REKLAMA

Ceny w maju przestały rosnąć. "To początek powrotu do inflacyjnej normalności?"

Cotygodniowe podsumowanie roku
Data emisji:
2023-06-05 19:00
Prowadzący:
Czas trwania:
01h 14:14 min.
Udostępnij:

Czyżbyśmy wracali do normalności w gospodarce? W maju ceny w Polsce przestały rosnąć, tak przynajmniej wynika z danych GUS. To, jak podkreśla autor podcastu, pierwsza taka sytuacja od dłuższego czasu i analizuje, czy jest to jednorazowy przypadek. Przygląda się też intrygującym i niepokojącym wynikom badań EBC, z których dowiedzieć się można, o ile mają rosnąć ceny żywności w związku ze zmianami klimatycznymi na świecie. Jak to się stało, że dogoniliśmy Czechów, jeśli chodzi o najniższą w Europie stopę bezrobocia? To tylko niektóre tematy w tym odcinku " Cotygodniowego podsumowania roku". Posłuchaj, a dowiesz się więcej! Rozwiń »

W tym odcinku:
1. Inflacja 13 proc., ceny w maju nie rosły 1:05:34

2. Coraz więcej głosów z RPP o tym kiedy obniżki stóp 56:59

3. Niesamowite przygody Amerykanów z limitem długu 48:11

4. Lex Tusk, a gospodarka 37:09

5. Trybunał Konstytucyjny nie pomaga przy kamieniach milowych KPO 32:03

6. Wakacje kredytowe mają mieć kryterium dochodowe 25:22

7. Ponad 4 mld zł zysku w bankach w kwietniu 18:23

8. Ponad 3 mld zł zysku w górnictwie w Q1 12:54

9. EBC: zmiany klimatu podniosą inflację 06:14

10. Znów dogoniliśmy Czechów w bezrobociu 00:59 Zwiń «

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu

Rozwiń » Jest poniedziałek 5 czerwca 2023 roku, czas więc na kolejną odsłonę cotygodniowego podsumowania roku.
Cotygodniowe podsumowanie roku. Podkast Ekonomiczno polityczny Rafała Hirsza.
Ja nazywam się Rafał hirsztyn, podkast to cotygodniowe podsumowanie roku. Zapraszam na kolejny odcinek, w którym będę opowiadał o 10 najciekawszych moim zdaniem wydarzeniach związanych z gospodarką, zarówno tą krajową, jak i tą globalną, a te wydarzenia miały miejsce w ciągu właśnie ostatniego tygodnia są uszeregowane od dziesiątego miejsca do pierwszego tradycyjnie zaczynamy od miejsca dziesiątego, skończymy za jakiś czas na miejscu pierwszym na dziesiątym miejscu informacja pozytywna, bo zawsze staram się zaczynać od czegoś pozytywnego 10 informacja pozytywna polegająca na tym, że dogoniliśmy Czechów. Przynajmniej jeśli chodzi o stopę bezrobocia i w tej chwili mamy ją najniżej w Europie wynosi ona 2 i 0,7% Czesi też mają stopę bezrobocia na poziomie 2 i siedemdziesiątch procent, czyli jesteśmy na pierwszym miejscu egzekwwa, dlatego mówiłem, że ich dogoniliśmy, a nieże ich przegoniliśmy, ale i tak zmiana jest istotna, ponieważ przez wiele ostatnich miesięcy było tak, że to Czesi byli na pierwszym miejscu mieli absolutnie najniższą stopę bezrobocia w całej Europie, a zdaniem niektórych ekonomistów, którzy śledzą pilnie ze wszystkie dane z całego świata, Czesi nawet mają prawie, że najniższą stopę bezrobocia na całym świecie pod tym względem ścigają się z Japończykami. My zaś byliśmy tuż za Czechami, a teraz się okazało, że ich po prostu dogoniliśmy, więc jest się z czego cieszyć, natomiast przy okazji widziałem wiele komentarzy w mediach społecznościowych, m.in. mówiących o tym, że pierwszy raz mamy taką sytuację, żeby goli, że dogoniliśmy tych Czechów i że wprawdzie egzekwu, ale jednak możemy chwalić się tym, że jesteśmy na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o stopę bezrobocia. I muszę powiedzieć, że to nie jest prawda. To nie jest pierwszy raz w historii, chociaż faktycznie jak ktoś wejdzie na stronę Eurostatu, czyli urzędu Statystycznego Unii Europejskiej i znajdzie tam sobie odpowiednią zakładkę i odpali cały ten szereg wekslu danych historycznych. To faktycznie jeśli będzie sięgał w przeszłość, to nie znajdzie w tej przeszłości takiego miesiąca, w którym mieliśmy stopę bezrobocia mniejszą niż ona była w Czechach, ale to, dlatego że te dane o bezrobociu są dość często korygowane przez Eurostat po kilku miesiącach, natomiast i w związku z tym, że są korygowane do tych wstępnych danych, które są podawane dość szybko w tych szeregach, po prostu w tych archiwach już nie ma one zostały skasowane, zostały zastąpione daneami danymi ostatecznymi. Natomiast bywały takie, proszę mi, wierzyć bywały takie historie w przeszłości, że jak były publikowane te dane wstępne, których już nie widać w tych szeregach, to w tych wstępnych danych Polska miała stopę bezrobocia niższą niż Czechy, czyli były już takie przypadki, że się z tego tytułu cieszyliśmy sam np. w ostatnich dniach szukając, że tak powiem dowodów na to, bo tak mi się wydawało. Tak mi coś w głowie kołatało, ale nie byłem pewien i wolałem to sprawdzić, więc szukałem w internecie na to dowodów i znalazłem m.in. twitty z marca 2021 roku na temat danych za styczeń 2021 roku i z tych wstępnych wtedy publikowanych danych wynikało, że w Polsce stopa bezrobocia wynosi 3 i 0,1, a w Czechach 3 i 0,2, więc byliśmy ewidentnie na pierwszym miejscu. Wtedy nawet nie egzekw, tylko po prostu na pierwszym miejscu lepsi od Czechów, tylko, że dzisiaj jak sobie sprawdzimy w danych Eurostatu, ten styczeń 2021 to możemy tam przeczytać, że w Polsce stopa bezrobocia wynosiła wtedy 3 i 6 dziesiątyych, a w Czechach 3 i 0,3, więc jednak Czesi są zdecydowanie lepsi od nas tylko, że te dane się zasadniczo różnią. Różnią od tego, co było podawane w ramach danych wstępnych. Tak wtedy było podane, że u nas stopa bezrobocia to jest 31 po jakimś czasie się okazało, że jednak 3 i 6 w Czechach najpierw podano, że 3 i 2 po jakimś czasie się okazało, że 3 i 3, więc te dane są potem, jak widać, potrafią być dość mocno nawet skorygowane, zwłaszcza wtedy, kiedy w jakimś kraju odbywa się spis powszechny. I potem są do dyspozycji nowe dane dotyczące całej zbiorowości i wszystkich osób w wieku produkcyjnym, np. itd. itd. wtedy te korekty potrafią być dość dość istotne, więc z 1 strony oczywiście to jest powód do zadowolenia, że jesteśmy na pierwszym miejscu egzekwo z Czechami, jeśli chodzi o stopę bezrobocia w Unii Europejskiej, po drugie jednak to nie jest pierwszy raz historii bywały już takie historie wcześniej, a po trzecie nie przywiązywałbym się do tego bardzo mocno, bo te dane pewnie też będą za kilka miesięcy skorygowane. I nie wiemy w tej chwili, w którą stronę będzie ta korekta, natomiast jeśli chodzi o całą Unię Europejską, to strefa bezrobocia w maju wg tych wstępnych danych została bez zmian na poziomie 6% natomiast tylko w strefie euro spadła do poziomu 6 procent i to poziom rekordowo niski, jeśli chodzi o strefę euro, cały czas są tam 2 państwa, które mają bezrobocie dwucyfrowe powyżej 10% to jest Grecja. Tam mamy 11 i 0,2% i Hiszpania z bezrobociem ze stopą bezrobocia na poziomie 12 i 0,7% to było miejsce dziesiąte teraz przed nami miejsce dziewiąte 9 na dziewiątym miejscu bardzo interesujące. Moim zdaniem intrygujące wyniki badań i mało optymistyczne. Niestety tutaj już te dane są wręcz takie nawet trochę przygnębiające. Chyba to jest praca analityczna pracowników Europejskiego banku centralnego, którzy wyliczyli, postarali się o takie konkretne szacunki dotyczące tego, że zmiany klimatyczne dotyczące całej planety będą nam nieustannie podnosić ceny żywności. Niestety, a przez to będą nam wyżej podbijać inflację i jakby mechanizm dość łatwo wytłumaczyć, natomiast w tej pracy cenne jest to, że ci naukowcy postarali się wyliczyć, o ile będą nam te ceny żywności iść w górę, no i ich zdaniem do 2035 roku średni coroczny wzrost cen żywności będzie te ceny żywności będą podnoszone dodatkowo o dodatkowo o o przedział i ten przedziałciąga się od 0,9% do 3 i 0,2 punktu procentowego, czyli od 0,9 do 3,2, jakbyśmy chcieli znaleźć środek tego przedziału. To jest mniej więcej 2,1 punktu procentowego, czyli ceny żywności będą co roku średnio do 2035 roku drożeć od ponad 2 punkty procentowe szybciej niż w alternatywnym scenariuszu, w którym nie ma zmian klimatycznych. Natomiast ta drożająca żywność w związku z tym przełoży się na szybszy wzrost inflacji średnio o i tutaj też przedział od 0,3 do i 1 i 0,2 punktów procentowego, czyli tutaj środek przedziału. To jest jakieś osiemdziesiątych albo 0,75 punktu procentowego. Wydaje się, że to jest niewiele, ale to jest średnio każdego roku do 2035, jakbyśmy to zsumowali, to za te tam 12 13 lat wyjdzie wartość. Taka, którą pewnie trudno trudno zlekceważyć, zwłaszcza, a biorąc pod uwagę, że roczny cel inflacyjny Europejskiego banku centralnego to są 2%, więc takie codzienne coroczne dodatkowe podbicie inflacji o blisko 1 punkt procentowy. No to z tego punktu widzenia to jest jednak dość istotne podbicie dość istotny problem, więc nie wygląda to najlepiej, no i oczywiście ta zmiana klimatu, która się dzieje w tej chwili jest globalna, więc można domniemywać, że podobne efekty pewnie będą też, gdzie indziej, przecież to nie będzie się ograniczać tylko do strefy euro. I podejrzewam, że w Polsce może być bardzo podobnie pytanie, dlaczego zmiany klimatyczne będą wywoływać takie takie ruchy w gospodarce no będą sprzyjać podnoszeniu cen żywności, ponieważ najprawdopodobniej będą ograniczać jej produkcję, bo coraz wyższe przeciętne temperatury będą oznaczać coraz częstsze występowanie suszy na coraz większych obszarach. Podejrzewam też i zdaniem naukowców jest to bardzo prawdopodobne, że coraz częściej będą zdarzać się nam katastrofy naturalne, takie jak huragany czy powodzie, które też będą niszczyć różnego rodzaju zbiory. W związku z tym będą zmniejszać podaż różnych artykułów żywnościowych, a jak ta podaż będzie mniejsza, to siłą rzeczy powinna rosnąć cena tych artykułów rolnych i żywnościowych do tego, jeśli ta sytuacja będzie taka mniej stabilna, czyli częściej będą się zdarzać różnego rodzaju kataklizmy, katastrofy naturalne. To siłą rzeczy pewnie będą rosnąć koszty ubezpieczeń, które wchodzą w ogólne koszty produkcji. Prawda i podejrzewam, że koszty kredytowania działalności związanej z rolnictwem też będą rosnąć, ponieważ będzie to działalność zdecydowanie bardziej ryzykowna niż w tej chwili i to wszystko pewnie się złoży na szybszy wzrost cen żywności, a drożająca żywność przełoży się na wyższą niż do tej pory średnio. Oczywiście inflację, zresztą, jakby się rozejrzeć po świecie, to właściwie już w tej chwili mamy przykłady, że to w ten sposób zaczyna działać takim świetnym przykładem jest np. cukier, który na całym świecie w ciągu ostatniego roku podrożało kilkadziesiąt procent i dalej drożeje na rynkach hurtowych. Właśnie, dlatego że jego produkcja została ograniczona przede wszystkim w Azji o największych azjatyckich producentów ze względu na zmiany klimatyczne na to, że tam jest zbyt sucho za gorąco tam jest po prostu i te zbiory są gorsze, a z drugiej strony zbiory w Brazylii też wypadły tak sobie w ciągu ostatniego sezonu ze względu na deszcze i też są takie prognozy związane z ponownym pojawieniem się na oceanie spokojnym zjawiska zwanego elninio są takie obawy, że znów właśnie jeśli chodzi o Amerykę południową, to tam może się zrobić bardziej deszczowo, a jeśli chodzi o Azję Azję południową południowo wschodnią, to tam może się zrobić zdecydowanie bardziej upalnie, a to tam właśnie są ci najwięksi producenci cukru na świecie, czyli Brazylia w Ameryce połu Południowej indię, Tajlandia m.in. w Azji, więc tutaj zależność pomiędzy zmianami klimatu zmianami klimatycznymi, a cenami cukru na rynkach światowych jest już dzisiaj dość wyraźna nie można wykluczyć, że w przyszłości pojawią się podobne zależności. W przypadku innych artykułów żywnościowych, no, a oczywiście wracając do tego, że jest to opracowanie Europejskiego banku centralnego w kontekście takim najbardziej kluczowym dla banku centralnego, czyli w kontekście polityki monetarnej. Taka podwyższona inflacja ze względu na drożającą żywność oznacza, że pewnie trzeba będzie żydzić z wyższymi stopami procentowymi w przyszłości, no, a wyższe stopy procentowe mogą oznaczać niższy wzrost realnych dochodów ludzi, więc przez te zmiany klimatu, które podbijają nam ceny żywności. Na końcu efekt może być taki, że wszyscy realnie będziemy nieco biedniejsi, albo będziemy się bogacić, ale nieco wolniej to było miejsce dziewiąte teraz przed nami miejsce ósme zmiany klimatu, ocieplenie klimatu kojarzyą nam się głównie z paliwami i kopalnymi, więc w tym kontekście pozostaniemy troszeczkę w temacie, bo na miejscu ósmym interesujące informacje dotyczące węgla naszego polskiego kamiennego, bo wg najnowszych informacji z agencji rozwoju przemysłu ona monitoruje to, co się dzieje w polskim sektorze Węglowym. W pierwszym kwartale tego roku nasze Górnictwo węgla kamiennego jako cały sektor osiągnęło ponad 3 000 000 000 zł zysku netto 3 230 000 000 dokładnie to jest o 57% więcej niż rok wcześniej, a przychody ze sprzedaży węgla urosły. W tym czasie o ponad 30% i przekroczyły 10 000 000 000 zł prawie 11 osiągnęły 10 000 000 800, więc okazuje się nagle, że wydobywanie i sprzedawanie węgla zrobiło się niesamowicie rentowne te wzrosty się udało osiągnąć głównie, dlatego, że kopalnie sprzedają zdecydowaną większość węgla elektrownią i w tych transakcjach pomiędzy kopalniami, a elektrowniami ceny węgla w Polsce w ciągu ostatniego roku w ogóle nie spadły i cały czas są bardzo cały czas są znacznie wyższe niż były rok temu wg danych z agencji rozwoju przemysłu średnia cena węgla dala energetyki w marcu. To było 708 zł za tonę, czyli to jest aż o 144% więcej niż rok wcześniej. Jak ktoś nie siedzi w tej branży, to pewnie nie wie, czy to jest mało, czy to jest dużo 708 zł za tonę sam Fakt, że to jest o 140% drożej niż rok temu coś już nam mówi. Natomiast jak sobie popatrzymy na to, ile kosztuje węgiel na rynkach hurtowych w Europie na takiej najbardziej reprezentacyjnej giełdzie w Rotterdamie. To jest ten tzw benchmark Europejski. To tutaj można się zdziwić jeszcze bardziej, bo w tym Rotterdamie to na węgla pod koniec marca kosztowała 141 USD, czyli była ta cena była niższa o 48% niż rok wcześniej, czyli w ciągu tego samego roku cena węgla na rynku w Europie spada o połowę, a w Polsce rośnie o 140% niesamowite zjawisko. Prawda dziś sprawdziłem ta sama to na węgla w Rotterdamie jest po 93 USD 70 centów niecałe stodolarów, czyli niecałe 400 zł, przeliczając na naszą walutę 393 dokładnie patrząc i uwzględniając, że dolar dzisiaj jest po 4 zł 19 gr, więc 393 zł tam, a u nas przypomnę, znaczy nie wiem, im po ile dzisiaj jest węgiel, ale jeszcze pod koniec pierwszego kwartału to było ponad 700 zł, więc różnica bardzo znacząca prawie, że dwukrotna oczywiście cena w imporcie, gdyby ktoś stwierdził, że skoro tam jest tak tanio, to po co kupować z polskiej kopalni, można sobie przewieźć za granicy węgiel. No to oczywiście trzeba uwzględnić to, że wtedy dochodzą koszty transportu i wtedy ta cena ten koszt jednak byłby o ileś tam wyższe w przypadku importu węgla. Natomiast wydaje się, że nawet po doliczeniu kosztów transportu to i tak wygląda w tej chwili na to, że węgiel z polskich kopalni jest wyraźnie droższy od tego za granicy, tyle, że elektrownie mają podpisywała po podpisywane umowy o dostawach tego węgla z polskich kopalni. Nierzadko, więc to nie jest taka prosta sprawa, że kupujemy sobie węgiel po prostu za każdym razem tam, gdzie jest taniej, to są raczej kontrakty i relacje gospodarcze takie długoterminowe. I to nie polega na tym, że co miesiąc elektrownia wychodzi na rynek i sprawdza, gdzie jest najtaniej i stamtąd akurat kupuje sobie transport węgla. To są umowy zdecydowanie bardziej długoterminowe, można oczywiście też się zastanawiać, dlaczego tak właściwie te kopalnie ten węgiel w Polsce jest aż tak bardzo drogi znacznie droższy niż na rynku europejskim. No trzeba pamiętać, znaczy po pierwsze, Polski rynek nie jest konkurencyjny. Prawda tutaj jest mało konkurencji po stronie producentów węgla i mało producenta mało konkurencji po stronie odbiorców węgla też i też zdecydowana większość zarówno producentów jak i odbiorców należy do tego samego właściciela, czyli do państwa. To po pierwsze, więc trudno tę sytuację nazywać wolnym rynkiem konkurencyjnym, a z drugiej strony polskie kopalnie mają jedne z najwyższych na świecie kosztów wydobycia przez to, że działają w nich bardzo silne związki zawodowe, które dbają o to, żeby podnosić wynagrodzenia, więc nieustająco podbijają koszty pracy. To się przekłada potem na koszty wydobycia, generalnie, więc to też ma oczywiście duże znaczenie w sytuacji, w której potem te kopalnie ustalają cenę za swój węgiel. W każdym razie tak czy inaczej ponad 3 000 000 000 zł zysku netto w pierwszym kwartale tego roku udało się w kopalniach osiągnąć i sam nie wiem, powiem szczerze, że to dobrze. Czy to niedobrze miejsce ósm to było teraz przed nami miejsce siódme 7 mówiłem przed chwilą, ile kopalnie zarabiają w ciągu 1 kwartału w Polsce banki zarabiają, tyle co kopalnie w ciągu 1 miesiąca, bo przypomnę w kopalniach w pierwszym kwartale 3 222 000 000 zysku netto. Jeśli chodzi o sektor bankowy, tylko w kwietniu w ciągu 1 miesiąca ponad 4 000 000 000 zł zysku netto, jeśli chodzi o dane liczone od początku roku do końca kwietnia już 12 900 000 000 zysku netto po marcu było 8 000 000 800, więc jak odejmiemy wynik kwietniowy od wyniku marcowego, wychodzi nam, że w kwietniu było ponad 4 000 000 000 zł zysku. Kluczowy oczywiście tutaj jest wynik na odsetkach. To jest sedno działalności bankowej, czyli z 1 strony mamy dochody banków z tytułu odsetek od udzielonych kredytów, są też odsetki od obligacji, które banki sobie kupiły i trzymają swoich portfelach. To jest dla nich korzyść, a z drugiej strony banki same wypłacają odsetki swoim klientom z tytułu lokat np. depozytów, prawda albo jak bank sam wyemituje swoje własne obligacje i komu się sprzeda, to potem też musi temu komuś płacić odsetki, więc mamy z 1 strony odsetki, które są korzyścią dla banku, a drugiej strony odsetki, które są kosztem dla banku, jak odejmiemy jedno od drugiego, to wychodzi nam wtedy tzw. właśnie wynik odsetkowy, czyli to miejsce, w którym banki zarabiają, najczęściej najwięcej. I tak jest tym razem, licząc od początku roku ten wynik odsetkowy w bankach to już jest ponad 30 000 000 000 zł rok temu o tej porze. To było 23 000 000 000, więc to jest wzrost o 33%, więc jest świetna koniunktura. Generalnie jeśli chodzi o banki w ogóle 4 ponad 4 000 000 000 zł zysku netto w kwietniu to jest drugi najlepszy wynik banków w historii lepiej było tylko raz w październiku 2022, chociaż tamte wyniki za październik były zakłócone. Tak można powiedzieć na plus jednorazowo tym, że akurat wtedy to był miesiąc po przymusowej restrukturyzacji gatinnobel banku i wtedy część wcześniej zawiązanych rezerw w sektorze bankowym rozwiązano, a jak się rezerwy rozwiązuje, to wtedy wychodzi z tego dodatkowy zysk, jak się zawiązuje rezerwy, to są straty, a jak się wcześniej zawiwiązane rezerwy rozwiązuje, bo się okazało, że nie było potrzeby ich zawiązywania albo już nie trzeba ich dalej utrzymywać. Wtedy można je rozwiązać, wtedy pojawia się dodatkowy zysk i tak było właśnie w październiku 2022 natomiast gdyby nie liczyć z tego właśnie zaburzonymi zaburzonego tymi jednorazowymi wydarzeniami października. No to ten kwiecień 2023 jest zdecydowanie najlepszy w historii tak wygląda sytuacja w polskiej bankowości w miesiącu, w którym nie dzieje się nic złego z punktu widzenia banków, ponieważ generalnie oczywiście banki każdy pewnie to słyszał straszliwie, lamentują ostatnio i sugerują, że są w tarapatach. Nie wiadomo, czy będą mogły finansować rozwój polskiej gospodarki w przyszłości itd. itd. to wszystko jest efekt 2 negatywnych sytuacji, które mają zły wpływ na wyniki banków. Natomiast ten wpływ nie jest widoczny każdego miesiąca, ponieważ mówię tutaj po pierwsze o wakacjach kredytowych, a po drugie, o sprawach związanych z kredytami frankowymi w sprawach związanych z tym, że banki masowo przegrywają kolejne sprawy w sądach. I 1 sprawa i druga sprawa jest widoczna w wynikach banków, najczęściej w tym miesiącu, który jest na koniec kwartału, większość banków to są spółki giełdowe, one publikują raporty kwartalne, więc jak się kwartał kończy, to wtedy uwzględniają, jeśli oczywiście widzą taką potrzebę, uwzględniają te straty z tytułu wakacji kredytowych i z tytułu kredytów frankowych i wtedy je księgują, więc w tych sprawozdaniach, które publikuje Narodowy Bank Polski z całego sektora bankowego, te negatywne rzeczy widać najczęściej w marcu w czerwcu we wrześniu i w grudniu, bo to są te miesiące, kiedy się kończą kwartały. Natomiast teraz mamy dane za kwiecień i tam absolutnie nie widać niczego negatywnego zarówno związanego z frankowiczami jak i związanego z wakacjami kryzysowymi, więc to jest taka sytuacja polskiej bankowości bez tych negatywnych czynników i widać, że w takiej sytuacji zysk może być absolutnie absolutnie rekordowe. Natomiast oczywiście te to, że od początku roku do końca kwietnia banki zarobiły już blisko 13 000 000 000 zł, no to siłą rzeczy to znacząco osłabia tą narrację ze strony banków. O tym, że państwo powinno im jakoś pomóc w sporze z frankkowiczami może jakąś ustawę uchwalić, bo, ponieważ inaczej nie będą mogły one no np. właśnie finansować polskiej gospodarki. To też może być taki argument w dyskusji o tym, czy przedłużać wakacje kredytowe po stronie tych, którzy chcieliby je przedłużać, bo oni też w tej chwili mogą powiedzieć. Zobaczcie przecież te banki jest dopiero 4 miesiące roku minęły one mają już 13 000 000 000 zł zysku netto, więc jeśli nałożymy na nich przez kolejny rok wakacje kredytowe, na których tracą dajmy na to 10 000 000 000 zł rocznie. Czy tam 15 000 000 000 zł rocznie, no to one nie zbankrutują z tego powodu, ponieważ i tak zarobią na te wakacje i jeszcze im zostanie Górka. Tak z tego tytułu koniunktura w sektorze bankowym w Polsce jest w tej chwili na tyle dobra, że jak się okazuje banki są w stanie zarobić na siebie na te wypłaty dla frankowiczów. W związku z unieważnianiem tych wadliwych prawnie umów i jeszcze na wakacje i jeszcze na wakacje kredytowe i oczywiście, gdyby tych wakacji nie było i gdyby tych spraw w sądach nie było to zyski, byłyby jeszcze większe. Oczywiście, natomiast to nie jest tak, że państwo, nakładając wakacje kredytowe, teraz na banki zrobi im jakąś niesamowicie poważną krzywdę. Oczywiście, że jest krzywdzi finansowo do pewnego stopnia, ale nie będzie się to wiązać z żadną katastrofą. Te wyniki przynajmniej to w tej chwili sugerują, więc patrząc na to z tego punktu widzenia nie wiem, czy one są aż tak bardzo pozytywne dla banków. Nie wiem, czy dla nich to jest odpowiedni moment na to, żeby chwalić się rekordowo dużymi zyskami, ponieważ za chwilę państwo może napaść na te zyski imię zabrać w ramach wakacji kredytowych. Oczywiście, chociaż tutaj jeszcze nie jest nic przesądzone, co się dzieje w ogóle w tym temacie, to o tym porozmawiamy już w tej chwili przy okazji miejsca szóstego 6 w sprawie wakacji kredytowych. W tym tygodniu zdarzyło się jedno ważne wydarzenie. Otóż premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla tygodnika wprost powiedział tak rozważamy przedłużenie wakacji kredytowych o kolejne pół roku lub nawet o rok. Jednak jeśli się na to zdecydujemy, to myślimy w tym przypadku właśnie o zastosowaniu kryterium dochodowego. To są słowa premiera, czyli moim zdaniem wynika z tego pośrednio, że będzie przedłużenie wakacji kredytowych. Nowa premier mówi tutaj o ewentualnej modyfikacji, zapowiadają skoro ją zapowiada, to chyba nie po to, żeby po jakimś czasie powiedzieć, że to wszystko nieprawda i że tego nie będzie, chociaż nie takie rzeczy już premier Morawiecki robił, no ale zakładam, że skoro to zapowiada, to z zamiarem wprowadzenia tego, potem w życie wcześniej i premier i też inni przedstawiciele rządu wielokrotnie wskazywali, że decyzja o tym, czy te wakacje kredytowe przedłużać, czy nie będzie podjęta w połowie tego roku i że będzie zależy się od tego, co się dzieje z inflacją i stopami procentowymi, czyli jeśli szanse na obniżkę kosztów rat kredytowych będą niskie wtedy wakacje zostaną przedłużone, więc być może wynika z tego, że, zanim premiera albo zdaniem rządu prawdopodobieństwo tego, że poziom rad kredytowych znacząco spadnie do końca tego roku i w przyszłym roku, że prawdopodobieństwo takiego rozwoju sytuacji jest niskie. W związku z tym są oni skłonni wydłużyć te wakacje kredytowe tak no bo skoro premier wspomina o nowych modyfikacjach tego programu, no to pośrednio może to oznaczać, że rząd skłania się właśnie w stronę przedłużenia wakacji, bo gdyby tego nie zamierzał. To pewnie w ogóle nie pracowałby nad modyfikacją tego programu, więc sam Fakt, że się jakiś program modyfikuje, sugeruje, że nie jest to program, który zostanie wyrzucony do kosza za kilka miesięcy, tylko raczej będzie dalej funkcjonował, tyle że w nieco zmienionej konfiguracji. Tak oczywiście ta modyfikacja, czyli, podsumowując, to jest taka słodko gorzka wiadomość dla banków, bo to bardzo mocno sugeruje, że jednak będzie ciąg dalszy wakacji kredytowych, co oznacza ciąg dalszy strat ponoszonych z tego tytułu przez banki, a z drugiej strony te modyfikacje wyraźnie oznaczają, że te wakacje będą mniej kosztowne, nieco mniej kosztowne dla banków, bo będzie kryterium dochodowe, wprawdzie nie wiemy, nie znamy żadnych szczegółów. Nie wiemy, w którym miejscu pewnie będzie jakiś próg tak po przekroczeniu, którego jak ktoś będzie miał dochody powyżej tego progu, to już nie będzie się łapał na wakacje kredytowe, a jak ktoś będzie miał dochody poniżej, to będzie uprawniony do tego, żeby z tych wakacji skorzystać nie wiemy, w którym miejscu ten próg zostanie ustawiony, czyli jak duża część osób, które w tej chwili korzystają z tych wakacji, już nie będzie mogła z nich skorzystać po wprowadzeniu modyfikacji. Dodatkowo pod szlaką ob sugerującą, że decyzja o przedłużeniu wakacji kredytowych, tak właściwie od strony politycznej mogła już zapaść, są też słowa premiera z tego samego wywiadu o tym, że więcej dowiemy się w czasie czerwcowej konwencji PiS. No to na konwencjach w czasie kampanii wyborczych na konwencjach partyjnych raczej nie informuje się z wielką pompą o tym, że jakiś program był i że się go zamyka raczej się informuje o tym, że się uruchamia jakieś nowe programy ewentualnie, że się wydłuża te, które do tej pory istniały. Prawda, więc to też jest moim zdaniem bardzo mocno sugestia w stronę tego, że w 2024 roku wakacje kredytowe w bankach i jednak dalej będą obowiązywać. Przypomnę wakacje dotyczą tylko kredytów mieszkaniowych, tylko tych udzielonych w złotych, one nie dotyczą np. tych fatalnych kredytów frankowych, które też przyprawiają banki o spore straty, ale w nieco inny sposób warto też w tym kontekście przypomnieć, że generalnie wakacje kredytowe to jest taki pomysł, który jest bardzo często krytykowany przez ekonomistów i nie tylko, bo także przez instytucje państwa związane z rynkiem finansowym Narodowy Bank Polski i krytykuje komisja nadzoru finansowego. Też niespecjalnie przepada za tym pomysłem, ponieważ generalnie od strony makroekonomiczne i wakacje kredytowe niweczą wysiłki banku centralnego w walce z inflacją, bo ta walka polega na tym, że NBP podnosi stopy procentowe, po to, żeby obsługa kredytów była droższa i żeby branie nowych kredytów było droższe i mniej opłacalne, żeby ludzie brali mniej nowych kredytów, a ci, którzy już je wzięli, żeby więcej za nie płacili. Po to, żeby wolniej przyrastała ilość pieniądza na rynku, no bo pieniądz tworzy się przy okazji udzielania nowych kredytów, jak nowych kredytów będzie mniej, to będziemy mniej nowego pieniądza na rynku. Po drugie, jeśli ci, którzy już już wzięli kredyt, muszą więcej pieniędzy, przeznaczać na obsługę tego kredytu, bo rosną raty comiesięczne to siłą rzeczy mniej zostaje w ich portfelach pieniędzy, za które mogą kupić różne inne rzeczy, więc ich popyt na rynku też. W związku z tym jest mniejszy obydwie rzeczy są bardzo niewygodne z punktu widzenia zwykłych ludzi, ale są niezbędne z punktu widzenia całej gospodarki, żeby przyhamować wzrost inflacji. To są klasyczne działania antyinflacyjne, które może wykonać bank centralny i w Polsce on je wykonywał. Mieliśmy szereg podwyżek stóp procentowych w 2021 i 2022 roku, natomiast jak rząd w tym samym momencie wprowadza wakacje kredytowe, które pozwalają uniknąć zwiększenia obciążeń związanych z kredytami. No to w efekcie wpływ podwyżek stóp procentowych na gospodarkę staje się mniejszy i w tym kontekście zmniejszenie skali wakacji kredytowych poprzez wprowadzenie do nich kryterium dochodowego może być nawet odbierane pozytywnie przez ekonomistów i przez rynki finansowe. Natomiast czy faktycznie tak będzie, to będziemy musieli poczekać na jakieś potwierdzenie tego pomysłu pewnie przy okazji tej zapowiedzianej przez premiera czerwcowej konwencji PiS w każdym razie te jego słowa one zostały wypowiedziane tak na miękko, ale moim zdaniem wyraźnie sugerują, że wakacje kredytowe będą w polscełużone na 2024 rok to było miejsce szóste teraz przed nami miejsce piąte 5 na piątym miejscu nie uciekamy daleko od polityki. To generalnie był taki tydzień, w którym dużo działo się w polityce i dużo się działo też w polityce, a propos gospodarki będziemy jeszcze o tym mówić. Mówiliśmy o tym przed chwilą przy okazji tych wakacji kredytowych na miejscu piątym też wydarzenie z tego cyklu można powiedzieć, chodzi o Trybunał Konstytucyjny, który miał w ubiegłym tygodniu orzec o tym, czy uchwalona przez Sejm ustawa nowelizująca ustawę o Sądzie Najwyższym chyba w lutym ją Sejm uchwalił. Czy ona jest zgodna z konstytucją, czy nie, bo zapytał o to trybunał prezydent, który nie chciał tej ustawy podpisać, w związku z tym ona nie obowiązuje, a jest to jak wiadomo, jeden z najważniejszych tzw kamieni milowych, które Polska ma do spełnienia, żeby dostać się do miliardów euro z unijnego funduszu odbudowy miał się wypowiedzieć w tym tygodniu Trybunał Konstytucyjny, ale się niestety nie wypowiedział, ponieważ jak się okazuje, nie wszyscy, którzy się interesują głównie gospodarką, a polityką mniej muszą o tym wiedzieć, ale jak się okazuje Trybunał Konstytucyjny, jest pogrążony w kryzysie i w sporze wewnętrznym, ponieważ tam istnieją poważne wątpliwości co do statusu niektórych osób w nim zasiadających. Po prostu niektórzy sędziowie twierdzą o niektórych innych sędziach, że oni nie powinni orzekać, bo skończyła im się kadencja np. a ci inni mówią, że nieprawda troszeczkę brzmi jak dzieci nada tak naprawdę, jakby spojrzeć na to tak z odpowiedniego oddalenia. Natomiast niestety jest to smutna rzeczywistość, w jednym z istotnych w jednej z istotnych instytucji polskiego państwa. W związku z tym właściwie można dojść do wniosku, że Trybunał Konstytucyjny w tej chwili jest nieco dysfunkcyjne, bo w efekcie trudno mu podejmować jakiekolwiek decyzje wymagające posiedzeń w szerszym składzie. I dlatego też nie podjęto decyzji dotyczącej tej ustawy o Sądzie Najwyższym, bo tam potrzebny był nieco szerszy skład i nie udało się go po prostu zebrać, więc przeszkoda jest poważna i trudno powiedzieć, kiedy zostanie usunięta nowy termin rozprawy na temat nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym w Trybunale Konstytucyjnym. To jest 27 czerwca. Pytanie, czy coś tam się może zmienić przez te najbliższe 3 tygodnie. Oczywiście tutaj jest generalnie więcej pytań, bo pytanie w ogóle co ten trybunał postanowi na temat tej ustawy, o której jest bardzo wiele opinii, że jest absolutnie niezgodna z konstytucją. Z drugiej strony jest ta kwestia gospodarcza ekonomiczna, oczywiście ten projekt ustawy został przygotowany przez rząd, wydaje się przez dość ścisłej współpracy z komisją Europejską, tyle że komisja oczywiście nie ma obowiązku sprawdzania. Czy wszystkie pomysły, które znajdują się w projekcie są zgodne z polską konstytucją. Komisja Europejska nie jest polskim Trybunałem Konstytucyjnym, ona proponuje takie rozwiązania, które z jej punktu widzenia są potrzebne. Natomiast wprowadzenie tych pomysłów tych rozwiązań do polskiego systemu prawnego, tak, żeby to było wszystko zgodne z konstytucją. To już jest obowiązek, który leży po stronie polskiego Sejmu, a nie po stronie komisji Europejskiej, więc możliwe, że komisja Europejska rozmawiając z polskim rządem ostatniej zimy dopracowała się pewnych rozwiązań, które są do zaakceptowania dla obydwu stron, tylko, że potem źle poszło z wprowadzaniem tych rozwiązań i zamienianiem ich na konkretne przepisy. I się okazało, czy też może się dopiero okazać, że to nie jest zgodne z konstytucją i wtedy generalnie na dłużej się będziemy musieli rozstać z tymi pieniędzmi z unijnego funduszu odbudowy. Jeśli w ogóle jeszcze ktokolwiek wierzy w to, że je w najbliższym czasie otrzymamy, bo szans na to raczej chyba sporych nie ma. Jest jeszcze oczywiście pytanie, czy pozostałe kamienie milowe zostały w odpowiedni sposób wypełnione, bo ten dotyczący sądownictwa on jest najgłośniejszy medialnie. Oczywiście i śledzony pilnie przez wszystkich, ale to nie jest jedyna jedyny warunek do spełnienia, więc wydaje się, że ta droga do pieniędzy z Unii Europejskiej cały czas jest niestety bardzo odległa bardzo daleka ona miała się skrócić w tym tygodniu niósłem jest to, że nie udało się jej skrócić, ponieważ Trybunał Konstytucyjny nie był w stanie podjąć jakikolwiek decyzji na ten temat. Kolejne podejście do tematu wykona 27 czerwca. To było miejsce piąte pozostajemy blisko polityki, przechodząc do miejsca czwartego 4 cały chyba ubiegły tydzień, jeśli chodzi o polską politykę, był związany z tzw lex Tusk, czyli z ustawą powołującą komisję do spraw badania wpływów rosyjskich w Polsce. Ta ustawa została uchwalona już wcześniej, natomiast ten tydzień był pod znakiem tego tematu, ponieważ zaczął się od tego, że prezydent tą ustawę podpisał, no, a obserwatorzy polityki konstatując, że jest to bardzo ważne, często konstatując, że jest to niezwykle skandaliczne wydarzenie w Polsce. Oczywiście mieli też w związku z tym takie oczekiwanie mam wrażenie przynajmniej, że mieli takie oczekiwanie, że rynki finansowe też na to zareagują jakoś tam gwałtownie, skoro jest to taki duży skandal. Prawda trudno jednak było dostrzec z tym tygodniu jakiekolwiek reakcje na naszych na naszym rynku finansowym, bo nie było widać ani tego, żeby się złoty osłabiał. Nie było widać też reakcji na polskichligacjach, gdyby faktycznie rynek doszedł do wniosku, że lex tu to jest powód do tego, żeby stąd uciekać, no to wtedy to byłyby te miejsca, w których tą reakcję byłoby widać, najlepiej po pierwsze, złoty powinien się osłabiać. Po drugie, powinny tracić na wartości obligacje, więc powinny rosnąć rentowności tych obligacji, nic takiego nie miało miejsca, ani rentowności nie rosły, ani złoty się nie osłabiał. Wręcz przeciwnie, nawet się w ciągu ostatniej tygodnia złoty nieco niezbyt mocno, ale nieco umocnił do walut obcych co dla osób bardziej związanych z polityką niż z gospodarką i z rynkami finansowymi może być bardzo zaskakujące. No bo przecież lex Tusk wzbudził sporo kontrowersji komentarzy także za granicą, także w Unii Europejskiej w Stanach Zjednoczonych pojawiły się z tamtej strony też wypowiedzi i główne obawy dotyczące tego, że ta ustawa to jest daje możliwość pozbawienia dowolnych osób prawa do kandydowania w wyborach bez wyroku sądu. No to takie dość duże rzeczy są, prawda PiS wprawdzie wskazywał, że każdy wyrok komisji sejmowej, którą ta ustawa powołuje, można potem zaskarżyć do sądu, ale tam chodziło o sąd Administracyjny, a sądy administracyjne nie orzekają w meritum sprawy tylko badają kwestie takie formalno proceduralne, więc tutaj to też to tłumaczenie PiS u było takie niezbyt skuteczne i niezbyt przekonywujące, więc generalnie ocena była taka, że ta ustawa oznacza pogorszenie się standardów demokracji w Polsce, tyle, że jak sobie popatrzymy na rynki finansowe, to pogorszenie się standardów demokracji w jakimś kraju nie musi stanowić powodu do ucieczki z tamtejszych rynków finansowych, tak, bo pomimo wiadomej sytuacji politycznej ci inwestorzy lubią i często inwestują w Chinach. Chociażby prawda, które z pewnością nie są demokracją albo w Turcji, chociażby też przed sankcjami, kiedy to jeszcze było możliwe, jak najbardziej z inwestorzy zagraniczni lubili inwestować także w Rosji. Teraz już nie, bo są sankcje i nie mają jak, ale wcześniej lubili, więc to nie jest także, jak się dzieje coś takiego właśnie, co może mieć nawet wpływ na jakość demokracji w państwie. To wcale nie musi oznaczać, że będzie natychmiastowa jakaś tam reakcja rynków finansowych, żeby to lepiej zrozumieć. To warto zauważyć to, że z punktu widzenia inwestora zagranicznego Polska ma 1 kluczową właściwie ma 2 kluczowe cechy 2 kluczowe cechy Polski w oczach inwestora zagranicznego. To po pierwsze, to, że Polska należy do Unii Europejskiej, więc wszystkie jakieś tam lokalne konflikty polityczne wewnątrz są drugorzędne, dopóki jesteśmy w Unii Europejskiej, gdyby się nagle okazało, że temat wychodzenia z Unii Europejskiej jest faktycznie na serii obrany pod uwagę i że to jest jakaś tam propozycja jakiejś siły politycznej w Polsce. Wtedy reakcja pewnie byłaby natychmiastowa i bardzo wyraźna, gdyby nagle się okazało, że scenariusz wyjścia z Unii jest faktycznie prawdopodobnym scenariuszem, dopóki nie mówimy o tego typu kalibrze, to te wszystkie inne takie konflikty dotyczące chociażby sądownictwa w Polsce nie mają aż takiego dużego znaczenia. Może w 2016 roku, wtedy, kiedy PiS przejął władze i był to temat jeszcze dość świeży i wtedy nowy wtedy można było dostrzec jakiś tam reakcję po 7 latach raczej niewiele osób na rynkach finansowych w ogóle zwraca na to uwagę. Druga kluczowa cecha z punktu widzenia inwestora zagranicznego Polski jest taka, że mamy wzrost gospodarczy i generalnie mamy świetne wyniki gospodarcze od i to od 30 lat praktycznie nieustająco. Jak mamy dobrą koniunktury na świecie Polska gospodarka rośnie szybciej niż pozostałe. Jeśli mamy na świecie, to wszystkie pozostałe kraje są w recesji, a my jej jakimś cudem unikamy najczęściej to się nie udało tylko w pandemii, ale jeśli chodzi o wszystkie pozostałe kryzysy w Europie w ciągu ostatnich 30 lat. To zawsze udawało nam się przechodzić suchą stopą przez te kryzysy, więc można powiedzieć jesteśmy z tego znani, że mamy niesamowicie odporną gospodarkę na wszelkiego rodzaju niedogodności, co jest oceniane bardzo pozytywnie, mówiąc inaczej. To pozwala wiele wybaczać nam z punktu widzenia takiego inwestora, bo oni widzą, że tutaj tak właściwie niezależnie od tego, kto tutaj rządzi. Tutaj zawsze jest jakiś wzrost gospodarczy i nie ma większych problemów natury makro ekonomicznej, więc z tego punktu widzenia tak właściwie nawet można zaryzykować taką takie twierdzenie, że inwestorów generalnie może mało interesować. To, kto tu rządzi i kto wygra wybory najbliższe, co jest jakby totalną heresją z punktu widzenia kogoś, kto się zajmuje głównie polityką w Polsce, bo dla takiego kogoś temat, kto wygra wybory w Polsce, jest absolutnie najważniejszym tematem z punktu widzenia inwestorów na rynkach finansowych. To wręcz może być nawet pomijalne, bo oni mogą wychodzić z założenia, że niezależnie od tego, kto w Polsce wygra wybory i tak będzie to rzeczywistość, która dla nich będzie to zniesienia. Może będzie nawet zupełnie dobra, bo jeśli wygra pisto, będzie tak jak było, a było zupełnie nie najgorzej w ciągu ostatnich lat, a jeśli wygra opozycja związana chociażby z Donaldem Tuskiem, który jest znany, bo był były, bo był już premierem, był szefem rady Europejskiej, także. No to też dobrze, bo to też jest to nie jest żadna nowość, ani żadna niewiadoma i też można oczekiwać, że nie będzie tutaj żadnej katastrofy, jeśli chodzi o polskie finanse publiczne, czy tego typu historie i nie będziemy widzieć tutaj jakiejś nagłej katastrofy lub recesji, tak więc z tego punktu widzenia inwestorzy wręcz mogą nawet dojść do przekonania, że w sumie to wszystko jedno, kto te wybory wygra, kto będzie po tych wyborach w Polsce rządzić. Tak to nie jest aż takie bardzo istotne, więc w przypadku Polski takim jedynym kontekstem, który łączy politykę z rynkiem, tak na bieżąco jest kwestia relacji z Unią Europejską, bo ona może mieć wpływ na dostęp naszego kraju do unijnych funduszy. Tak, ale tutaj też lex Tusk niespecjalnie robi jakąś zmianę, bo relacje z Unią już wcześniej były zepsute, więc być może teraz mogą one się dodatkowo pogorszyć, ale to też nie jest jakaś zmiana jakościowa, która powoduje, że mamy nową rzeczywistość. No już wcześniej było źle, no to teraz będzie najwyżej troszeczkę gorzej i tyle tak no i potem się okazało oczywiście, że reakcja Unii była dość głośna w parlamencie europejskim odbyła się debata po drodze agencja ratingowa moodis wskazała w swojej analizie, że powołanie tej komisji do spraw badania wpływów rosyjskich czy tego tzw. Lex Tusk właśnie, że to może mieć zły wpływ na polską gospodarkę, bo dodatkowo pogorszy relacje polskiego rządu z Unią Europejską i utrudni dostęp do unijnych funduszy, czyli że agencja mówi stwierdziła to, co wszyscy jakby wszyscy doszli do tego wniosku samodzielnie już wcześniej najprawdopodobniej pewnie i właściwie nic ponadto tak. No a potem pod koniec tygodnia okazało się, że prezydent Duda, który w poniedziałek podpisał tą ustawę, zmienił zdanie i proponuje nowelizacje tej ustawy i w tej nowelizacji mają się znaleźć zapisy, które kasują z tej ustawy wszystkie najbardziej kontrowersyjne zapisy, które się w niej znalazły wcześniej, więc oczywiście pojawiło się tutaj sporo docinków i żartów, w związku z postawą prezydenta, który w poniedziałek robi coś innego i w piątek robi coś odwrotnego, ale ponownie z punktu widzenia rynków finansowych i z punktu widzenia gospodarki to nie ma aż tak naprawdę dużego znaczenia. Zresztą z Faktu, że prezydent napisał nowelizację wysłał do Sejmu, nie wynika jeszcze na 100%, że ta nowelizacja zostanie uchwalona. Nie wiadomo, jak się PiS do niej odniesie. I czy w ogóle ją przegłosuje w Sejmie, więc tutaj to też jeszcze nie jest nie wiadomo tak właściwie do końca, na czym stoimy, można można dostrzec, jak ktoś bardzo chce. To mógłby dostrzec, że ten Fakt pojawienia się nowelizacji w piątek mógł mieć pozytywny wpływ na rynek finansowy i nieco pomóc w piątek zarówno złotemu, który się wtedy umacniał jak i polskiej giełdzie, która akurat w piątek zaliczyła świetną sesję WIG 20 poszedł w górę o prawie 4% i zamknął sesję najwyżej od kwietnia 2022 roku, ale myślę, że jest też wiele innych przyczyn, które mogły spowodować takie wzrosty na warszawskiej giełdzie. I to wcale nie musiała być tak przyczyna, to reakcje giełdy to jest zawsze skomplikowana sprawa, bo tam zawsze najczęściej jest kilka czynników, jednocześnie i tak jak mówiłem na początku, gdyby oceniać faktyczny wpływ całego tego zamieszania związanego z lex Tusk na Polski rynek finansowy. To powinniśmy patrzeć przede wszystkim na siłę złotego na rynek walutowy i na polskie obligacje niekoniecznie na warszawską giełdę papierów wartościowych, bo tam może być 1000 różnych powodów, a na złotym i na obligacjach nie działo się przez cały tydzień nic złego, więc z punktu widzenia osób zafascynowanych polityką lex Tusk był niesamowicie ważnym wydarzeniem, natomiast wpływ na rynki finansowe i na gospodarkę był tutaj dość mocno ograniczony. Co moim zdaniem było ciekawe samo w sobie pierwsza trójka teraz przed nami przed nami miejsce trzecie teraz 3, dlaczego polskie rynki nie reagowały tak bardzo na Alex Tusk może, dlatego że inwestorzy byli przez cały tydzień zajęci innym ważnym wydarzeniem takżezanym z polityką, tyle, że nie z polską polityką, a z amerykańską, bo przez cały tydzień mieliśmy historię związaną z podnoszeniem limitu długu w Stanach Zjednoczonych. Tydzień temu w weekend pojawiło się porozumienie w tej sprawie pomiędzy prezydentem Joe badenem, a KE covidem ma kartin, czyli liderem partii Republikańskiej w izbie reprezentantów w izbie lekką większość mają właśnie Republikanie, więc trzeba było się z nimi dogadać. No i to porozumienie pojawiło się w ubiegły weekend. W związku z tym w środę chyba albo we wtorek, ale wydaje mi się, że w środę ustawę uchwaliła izba reprezentantów A2 dni później Senat i w 1 i z drugim miejscu za byli politycy tacy bliżej centrum tacy bardziej umiarkowani z obydwu partii, a przeciwko w obydwu przypadkach byli ci bardziej skrajni też z obydwu partii. Co jest ciekawe tak, czyli te ci bardziej umiarkowani politycy ze strony Demokratów i Republikanów byli w stanie się ze sobą porozumieć, jednocześnie przy opozycji, zarówno ze strony tych bardziej skrajnych związanych z Donaldem trampem Republikanów jak i tych bardziej skrajnych tych najbardziej lewicowych członków partii Demokratycznej, czyli przeciwko były te frakcje, które nawzajem się najbardziej nie znoszą w amerykańskiej polityce, czyli zwolennicy Donalda traumpa. I najwięc i najwięksi przeciwnicy Donalda Trumpa, natomiast ci, którzy też są w partiach, które się nawzajem zwalczają, ale nie pałają wobec siebie, aż tak dużą nienawiścią oni byli w stanie się tutaj dogadać, posłuchać swoich liderów i zagłosować za tą ustawą w obydwu izbach amerykańskiego Kongresu, więc tak właściwie można powiedzieć, że wszystko skończyło się happyndem, a wcześniej sekretarz skarbu stanu w żanet elen powiedziała, że rząd ma pieniądze na finansowanie swojej działalności do 5 czerwca, tylko, czyli do dzisiaj, więc od początku było wiadomo, że jest mało czasu, że tak właściwie jest tydzień na to, żeby wszystko załatwić tak prezydent podpisał ustawę w sobotę, czyli 2 dni przed tym deadlinem. Co zakłada porozumienie, no jest tutaj pewne zwycięstwo po stronie Republikanów, Demokraci musieli troszeczkę odpuścić, żeby uzyskać zgodę na to podniesienie nominalnego limitu długu limit został podniesiony, tak, aby problem nie wracał do 2025 roku. Co oznacza, że nie będzie tego tematu w czasie wyborów, które będą w listopadzie 2024 natomiast z drugiej strony to porozumienie wprowadza też limity wydatków rządowych, które w wielu przypadkach będą oznaczać cięcia budżetowe po prostu albo wzrost wydatków. Na niektóre cele poniżej tempa inflacji wyjątkiem są wydatki na obronność, które zostawiono, Republikanie nie chcieli akurat tych wydatków ciąć, mają one w przyszłym roku wzrosnąć o ponad 3% tak jak początkowo proponował prezydent Biden. Natomiast jeśli chodzi o całą resztę tych cięć wg biura budżetowego w kongresie w ciągu 10 lat zmniejszą one łącznie amerykański deficyt budżetowy o 1,5 bilio na dolarów, czyli to są wymierne cięcia. Natomiast najciekawszy jest chyba z tego wszystkiego moraał, bo całe to zamieszanie pokazało kolejny raz, bo co kilka lat mamy to samo pokazało, jak absurdalny miejscami jest system gospodarczo polityczny w Stanach Zjednoczonych, bo to jest chyba jedyne państwo, w którym limit długu jest zapisany nominalnie w przepisach, a nie jest ujęty procentowo jako relacja do PKB. Tak jak jest w większości państw na świecie w Polsce np. też tak jest prawdamy mamy w konstytucji, że zadłużenie publiczne nie może przekraczać 60% PKB i wtedy nie ma znaczenia, ile nominalnie wynosi dług publiczny w Polsce, ponieważ kluczowa jest relacja do tego, ile nominalnie wynosi ile nominalnie warte jest to wszystko, co produkujemy jako Polska gospodarka i takie podejście ma zdecydowanie więcej sensu niż ustawianie jakiejś bariery nominalnej. Bariera nominalna zawsze jest tymczasowa, bo nominalna wartości zadłużenia zawsze rośnie wraz z rosnącą gospodarką, bo generalnie jak gospodarka rośnie, to wszystkie wartości nominalne w niej rosną i dług wtedy nie jest oczywiście wyjątkiem, jeśli wszystko w tej gospodarce nominalnie rośnie rosną przychody firm rosną obroty, rosną rośnie wartość kredytów udzielanych przez banki osobom prywatnym i przedsiębiorstwo rosną zyski rosną notowania akcji na giełdach. No to zadłużenie publiczne też musi rosnąć tak no bo jak rosną jak rośnie gospodarka rosną też wpływy podatkowe do budżetu rosną wydatki z budżetu, tak więc skala tej działalności nieustająco się podnosi i przy wyższej skali działalności dopuszczalne jest też wyższe zadłużenie publiczne, które nie robi wtedy nikomu krzywdy, bo ono rośnie, jakby proporcjonalnie ze wzrostem całej gospodarki. Natomiast jeśli zapisujemy ten limit nominalnie, no to, co jakiś czas staje się to przeszkodą, którą trzeba usuwać, a żeby ją usunąć, trzeba się porozumieć politycznie kiedyś w dawnych czasach, kiedy konflikty polityczne nie były tak zażarte, jak obecnie nie wiem. 30 czy 40 lat temu odbywało się to raczej bezboleśnie, co jakiś czas teraz jestem zdecydowanie więcej więcej problemów niż kiedyś, dlaczego wszyscy się temu przyglądają i skoro i tak pewnie wszyscy podejrzewają, że skończy się jak zwykle porozumieniu w ostatniej chwili? No, dlatego że niezwykle interesujący i groźny jest ten ewentualny scenariusz alternatywy. Co by się stało, gdyby jednak do tego porozumienia nie doszło, bo gdyby się nie udało uchwalić tej ustawy podnoszącej limit zadłużenia, to wtedy rząd Stanów zjednoczonych po 5 czerwca nie miałby jak finansować wszystkich swoich wydatków, bo bieżący budżet Stanów zjednoczonych jest z deficytem, czyli wydatki są większe niż dochody, żeby finansować deficyt. Trzeba się zapożyczać na bieżąco, a to byłoby już zabronione, bo limit długu zostałby osiągnięty, czyli tak właściwie rząd amerykański mógłby finansować swoje wydatki, tylko bieżącymi dochodami z podatków, które są zdecydowanie mniejsze od wydatków, co by oznaczało, że część tych wydatków trzeba by w ogóle obciąć albo drastycznie je ograniczyć. I gdyby się okazało, że wśród tych wydatków byłyby także te przeznaczone na obsługę długu wcześniej zaciągniętego, no to wtedy stany Zjednoczone mogłyby nie dotrzymać swoich zobowiązań finansowych wobec wierzycieli na rynkach i w związku z tym mogłyby zostać uznane za bankruta. Przeciwnicy polityczni Stanów zjednoczonych na świecie natychmiast zaczęliby o tym trąbić na prawo i lewo z pewnością i nawet gdyby taka sytuacja trwała bardzo krótko i nawet gdyby się okazało, że Amerykanie nie są w stanie dotrzymywać swoich zobowiązań finansowych, przez raptem kilka dni. To i tak byłby to niesamowity skandal i tak mogłoby na rynkach finansowych wybuchnąć panika mogłoby to wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi na tych rękach. Pytanie, dlaczego w związku z tym to trzęsienie ziemi nie pojawia się wcześniej, kiedy zostają 3 dni do deadlinu i dalej nie ma porozumienia. No, dlatego że wszyscy zakładają, że porozumieniu o porozumienie pojawi się w ostatniej chwili, bo zawsze tak jest po prostu, ale jakby któregoś dnia się okazało, że jednak nie zdążyli i nie osiągnęli tego porozumienia. No to byłaby ciężka sytuacja na rynkach finansowych, na tyle ciężka, podejrzewam, że mogłaby wręcz przełożyć się też potem na faktyczne funkcjonowanie realnych gospodarek, tak jak w 2008 roku po bankructwie Liman braders, tak, które najpierw było takim takim fenomenem czysto giełdowym na zasadzie o zobaczcie, jak się sypią akcję na giełdzie w Stanach Zjednoczonych, ale w domyśle co to nas obchodzi tak naprawdę w naszym codziennym życiu, a pół roku później okazało się, że wszystkie gospodarki są z tego powodu w recesji i ludzie tracą pracę i można to jakoś jedno z drugim powiązać, tyle że z pewnym opóźnieniem czasowym, więc podejrzewam, że tutaj byłaby dość podobna historia, ale znowu udało się tego uniknąć i bardzo dobrze to było miejsce trzecie w tym tygodniu teraz przechodzimy do miejsca drugiego 2 na drugim miejscu w tym tygodniu dość ciekawa zmiana akcentów i zmiana tonu jeśli chodzi o wypowiedzi ze strony członków rady polityki pieniężnej, tych wypowiedzi cały czas jest bardzo dużo. Natomiast zauważyłem pewną właśnie interesującą zmianę, ponieważ jeszcze miesiąc temu 3 tygodnie temu gdzieś tam na początku maja dość dużo było takich głosów mówiących o tym, że inflacja spada bardzo szybko. Wszystko wygląda bardzo elegancko. W związku z tym niedługo będziemy mogli zacząć obniżać stopy procentowe i być może nawet uda się to zrobić na przełomie trzeciego i czwartego kwartału, ponieważ generalnie możemy obniżać stopy procentowe, wtedy, kiedy inflacja spadnie poniżej 10%, a właśnie wtedy powinna spaść poniżej 10% co oczywiście można było interpretować, także od strony politycznej, ponieważ przełom trzeciego i czwartego kwartału to jest początek października, wtedy faktycznie jest posiedzenie rady polityki pieniężnej, chyba 5 października z tego, co pamiętam. Natomiast wybory parlamentarne na pewno najprawdopodobniej będą w połowie października, gdzieś tam szesnasty dwudziesty te rejony, tak mi się wydaje. Więc to by oznaczało, że tak właściwie w najgorotszym okresie kampanii wyborczej 2 tygodnie przed wyborami rada polityki pieniężnej obniża stopy procentowe przy inflacji sięgającej blisko 10%, czyli cały czas bardzo wysokiej i niechybnie byłoby to to interpretowane jako no taki udział Narodowego Banku Polskiego i radę polityki pieniężnej w kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, więc wypowiedzi, które to sugerowały, także już teraz były odbierane jako takie dość kontrowersyjne. No i minęło parę tygodnie i sytuacja się zmieniła, co wygląda moim zdaniem dość interesująco w ostatnim tygodniu wyłapałem 4 wypowiedzi ze strony czwórki przedstawicieli rady polityki pieniężnej w mediach Gabriela Masłowska dla Radia Maryja. Np. powiedziała tak przewidywany dalszy dość wysoce prawdopodobny spadek presji inflacyjnej otwiera drogę do podejmowania coraz bardziej intensywnych rozważań o potrzebie redukcji stóp procentowych. Generalnie rzecz biorąc sądzę, że prawdopodobieństwo rozpoczęcia w tym roku fazy obniżek stóp procentowych w Polsce staje się coraz większe w tym roku było napisane było powiedziane, tak znaczy napisane, bo to akurat artykułu do przeczytania Gabrieli Masłowskiej w tym roku nie pod koniec trzeciego kwartału na porządku czwartego tylko w tym roku, czyli takie, jakby bardziej stonowana. Bardziej taka ta prognoza prawda Ireneusz Dąbrowski w swojej wypowiedzi w ciągu ostatniego tygodnia wspomniał też o możliwości obniżki stóp pod koniec roku i dodał do swojej wypowiedzi takie ciekawe zdanie zobaczymy w listopadzie, jaka będzie projekcja. I myślę, że rada może rozważyć wtedy taki scenariusz, czyli mamy wyraźne wskazanie na to, żeby poczekać na projekcje inflacyjną. To są takie dokumenty oficjalne, które NBP publikuje 3 × w roku, czyli co 4 miesiące w marcu w lipcu i w listopadzie ostatnia projekcja jest z marca. Kolejna będzie w lipcu i kolejna będzie w listopadzie i Ireneusz Dąbrowski nie mówi poczekajmy na projekcję lipcową, to by sugerowało, że można po projekcji lipcowej obniżać stopy, być może już we wrześniu właśnie np. tylko mówi poczekajmy na projekcję listopadową, dopiero, czyli najwcześniej, grudzień wtedy to jest ewentualnie listopad najwcześniej. No ale to tak czy inaczej jest po wyborach, więc to też była wypowiedź bardzo ciekawa Iwona Duda z kolei w telewizji Biznes 24 mówi tak poczekajmy na projekcję lipcową nową projekcję NBP. I myślę, że wtedy będziemy mogli zastanawiać się na decyzjami ze strony rady odnośnie obniżek stóp procentowych, więc tutaj akurat jest faktycznie ta 1 taka wypowiedź dotycząca projekcji lipcowej, więc ona tak jakby dopuszczała obniżkę wcześniej jeszcze przed wyborami, natomiast bardzo interesująco wypowiedział się też Henryk w norowski, kolejny członek rady polityki pieniężnej, który też, odnosząc się do projekcji lipcowej, a nie listopadowej powiedział, że jego zdaniem ona pokaże szybszą drogę schodzenia inflacji do celu na poziomie 2,5% niż ta obecna z marca i że jego zdaniem inflacja może spaść poniżej 10% nawet już w sierpniu, ale to nie będzie oznaczać, że wkrótce potem stopy procentowe mają iść w dół, bo on powiedział tak w radzie nie toczy się dyskusja o obniżkach stóp procentowych. Mamy przed sobą pełne 7 miesięcy tego roku, to jest całkiem długi okres. Nie będę rysował perspektywy obniżek stóp procentowych precyzyjnie, dopóki inflacja jest dwucyfrowa niewątpliwie perspektywa pierwszej obniżki pojawia się na horyzoncie. Osobiście uważam, że wykracza ona poza 7 miesięcy tego, czyli to jest bardzo ciekawy pogląd, bo Henry gnorowski z 1 strony widzi spadek inflacji poniżej 10% już w czasie tegorocznych wakacji, ale odchodzi od tego rozumienia tego wydarzenia, które było dość popularne jeszcze kilka tygodni temu, że to od razu ma być sygnał do obniżki stóp procentowych. On mówi, że okej inflacja spadnie poniżej 10%, ale to będzie dopiero sygnał do tego, żeby zacząć rozważać obniżki, a nie, żeby od razu obniżyć i w związku z tym uważa, że nie ma miejsca na te obniżki w tym roku, bo mówi, że perspektywa wykracza poza 7 miesięcy tego roku 7 miesięcy, które pozostały do końca tego roku, tak więc to też jest dość interesująca wypowiedź i jak wszystko to zbierzemy razem, to to jakby sugeruje, że mamy do czynienia w radzie polityki pieniężnej, to wszystko byli przedstawiciele rady, którzy znaleźli się tam po albo po głosowaniu większości pisowskiej w Sejmie albo zostali tam wyznaczeni przez prezydenta Dudę. To nie są członkowie rady, wytypowani tam przez Senat głosami opozycji, tak, bo ta trójka z Senatu jest generalnie przeciwko obniżką stóp procentowych i twierdzi, że stop procentowe są ciągle za nisko w Polsce, więc mówimy tutaj o przedstawicielach tej większości w radzie, która zapewne w pewnym momencie zdecyduje o obniżce stóp procentowych, jeśli już się doczekamy tej obniżki, to właśnie ci ludzie będą za nią głosować, oni nie będą przeciw tylko będą za pytanie, kiedy to się stanie i były komentarze miesiąc temu o tym, że być może już niedługo. Natomiast teraz tak jakby oni wszyscy zaczęli powoli zmieniać zdanie i twierdzić, że jednak nie jednak np. właśnie poczekajmy na listopadową projekcję, czyli może to jest jednak sama końcówka tego roku, a być może wręcz to jest rok 2024 bardzo interesujące. Są te zmiany ciekawe, skąd się wzięły, być może to jest moje to jest mój domysł, być może to jest reakcja rady polityki pieniężnej na to, co się zmieniło w ciągu ostatnich tygodni. Jeśli chodzi o politykę polskiego rządu i o zapowiedzi dotyczące przyszłej polityki polskiego rządu, nzapowiedź wprowadzenia waloryzacji programu 500 plus i podniesienia go do 800 plus co będzie kosztować kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Np. tak w ramach kampanii wyborczej mieliśmy trochę takich zapowiedzi ze strony rządu, które oznaczają kolejne dosypywanie pieniędzy do kieszeni podatników, kolejne luzowanie polityki fiskalnej. Być może tutaj widzimy reakcję ze strony polityki monetarnej polegającą na lekkim zacieśnieniu w stosunku co było wcześniej tych przynajmniej oczekiwań dotyczących tego, co się może dalej dziać ze stopami procentowymi. I może w związku z tym efekt będzie taki, że faktycznie zobaczymy niedługo podniesienie 500 plus do 800, ale za to z drugiej strony nie zobaczymy w tym roku obniżki stóp procentowych. Wygląda na to, że jest to scenariusz coraz bardziej prawdopodobne i to niezależnie od tego, co będzie dziać się z inflacją. I ta inflacja została nam już na koniec przed nami miejsce pierwsze 1 w tym tygodniu na pierwszym miejscu musiały być dane dotyczące inflacji w Polsce, bo są bardzo ważne już bardzo dawno takich danych nie mieliśmy na pierwszy rzut oka nie wyglądają, one jakoś specjalnie sensacyjne rocznie roczny wskaźnik inflacji spadł już trzeci miesiąc z rzędu. Więc, jakby nic nowego tym razem do 13% miesiąc wcześniej to było 14 i 0,7 z wyliczeń ekonomistów wynika też, że spadła inflacja bazowa w okolice 11,5% z 12 i 0,2 miesiąc wcześniej takie spadki mieliśmy też, jeśli chodzi o tą główną liczbę i w kwietniu i w marcu, więc tak jak mówiłem, na pierwszy rzut o koniec nadzwyczajnego, ale ciekawe rzeczy pojawiają się, jak zobaczymy zmianę miesiąc do miesiąca cen, bo wynika z tej zmiany, że ceny w Polsce przestały rosnąć w maju. Te dane GUS pokazują, że wskaźnik zmiany poziomu cen w maju w stosunku do kwietnia wynosi dokładnie 0% nie ma wzrostu w ogóle jest 0 to. Jest oczywiście średnia to 0 tak i na tą średnią się składa np. wzrost cen żywności o sześćdziesiątych procent, ale z drugiej strony np. paliwa w maju potaniały o prawie 5% w stosunku do kwietnia, więc jak to sobie złożymy, jedno z drugim z trzecim i z czwartym to wychodzi z tego średnia na poziomie 0% i to jest pierwsza taka sytuacja od dłuższego czasu ostatni raz ceny w Polsce nie rosły z miesiąc z miesiąca na miesiąc nie rok do roku, tylko miesiąc do miesiąca w lutym 2022 roku, ale wtedy akurat była sytuacja wyjątkowa, bo wtedy rząd wprowadzał tarcze antyinflacyjną i wtedy od 1 lutego mieliśmy obniżony do zera VAT na żywność w sklepach i obniżony VAT na paliwa na stacjach benzynowych. I to spowodowało, że ceny żywności w sklepach nieco poszły w dół i ceny paliw na stacjach trochę poszły w dół i efekt był taki, że poziom cen za luty był nieco niższy o 0,3% dokładnie niż poziom cen w styczniu 2022 to był efekt. Właściwie wyłącznie tej tarczy antyinflacyjnej. Natomiast bez żadnych interwencji rządowych, czyli tak jak teraz ostatni raz sytuacji, w której nie ma wzrostu cen z miesiąca na miesiąc. Mieliśmy w sierpniu 2020 roku, czyli blisko 3 lata temu, wtedy mieliśmy spadek w środku lata związane z tym, że w połowie waacji najczęściej tanieją warzywa i tanieją owoce. Prawda i ta część żywności ma na tyle duży udział w koszyku inflacyjnym, że ona przeważa i wtedy zazwyczaj to jest taka sezonowość, zazwyczaj w lecie ceny żywności powodują, że także inflacja potrafi sobie troszeczkę spaść. Nie widzieliśmy tego, ani w 2021 ani w 2022 roku, bo były inne czynniki i generalnie żywność w ostatnim roku bardzo mocno szła w górę ze względu na wojnę, a teraz tak, jakbyśmy wracali do tych starych, można powiedzieć normalnych wzorców. I to jest na razie tylko 1 miesiąc, więc trudno tutaj wyciągać jakieś przesądzające wnioski, ale to jest taki pierwszy sygnał, być może powrotu właśnie do normalności. I gdyby to się sprawdziło, no to byłaby to świetna wiadomość naprawdę no bo można by powiedzieć w końcu wracamy do tej normalności w gospodarce. W końcu pierwszy raz widać, że presja inflacyjna w sklepach zaczyna wyraźnie słabnąć, tak, bo do tej pory mieliśmy spadki wskaźnika rocznego inflacji, ale te spadki wynikały prawie wyłącznie z tzw efektu bazy po prostu z wyliczeń inflacji za ostatnie 2 miesiące wylatywały. Wypadały te miesiące sprzed roku, kiedy ceny szły w górę najszybciej, bo to akurat marzec kwiecień maj 2022 roku. To są pierwsze miesiące wojny, więc wtedy były najbardziej nerwowe reakcje na rynkach i także w sklepach i właściwie wszystko wtedy drożało najszybciej, co nam potem napędziło inflację prawie, że pod 20% i teraz w tych rocznych wskaźnikach tamte miesiące już wylatują. W związku z tym te roczne wyliczenia z miesiąca na miesiąc stają się wyraźnie coraz niższe, ale do tej pory było także ten rocznych wskaźnik spada, ale ceny w sklepach dalej rosną, tyle że rosną wolniej niż rok temu. Teraz pierwszy raz mamy taką sytuację, że ceny w sklepach w ogóle nie rosną, że się zatrzymały mamy średnio 0% za ma, więc można powiedzieć, że to jest przełom i można mieć nadzieję na to, że jest to początek właśnie powrotu do inflacyjnej normalności, tym bardziej, że nie jesteśmy wyjątkiem, to samo widać także w danych ze strefy euro publikowanych przez Eurostat, bo tam w maju wskaźnik łącz ten ogólny wskaźnik inflacji spadł z 7% do 6 i 0,1 natomiast w skali miesiąc do miesiąca, czyli w stosunku do kwietnia. Tam też jest 0 dokładnie tak samo jak w Polsce, czyli to nie jest jakiś fenomen Polski, że się ceny zatrzymały w strefie euro. Ceny też się zatrzymały. Dokładnie w tym samym momencie oczywiście są różnice. Tak różnica polega na tym, że u nas ta roczna inflacja jest na poziomie 13%, a u nich na poziomie 7%, więc u nich jest zdecydowanie zdecydowanie niżej. Natomiast druga różnica jest taka, że u nas od września ubiegłego roku nie ma już podwyżek stóp procentowych i wręcz mówi się o tym, kiedy zacząć je obniżać, a w strefie euroeuropejski bank centralny nadal zamierza podnosić stopy procentowe, chociaż one są na niższym poziomie niż w Polsce, więc generalnie jest dużo różnic, jeśli chodzi o sytuację inflacyjną w strefie euro i w Polsce, natomiast jeśli chodzi o ten 1 szczegół zatrzymanie się wzrostu cen z miesiąca na miesiąc on zaistniał jednocześnie i u nich i u nas co sugeruje, że to niekoniecznie może być jednorazowy przypadek i że to nie jest jakiś jakaś taka specyfika lokalna, tylko być może to jest jakiś nowy trend, o który obejmuje cały kontynent. I oby tak było, bo wtedy faktycznie będziemy mogli szybciej schodzić z tym rocznym wskaźnikiem inflacji w stronę tych rejestrów zdecydowanie bardziej normalnych, do których przypomnę, cały czas bardzo daleka droga, bo cel inflacyjny w Polsce. To jest 2,5% my na razie mówimy o tym, kiedy zejdziemy poniżej 10 z 13 obecnych tak no ale nawet jak zejdziemy poniżej 10, to dalej będzie daleka droga, a wszelkie doświadczenia historyczne sugerują, że zdecydowanie łatwiej zbić inflację z 18% do 10 niż potem dalej od 10 do 2 ta dalsza im niższa inflacja tym trudniej ją dalej zbijać, zwłaszcza w sytuacji, w której mamy rosnącą gospodarkę, a przecież chcemy, żeby ona była rosnąca tak nikomu niespecjalnie się uśmiecha ten scenariusz, w którym zbijamy inflację w gospodarce kosztem recesji. Ten scenariusz na szczęście jest mało prawdopodobny w naszym wydaniu, bo nasza gospodarka rodzi sobie całkiem nieźle, znaczy generalnie radzi sobie ostatnio słabiej niż poprzednio. No ale biorąc pod uwagę obiektywne okoliczności, które nas otaczają, to i tak te wyniki są zupełnie nie najgorsze, a w kolejnych kwartałach powinny być zdaniem większości ekonomistów, nawet lepsze i znów będziemy mieć wzrost gospodarczy w tym kraju, tyle że niewielki w tym roku. Natomiast jeśli chodzi o inflację, no to pojawiły się wraz z tym raportem za maj, nadzieję na to, że faktycznie w końcu zaczęło się coś zmieniać na lepsze, bo ceny przestały przynajmniej w maju przestały rosnąć, oby tak dalej. To było miejsce pierwsze w tym tygodniu, w związku z tym to koniec tego wydania tego pod chastu kolejne wydanie oczywiście już za tydzień w poniedziałek. Dzisiaj dziękuję i do usłyszenia co.
Tygodniowe podsumowanie roku podkast Ekonomiczno polityczny Rafała Hirsza. Zawsze w poniedziałek po. Kolejny odcinek za tydzień w poniedziałek po dziewiętnastej. Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: COTYGODNIOWE PODSUMOWANIE ROKU

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POSŁUCHAJ RÓWNIEŻ

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM Premium 40% taniej. Radio TOK FM bez reklam, podcasty z audycji i podcasty tylko dla Subskrybentów.

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA