. z Polski do swoich domów w Ukrainie, że jest to jakiś element rzeczywistości, że już się tą rzeczywistość też swoje, chociaż z tego co widziałam na waszym Instagramie byliście często w miejscach, gdzie te działania wojenne dopiero co się zakończyły, gdzie ten krajobraz był jeszcze bardzo wiem jak to powiedzieć, gdzie te obrazy są bardzo świeży zniszczenia destrukcji właściwie oglądałem wasze relacje z też z podziwem dla pewnej odwagi, bo to był chyba też często miejsca nie do końca sprawdzone przy tam jeszcze są miny czy nie ma to takie też jest moje doświadczenie z wyjazdów, że no raczej należy się przemieszczać wydeptane mi ścieżkami tak to jest prawda, a nie do końca tym dekretowym ścieżkami się kierowaliśmy pierwszy ja pamiętam wyjazd do Kijowa to było to był moment kiedy, kiedy tak naprawdę budzi ich pień te tam, gdzie doszło do makabrycznej rzezi widzimy później pojechaliśmy tam trwały cały czas bardzo ostre działania wojenne, a my w tym moment w tym czasie byliśmy w Kijowie i w okolicach Kijowa i to był dla nas taki moment przełomowy, bo to był czas, kiedy pierwszy raz słyszeliśmy ostrzał artylerii, więc i my nie wiedzieli linia frontu dzieliła nas naprawdę było bardzo blisko szczególnie wtedy pojechałem tam Erykiem Arek udał się do schroniska, które zostało zbombardowane zaraz przy cierpieniu jego dzieliła linia frontu 500m od niego dziś polami jechali, więc no to były takie działania trochę nawet trochę bardzo ryzykowne i my chyba do końca wtedy sobie sprawy nie zdawaliśmy jak bardzo ryzykuję we dopiero się o tym przekonaliśmy, gdy dojechaliśmy do zniszczonych zrównanych z ziemią miejscowości, gdy widzieliśmy widzieliśmy jak Rosjanie niszczyli ludność cywilną jak niszczyli ich majątki jakich zabijali brutalny sposób i jak strzelali do samochodów pomocy humanitarnej, bo to to była codzienność, jeżeli chodzi o ich PIN bucie, jeżeli chciało tam dojechać pomoc Humanitarna oni byli natychmiastowo po prostu ze strzelaniem i dopiero w tych miastach tych, gdzie te obrazki krążyły po całym świecie nie my się przekonaliśmy jak bardzo ryzykowali ćmy, ale było warto, bo o po pierwsze, uratowaliśmy masę zwierząt jesteśmy od zwierząt i ratujemy, ale też udało nam się pomoc ogromnej ilości ludzi, bo każde wolne miejsce w samochodach zapewnialiśmy bowiem tak kolokwialnie ludzi dodatkowo w późniejszym czasie prowadzone były akcje w ogóle ewakuacyjne dzieci z domu dziecka później została wstrzymana przez różne rządy ale, ale też takie sytuacje, więc w czasie wojny przestaliśmy być organizacje prozwierzęce tom staliśmy się organizacją pomocy humanitarnej, bo wywoziliśmy nauk Ukrainy wszystko co się dało i przywoziliśmy stamtąd nie tylko potrzebujące zwierzęta, ale i potrzebujących ludzi proszę powiedzieć jak to wyglądało w tych miejscach, bo rzeczywiście z 1 strony ostrzał ten front stał tam dość długo to nie jest tylko ich 5 budżet to jest Andriej FK to jest to to są nazwy miejscowości, o których nawet nie słyszeliśmy, które są całkowicie do tej pory zresztą zrównane z ziemią, bo to odbudowa będzie trwała latami i jak działa liście jechaliście po omacku czy mieliście sygnały, że jest, że są tam np. zwierzęta do zabrania czy to się działo na bieżąco jak od strony organizacyjnej wyglądało, zwłaszcza przy linii frontu przy linii frontu nikt to było media społecznościowe to jest to była siła napędowa tego wszystkiego i tak naprawdę media specjałem wiedzieliśmy, gdzie co się dzieje i czas, gdy dostaliśmy sygnał, że to schronisko zostało zbombardowane tutaj został zbombardowany wieżowiec i właściciele zostawili wszystko albo zmarli są tam zwierzęta i udawaliśmy się do takich jest gdzie ta pomoc nasza byłaby najbardziej potrzebna ani z tych miejscowości tych schronisk tam problem bezdomności zwierząt jest ogromne tam do potrzebujących zwierząt naprawdę przekracza wszelkie możliwe nasze myślenia, ale staraliśmy się wyciągać głównie te zwierzęta, które tam po prostu nie przeżyją i jeździliśmy do takich miejsc, gdzie ta pomoc będzie najbardziej potrzebna, a więc pamiętam właśnie schronisko zaraz przy Kijowie przed Kijowem Best Friend tam spadło 8 pocisków stamtąd zabraliśmy zwierzęta z odłamkami chciała zwierzęta, które były całe poranione, które ledwo przekroczyły, które w, których ledwo udało się dowieźć w ogóle ograniczone były goli dali się udało pomimo tego, że te zwierzęta były krytyczne Stana no to 99% ich przeżyło to to nas bardzo cieszy, ale tak sygnały media społecznościowe przede wszystkim musieliśmy nawiązać kontakt tam na miejscu z wojskiem obroną terytorialną, żeby w ogóle wiedzieć którymi drogami w miarę bezpiecznie możemy się przemieszczać, a nigdzie nie było bezpiecznie to się okazało, gdy wracaliśmy z Kijowa do Polski, kiedy dosłownie w zasięgu wzroku uderzyła bomba rozbłysk na całe niebo zaczęły się lasy palić i to to było kilka kilometrów od nas równie dobrze ta bomba mogła strzelić na autostradę, którą my jechaliśmy w ślad do dzisiaj są tych ostrzałów, a te kontakty z z miejscową obroną terytorialną czy z wojskowymi jak to wyglądało pod podjął jeszcze do do blok posta i mówiliście powieści, którędy jechać czy mieliście jakieś kontakty czy wcześniej nawiązane my wszyscy wszystkie kontakty, które nawiązaliśmy nawiązaliśmy tam na miejscu pierwszą osobą, która nam bardzo dużo pomogła była pani pani żołnierz pani żołnierka nie wiem, jaki miała stopień, ale i inne ona wielokrotnie nam pomagała przekroczyć granica, bo test nie ukrywajmy też był z tym problem, bo ukraińskiej służby też nie wiedziałem do końca co wjeżdża na ich teren, więc mieliśmy dokumenty, które mówiły kim jesteśmy co robimy było podpite przez odpowiednio na służbę wojskową ukraińską i z tymi dokumentami my jeździliśmy na każdy blog głos pod blok postów ten, kto był tam to kto jeździł po Ukrainie tym, że blok postępuje co chwila co chwilę trzeba było się zatrzymywać chwile były bardzo szczegółowe kontrole samochodów i i osób do 5 dzięki dzięki tej kobiecie mieliśmy dokumenty, które pozwoliły nam sprawnie działać zbiegiem czasu uzyskiwaliśmy również dokumenty ze szpitali, do których jeździliśmy za chroni, więc mieliśmy wiele o wiele mniej problemów z tym, żeby poruszać się po terenie Ukrainę no i czasem też kolejny raz metr w mediach społecznościowych przebrnęliśmy z tą informacją, że jeździmy po po terenach Ukrainy sami się do nas odbywali żołnierze obrona terytorialna i w ten sposób zyskiwaliśmy do nich kontakty com my kontaktowaliśmy się przez różne aplikacja i oni wskazywali nam, która drogę bezpieczną, gdzie można jechać, którędy brońcie broń Boże nie można przejechać jest to było wszystko autora autorzy działaliśmy na lata, a która przyniosła bardzo wiele dobrego bardzo wiele uratowanych żyć proszę powiedzieć czy w tym transporcie zwierząt rannych tych np. ze schroniska, którym pan mówił czy mieliście w drodze wsparcie weterynaryjne, bo wyobrażam sobie, że to chyba nie mogło się odbywać tylko waszą dobrą wolą z tym był zawsze duży problem najbliższy lekarz weterynarii, którego mieliśmy to była właśnie Paulina ze Lwowa, która w warunkach polowych i robiła operację, która w warunkach polowych starała się utrzymać przy życiu te zwierzęta my robiliśmy w mieszkaniu bloku 10 piętrowym wieżowcu 10 piętrowym przy strzałach, więc kto był pod ręką ten asystował ten trzymał narzędzia chirurgiczne kliniki wtedy na początku wojny nie funkcjonowały i weterynaryjna, więc by też bardzo dużo się nauczyliśmy przedtem jak ratować zwierzęta nie mając dosłownie niczego po nie było leków nie było sprzętu i to było to by to było bardzo ciężkie wyzwania na lekko się udało zwierzęta miały w sobie ogromną siłę walki no jakoś jakoś przetrwały, ale to co tam siedziało w dacie jak nie wiem jak to powiedzieć, ale nie można oceniać tego co tam się działo z perspektywy naszej polskiej np. te tutaj miało funkcjonować w sposób prawidłowy tam to wszystko było, a robione z myślą o tym, żeby jak najwięcej zwierząt przeżyło jak najwięcej udało się uratować, a względy takie bezpieczeństwa higieny pracy pozostawały na drugim na drugim etapie, więc mieszkania zamieniały się sala operacyjna pamiętam wynajęliśmy taką ruina dosłownie to pod Lwowem, który stał się domem momentami dla prawie 200 zwierząt kawałku terenu stara chałupa inka i tam lokowali my te zwierzęta zwożone z całej Ukrainy te zwierzęta zwierzętami zajmowały się zajmowała się garstka osób 23 osoby, a więc z no było bardzo ciężko no to były nieprzespane noce zresztą ten, kto śledził w mediach społecznościowych widział jak jak sami wyglądaliśmy to było takie zmęczenie że z, że tutaj normalnych warunkach nie my czegoś takiego nie przeżyliśmy to jest także faktycznie wojna znosi różnego rodzaju reguły, ale też czasami upraszcza procedury takie jest też moje doświadczenie, że też jadąc z konwojem humanitarnym na polskich blachach mówiąc kolokwialnie, czyli z polskimi tablicami rejestracyjnymi jednak bywa łatwiej można łatwiej przejechać przez blok post można szybciej załatwić różne sprawy nie wiem czy też macie takie doświadczenia, kto jest to jest prawda, że polskie tablice rejestracyjne bardzo dużo robiły polskie paszporty, ale my jeszcze nie mieliśmy taką możliwość, toteż udał to jako redaktor wspomniała procedurę były na 0203. czwartym miejscu w ogóle nie było dlatego też my uzyskaliśmy pamięta zgodę policji całego obwodu lwowskiego na to, żeby poruszać się po terenie wtedy jeszcze obwodu lwowskiego na światłach na niebieskich koguta mówiąc kolokwialnie i ta zgoda przerodziła się później w normach i mogliśmy jako pomoc Humanitarna poruszać się po terenie cały kraj właśnie z tymi z tymi światłami też wiele pomogły, ale normalnej rzeczywistości to jest niemożliwe, żeby Polski samochód na polskich tablicach rejestracyjnych mógł na terenie innego obcego państwa być uznane za pojazd uprzywilejowany tak było, ale to była to była wojna i tam wiele rzeczy po prostu takich niecodziennych przechodziło ja pamiętam jak był moment, kiedy nie było nigdzie paliwa metale Miedź paliwa skończyły nam się całkowicie całkowicie nasze zapasy i staliśmy gdzieś w szczerym polu pomiędzy 12 miejscowością i 1 stacja benzynowa była zamknięta i gdy ludzie zauważyli, że jedzie pomoc Humanitarna z Polski obudzili gdzieś tam właściciela tej stacji benzynowej przyjechał na miejsce nalał nam pamięta 10l tylko PiS dla, ale zaangażowanie było całej społeczności w to, żeby nam po prostu, choć trochę zatankować samochód, żebyśmy mogli pojechać dalej między no wiele wiele niecodziennych niecodziennych zdarzeń, która zapadły nam w pamięci i wie przede wszystkim to co to co dla mnie to co ja pamiętam najbardziej moich wyjazdów do Ukrainy to przyjaźnie to są takie przyjaźnie, które nawiązaliśmy, że obce osoby, których nigdy wcześniej na oczy nie widzieliśmy w ciągu tygodnia stały się dla nas bliższe niż rodzina, z którym jesteśmy cały czas w kontakcie, z którymi staliśmy w jednych pomieszczenia, z których niektóre jedno mogę którymi myśleliśmy jak pomóc najefektywniej tak to jest taki rodzaj błyskawicznego kontaktu to nawet tygodnia nie potrzeba czasami wystarczy kilka minut albo godzina, kiedy osoby spotykają się wiedzą co się spotykają, dlaczego tutaj są niczego nie trzeba sobie opowiadać zwykle tak to wygląda proszę powiedzieć bowiem, że to nie było tylko także schronisko, że dostaliście informację zostało zbombardowane schronisko, ale to były też zwierzęta, które po prostu gdzieś tam się pamiętały, które na, który natykali się, jeżdżąc po różnych miejscowościach pozostawione bez opieki czasem ranne w strasznym stanie zagłodzone tak to były, jakby to powiedzieć pani redaktor to było także ratowaliśmy to co rzuciło nam się w oczy i tam, gdzie ta potrzeba ratowania była największa pamiętane, że to nie bodajże to było chodziliśmy po zbombardowane osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie w domach, w których nie było nic, które były zbombardowane zniszczone np. na kanapach Spały skrajnie zagłodzone zwierzęta, które nie miały siły nawet już podnieść głowę nie wiemy co się stało z właścicielami wiemy natomiast zostały tam właśnie one takie zwierzęta ratowaliśmy z tych gruzowiska jeździliśmy pamiętam suczka, którą ratowaliśmy z autostrady pośród niczego też biegała oszołomiona, więc to niebyły tylko schroniska na początku w ogóle nie chcieliśmy może nie, że nie chcieliśmy, ale staraliśmy się nie dotykać kwestii chroni z tego względu, że wiedzieliśmy, że w Polsce będą z tego bardzo duże problemy no jeszcze finalnie okazało rzeczywiście takie problemy były, ale staraliśmy się właśnie ewakuować zwierzęta najbardziej potrzebujących, a z czasem okazało się, że schroniska padło ofiarą wojny to znaczy bombardowania strzałę brak jakiejkolwiek jakiejkolwiek pomocy tym schroniskom to znaczy tam nie dojeżdżała karne tam nie dojeżdżał lekarz tam nie było leków nie było prądu nie było wody, więc notę po prostu zagłodzone zwierzęta z tych miejsc trzeba było zabezpieczyć trzeba było tam dowieźć karmę trzeba było dowieźć środki pierwszej potrzeby, więc ratowaliśmy wszystko bez wyjątku nie było nie było zwierzęcia, które by, które byśmy spotkali na swojej drodze, które nie otrzymało po naszej pomocy, ale skala tej pod tych potrzeb jest tam na tyle duża cały czas, że do wszystkich nie uratujemy to to też musimy sobie zdawać z tego sprawę szczególnie teraz, kiedy procedury przekraczania granic ze zwierzętami zostały tak bardzo utrudniona, że nie jesteśmy w stanie efektywnie efektywnie pomagać zwierzętom z terenu wojnę ile razy byliście w Ukrainie nie mam pojęcia Millera szczerze powiem właśnie mam pojęcia ile razy byłem byłem tak długo, że cały mój paszport zapełnił się pieczątkami paszport tymczasowy zresztą to było także pierwsze 3 miesiące wojnę to był czas jedyne Ukrainie byliśmy na stok z przerwami, żeby przyjechać do Polski zatankować zostawić zwierzęta zabrać dary pomoc humanitarną i żeby jechać z powrotem było także mieszkaliśmy we Lwowie we Lwowie najczęściej no kilkanaście dni pod rząd najdłużej podaje, że była 1718 dni w Ukrainie bez powrotu do Polski, więc bardzo bardzo wiele razy to była taka codzienność przekraczaliśmy granicę to z powrotem i tylko zastanawialiśmy się, gdzie są najbliższe kolejki, a za granicę, żeby jak najszybciej dojechać do miejsca docelowego przypomnę, że moimi państwa gościem jest Konrad Kuźmiński szef dolnośląskiego Inspektoratu ochrony zwierząt rozmawiamy o pomocy, jakiej od początku wojny właściwie pana organizacja udzielała i Ukrainie i wywożąc zwierzęta do Polski za chwilę porozmawiamy o tym jakie dalsze losy tych zwierząt chce zapytać czy pamięta pan jakiś szczególny przypadek jakiegoś stworzenia albo jakąś historię którą, który będzie pan pamiętał do końca życia, mimo że tak mówimy o zupełnie nieprzystających do niczego co znamy okolicznościach, choć historie, które zapadły w pamięci historie zwierząt może tak mam 2 psy, które utkwiło mi w pamięci do końca życia to właśnie zwierzęta ze zbombardowanego schroniska moździerz, które do tej pory przebywam w naszym ośrodku jest żywe zwłoki ten pies ten pies akcja serca muszę zatrzymała podczas przekraczania granicy polsko ukraińską jest podstref ze schroniska pod Kijowem, który miał mierzyć i to jest suczka Atena poparzona całe ciało poparzone od bomb po ona finalnie znalazła wspaniały dom z Holandii u naszych przyjaciół to są takie historie takich zwierząt, które miały nie żyć, a jednak dzięki uporowi dzięki temu możemy tam pojechaliśmy się zaangażowaliśmy do te zwierzęta te zwierzęta po prostu żyją są też takie smutne historie, które zapadły mi to mieć, więc np. widok zwłok ludzkich zwłok no to to było dla mnie coś przerażającego doskonale pamiętam miejsce czas, kiedy widziałem i to nie jest tak, że my wyjechaliśmy z Ukrainy i odcięliśmy się od tego no tak to niestety nie działa nam się śni met to cały czas mamy z myślą mamy przed oczami, a zresztą do mnie po przyjeździe z wojny z z jak nigdy przez nie rozmawiałem, a teraz bardzo często wspominam właśnie wojnę i później dociera to informacje, że znowu stały się na granicy medycy pytały, jaka jest kolejka po ich zwierzchnicy zabieramy z Kijowa no gdzież to gdzieś to zostaje te obrazy, która tam widzieliśmy, bo to niebyły ludzkiej obrazy to w ogóle wojna nie jest czymś co my jesteśmy w stanie wyobrazić tą ilość okrucieństwa ilość przemocy ilość dramatów ludzkich, kiedy ludzie do nas podchodzą na ulicy błaga pamiętam kobietę, która oni stację błagała tylko nie chciała pieniędzy nie chciała żadnej innej pomocy tylko kromkę chleba, żeby jej dać do takiej sytuacja takie sytuacje zostają w pamięć na zawsze mam nadzieję, że mieliście tę kromkę chleba, bo czasami już ani nie ma niczego czym można by się podzielić pamiętam, że mieliśmy to to pamiętam, że było, gdzie to było w cierpieniu podali się ta kobieta do nas podeszła, ale tak to prawda, że to co włożyliśmy w samochodach kończyło się w tempie ekspresowym szczególnie w tych miejscach ja pamiętam to był, że to umiesz to był Czernichów zbombardowane bloki 10 piętrowe wieżowce, w których widać było dziurę na przelot, która ne do Dessau one w powietrze budynki mieszkalne i tam tam ta pomoc Humanitarna rozchodziła się w tempie ekspresowym było także nie raz ktoś nas coś prosiła my po prostu już tego nie mieliśmy był ogromny problem z dowożeniem mieliśmy samochodu, która była w stanie zabrać ileś tam ton tej pomocy, pomimo że w magazynie w Polsce mieliśmy więcej Otóż na samochody więcej nie mogliśmy zaatakować był problem z kierowcami był problem samochodami, które dowoziły nowe wiele wiele takich takich rzeczy, które w normalnych okolicznościach by się nie zdarzyły, ale też ogromna pomoc, która w, którą otrzymaliśmy albo inaczej ogromna pomoc, która przeszła przez nasze ręce dzięki pomocy ludzi, bo to pamiętam były firmy, które wypożyczały nam swoje samochody te wszystkie dostawcze auta którymi jeździliśmy to były samochody samochody użyczone przez prywatne przedsiębiorstwa i pamięta zadzwonił do nas właściciel ląd się nie martwił tym, że to auto może nie wrócić on się Marcin proszę jechać bezpiecznie proszę dowieźć wszystko co macie do miejsca docelowego wspaniałych ludzi poznaliśmy wspaniała mobilizacja wspaniałe zaangażowania społeczeństwa, które już powoli z przykrością to mówię się kończy, bo ta pomoc już nie jest tak duża jak w pierwszych miesiącach tej wojny, ale i tak to co udało się zrobić nie zniknie jest moim zdaniem trwałą wartością też trwałym doświadczeniem, które na zawsze zmienia życie, a proszę powiedzieć, bo to też jest takie pytanie, które ja sobie zadawałam oglądając wasze relacje np. czy zdobywanie zaufania takiego zwierzęcia, który Strama testowany, którego właściciele zniknęli, który czas na szkodę stronę czy jak to wygląda na miejscu czy te zwierzęta, bo bywa i tak czują, że mogą od was oczekiwać pomocy czy jest tak, że np. u agresywnie dają się jest trudno pomóc takiemu psu albo kotu, który jest stroma cytowane w jakimś ostrzelany miejscu powiem tak w większości te zwierzęta chyba czuły, że przyszło dla nich po prostu tego wybawienia, więc ja sobie przypominam takich momentów, żebyśmy mieli większe problemy z tym, żeby jakiś zbierze uratować pomimo tych wszystkich traum i inni no zwierzęta czują ja wiem pracujący zwierzętami, odbierając ja w Polsce tragicznych warunków wiemy, że po prostu zwierzę czuje, że idzie coś lepszego i to wszystkie zwierzęta w gruncie rzeczy wiedziały o tym, chociaż do tej pory mamy dane u siebie w ośrodku chce z Ukrainy, która nie zaufały człowiekowi, które są tak bardzo dramatyzm pana, że one nie są w stanie przełamać swojego strachu i swojego lęku, ale mogę powiedzieć tak 90% zwierząt psychicznie jest kondycji rewelacyjnej na tych 10 lat nad tym dziesiątkom musimy po prostu pracować czy potrafi pan powiedzieć ile jest tych uratowanych zwierząt nie potrafi pan sobie przypomnieć ile razy byliście w Ukrainie to rozumiem, ale to, tym bardziej jak policzyć te uratowane zwierzęta z tym może być trochę prosi, chociaż też dokładnej liczby niestety nie powiem, ale my jako organizacja przewieźliśmy przez granicę ponad 1000 psów kotów ponad 1000 zwierząt byłoby tego więcej, gdyby właśnie, gdyby nasze państwo nie zawiodło trochę, ale jesteśmy zadowoleni z tej liczby z pomocy organizacji naszych tutaj polskich tutejszych, które zaangażowały się pomoc tym zwierzętom no były konwoje którymi zabieraliśmy prawie 200 zwierząt w samochodach da, więc to skala była bardzo duża, ale tonie jest także my mieliśmy tam czas, żeby zachować dokładnie liczyć te zwierzęta, więc mogę powiedzieć tylko liczbę orientacyjną to było np. także to jest to jakiegoś zbombardowanego schroniska pod ostrzałem, które było po prostu otwierał się otwierała się klapa samochodu i średnie patrzyło, jakie zwierzęta siebie żony wyskakiwały i trzeba było w ciągu 5 minut opuścić to miejsca no i to zwierzę, które miało więcej szczęścia i wskoczyło do samochodu, które udało się wolontariuszom zaprasza po wyjechało, ale nie byliśmy w stanie zabrać wszystkich, ponieważ w czasie wojny Dead schroniska, które przed wojną było 300 zwierząt stawały się miejscami, w których nagle z dnia na dzień pojawiało się 1000 zwierząt, a więc to były ogromne ilości dlatego staraliśmy świata jak wspomniałem skupić na ratowaniu najbardziej potrzebujących na dowożeniu pomocy no bo wszystkich zwierząt z Ukrainy nie jesteśmy w stanie uratować, szczególnie że tamten problem bezdomności zwierząt w ogóle zwierząt jest ogromny i bez wojny i bez wojny dokładnie my mamy tutaj właśnie dzięki wojnie poznaliśmy Polina lekarza weterynarii ze Lwowa, która stara się walczyć o prawodawstwo tam na miejscu, która stara się walczyć o poprawę tej sytuacji, ale bardzo ciężko to jest tam też jest inne zapatrywanie na zwierzęta podobne jak na pół 5060 lat temu to jest proces, który społeczeństwo przychodzą, tak więc to po prostu trzeba przejść i inne swoimi tymi czynami, a więc ratowaniem zwierząt pokazaliśmy, że pokazaliśmy właśnie tym ludziom, którzy nie do końca traktowali zwierzęta jak swoich przyjaciół, że jednak tutaj u nas w Polsce dba się o te zwierzęta, że się ratuje myślę że, toteż była taka nauka empatii, że te istoty słabsze testują też zasługują na ratunek to porozmawiajmy teraz tej nieszczęsnej granicy, bo na początku faktycznie było także zielonym korytarzem można było przejechać nie trzeba było tyle stać i było wszystkie procedury były procedury były uproszczone i można było przewozić zwierzęta przez granicę bez opowiadania życiorysu np. kiedy się skończyło, kiedy się skończyło, choć ciężko jest powiedzieć, kiedy się skończyło dokładnie tak datami, ale rzeczywiście początek wojny przywoziliśmy zwierzęta dramatycznym stanie i nikt nawet nie odważył się powiedzieć, że ma jakieś obiekcje sprawdzano tylko czy nie czy czy są tam tylko zwierzęta psy koty ran wojnę i procedury szły bardzo szybko aż w pewnym momencie obiekt stanęliśmy na granicy ze 160 zwierzętami my i druga organizacja mała ich ponad 21718 godzin stania na kontroli i na kontroli celno-skarbowej dla to był po prostu jakiś dramat i gdyby nie mogę teraz już mogę powiedzieć szczerze, gdyby nie uczęszcza i podstęp to myślę, że to zwierzęta musiały wrócić z powrotem do miejsc, które IS, który zostały zabrane, ponieważ no odmówiono nam wjazdu do Polski i i to nie była jednorazowa sytuacja, kiedy wracając ratowano zwierzęta dostaliśmy decyzję nakazującą powrót na tereny objęte wojną nie tylko, ale wszystkie organizacje, które starały się ratować zwierzęta i co gorsze nie tylko organizacje polskie, ale Ukraińcy uciekający przed wojną również dostawali od organów naszego państwa decyzję, że mając więcej niż 5 zwierząt muszą wrócić do na wojnę do swoich domów i nikogo to nie interesuje pamiętam pamiętam panią, która z dwójką dzieci mały chciała przekroczyć granice miała bodajże 4 koty 2 obcy urzędnicy skarbowi celną skarbowi i Inspekcja weterynaryjna stojąca na granicy powiedziała tej pani pani proszę wracać na Ukrainę pani Maszy zwierząt można przewieźć tylko 5 kobieta musiała wrócić nie nie przyjechała finalnie do Polski nie uciekła przed wojną, a akty odmowy były uzasadnione o własnych wojna to czas, kiedy procedur nie ma i tych procedur nie tylko trafiło na Ukrainie również na granicy, a to wszystko zależało od dobrej woli urzędnika stojącego na naśladowania czy dane zwierzę wiedzieć czy dane zwierzę nie wyjedzie oficjalne oficjalnie wskazywano, że te zwierzęta stwarzają zagrożenia epidemiologiczne dla naszych tutaj polskich zwierząt dlatego też nie należy wpuszczać to do Polski, pomimo że jako organizacji gwarantowali my zarówno kwarantanna podania od izolowania tych zwierząt dopełnienie wszelkich wymogów tylko, żeby one mogły przekroczyć granicę, bo spotykaliśmy się z licznymi odmowami i powiem szczerze nie wiem czym to było spowodowane ja patrząc na tych urzędników decydujących o tym, że nie wjedziemy do Polski widziałem w oczach brak empatii widziałem w oczach czy za wręcz zadowoleni ja pamiętam panią urzędnik by tak lekarz weterynarii urzędowego lekarza weterynarii granicę w Korczowej, która wręcz cieszyła mówiąc mi panie Kuźmiński zwraca pan na Ukrainę ze 100 sześćdziesięcio zwierzętami to przykłady świadczeń to jest bardzo przykro to była nasza administracja Polska jeszcze się rozwija wiele lat zajmie jak woda będzie takim poziomie jak cywilizowanych krajach Europy, ale w Polsce niektórzy urzędnicy dalej chcą pokazać swoje władztwo najmniej się tutaj z tym właśnie spotkaliśmy, że tutaj była siła pokazania władztwa szczególnie to nasiliło, kiedy zaczęliśmy w mediach społecznościowych publikować te absurdalne sytuacje, kiedy Ukrainka z 6 zwierzętami nie jest wpuszczona bo, bo ma 6 zwierząt ani Kieć, kiedy urzędnicy wymagali od uchodźców urzędnicy polscy wymagali przewóz małej ilości zwierząt dokumentów w ilościach większych niż wymagane do przewiezienia legalnego ludzi do naszego kraju i to bardzo pamiętam nie spodobało się zarówno ministerstwu i rolnictwa i głównemu lekarzowi weterynarii i wtedy na kolanie zaczęto pisać przepisy, które jak najbardziej utrudnią organizacjom ratowania zwierząt z Ukrainy czy to było spowodowane nie wiem, ale powiem szczerze wydaje mi się, że jakąś osobistą będę to po prostu, bo nie jest tajemnicą, że Ministerstwo Rolnictwa i główny lekarz weterynarii po prostu nienawidzi organizacji ochrony zwierząt w Polsce, ponieważ to my jako organizację ujawniamy patologie tak naprawdę w tych instytucjach pokazujące organy ochrony zwierząt w ogóle w Polsce nie działają normy, ujawniając absurdy w końcu spotkaliśmy się z tym, że zamknięto na granicę do ratowania zwierząt dlatego przestaliście jeździć do Ukrainy dlatego ograniczy na początku pamiętam ograniczyliśmy i tą naszą pomoc, a szczególnie, że w tym momencie ME mieliśmy ponad 200 zwierząt w naszym ośrodku samych zwierząt z Ukrainy, gdzie nasz ośrodek był przystosowane maksymalnie na 80 zwierząt wtedy zaczęły się bardzo szczegółową kontrolę tego, o co przywozimy, jakiej ilości, jakim stanie pamiętam, że urzędnicy byli kontrolę w naszym ośrodku były prowadzone co chwila co rusz i to nie tylko ze strony służb weterynaryjnych, ale również ze strony służb celno-skarbowych najdzie się okazało, że my jeździć już nie możemy co znaczy ja nie mogę ratować zwierząt z Ukrainy to rzeczywiście musieliśmy przystopować ja osobiście przestałem jeździć ale, toteż nie jest także z dnia na dzień skończyliśmy pomagać Ukrainie, bo mieliśmy masę wolontariuszy, którzy na do tam jeździli i tworzy zresztą zostali tam, a jeden z nich wstąpił do ukraińskiej armii i cały czas pozostajemy w kontakcie właśnie z osobami, które tam poznaliśmy na miejscu, które wskazują, jakie są aktualne potrzeby teraz na ten moment bardziej łatwiej jest wspierać po prostu nam te zwierzęta na Ukrainie finansowo, przekazując darowiznę te finansowe i w ten sposób Odry by dystrybuować, że te darowizny, która ludzie przekazali na rzecz ratowania zwierząt Ukraina, czyli pomagać tam na miejscu to na koniec naszej rozmowy proszę powiedzieć, jaki jest dalszy los tych zwierząt uratowanych z Ukrainy, jakie ścieżki, jakimi ścieżkami podąży podążają psy koty zaczęło się od ścieżki medycznej to znaczy leczenie leczenie bardzo długotrwałe ponieważ, bo jest zwierzęta jak wspomniałem ranna postrzelone, ale większość zwierząt znalazło wspaniałe one, bo naprawdę cała cała Europa zmobilizowała się do tego, żeby adoptować zwierzęta z Ukrainy bardzo wiele adopcji mieliśmy zagranicznych do Holandii Szwajcarii to w Austrii, a do kraju, który o zwierzęta się by któryś z bezdomności zwierząt nie ma i część zwierząt wróciła do swoich właścicieli pamiętam psa, którego by odebraliśmy, który został złapany dziś na ulicy okazało się, że to jest pies żołnierza żołnierza mieszkającego 300 km od miejsca, w którym znaleźliśmy tego psa no i ten podaje, że rok miał na imię, bo go z powrotem zawiesiliśmy na właśnie do niejako na Ukrainę, więc tyle jest historii leje ile udało nam się uratować zwierząt, ale finalnie wszystkie mają znaleźć nowe nowe domy lub wrócić do swoich właścicieli, którzy albo są w Ukrainie albo do tych, którzy po prostu znaleźć zaczęli na nowo życia gdzieś poza swoim krajem i zna pan takie historie, że ktoś, kto np. tu jest uchodźcą i mieszka gdzieś już teraz w Niemczech czy Holandii czy gdziekolwiek indziej za waszym pośrednictwem znalazł swojego psa oczywiście my mieliśmy pośród te 1000 tych zwierząt, które nam się udało uratować nie było tego dużo, ale około 20 sytuacji 20 zwierząt, które trafiły finalnie do swoich właścicieli do swoich pierwotnych właścicieli, których miały w Ukrainie 100 wtedy my mamy gdzieś w relacjach w mediach społecznościowych te momenty, kiedy ci właściciele po miesiącach po miesiącach rozłąki nagle spotkali się ze swoimi zwierzętami no to od osób takich chwila, których też nie da opisać słowami radość szczęście ze płacz i wkład zarówno ze strony tych zwierząt taki właścicieli dobrze, że kończymy, bo ja też jestem wrażliwa na tego rodzaju cechy też ma pan poczucie satysfakcji czy ja mam poczucie satysfakcji jest to ciężkie pytanie mam poczucia zrobienia czegoś dobrego myślę, że zrobiliśmy naprawdę nie tylko ja, ale rzesza osób zaangażowanych w akcję pomocy zrobiła naprawdę niesamowitą pracę a, narażając niejednokrotnie swoje życie swoje zdrowia, żeby pomóc i i nie wiem czy to będzie dobre określenia pan, że jestem z nas wszystkich bardzo dumna, że nam się to po prostu udało i że cali zdrowi wróciliśmy do swojego kraju i muszę powiedzieć jestem dumny z naszego kierowcy, który najpierw był naszym kierowcom, które później stał się wolontariusza chodzi o Damiana, który postanowił wstąpić do ukraińskiej armii to był to jest mężczyzna, które życiu różnie podąża różnymi ścieżkami, a wyjazd na Ukrainę zmienił myślę o 180 stopni my się poznaliśmy tak naprawdę na granicy na teraz Damian służy ukraińskiej armii walczącą o niepodległość tego kraju więc, gdy dzięki dzięki temu, że my zaczęliśmy pomagać on poznał tam wspaniałych ludzi i postanowił też poświęcić swoje życie, żeby walczyć o innych to są zupełnie niesamowity historie bardzo panu dziękuję za rozmowę ja też jestem dumna i wszystkich organizacji polskich organizacji prozwierzęcych, które naprawdę liczniej bardzo ofiarnie zaangażowały się w pomoc Ukrainie ich przewożenie w ratowanie tych zwierząt to był ogromny zryw on rzeczywiście trwa, chociaż już w innym wymiarze bardzo panu dziękuję za to co pan robi za rozmowę na antenie Radia TOK FM moimi państwa gościem był Konrad Kuźmiński szef dolnośląskiego Inspektoratu ochrony zwierząt bardzo dziękuję za rozmowę dziękuję bardzo, do widzenia Anna Wacławik-Orpik na następny program zapraszam za tydzień po dwudziestej Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: WYWIAD POGŁĘBIONY

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Posłuchaj o tym, co ważne w TOK FM Premium. Teraz podcastowe produkcje oryginalne, podcasty z audycji TOK FM oraz Radio TOK FM bez reklam 40% taniej! Bądź na bieżąco.

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA