REKLAMA

Odcinek 1. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-24 21:50
Czas trwania:
11:53 min.
Udostępnij:

Odcinek 1 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
wydawnictwo Agora zaprasza do wysłuchania książki Pawła Goźlińskiego pt. AK powieść o Bronisławie Piłsudskim czyta Grzegorz Małecki część pierwsza Maria Warszawa jako datę 189919033 kwadranse przed północą odeszły wody moja żona mokrej koszuli stała na środku sypialnie i krzyczał jak dziecko chciał rozerwać się od środka nienawidziła mnie żarliwie udręczonym spojrzeniem i popękanymi wargami, które rozszalały się zaciskały rytm przyspieszonego oddechu, kiedy Rozwiń » przyszła fala skurczów nie miała siły dłużej walczyć ani się opierać opadła na mojej mamie, więc odprowadziłem ją do łóżka i przyciągnął krzesło usiadłem obok chciałem otworzyć zaciśniętą pięść ogrzać palce ale kiedy poczułam dotyk urwała się odwróciła do ściany zawodziła w języku, w którym kobiety rozmawiają z matkami i matkami swoich matek przywoływała je i przeklinał za to, że pozwoliły mojemu nasienie napęd nie do rozmiarów potwora, który przegrywał błony w jej łonie i uciekał, żeby zostawić po sobie pusty kokon czułem się naraz bezradny i winny, więc moje ciało odruchowo zaczął szukać usprawiedliwienia przypomniało sobie wygasły chorobach rozpalał je na nowo w 2 objętych Kowalskim szczypcami palcach lewej stopy zgarniał dziąsłach barku, który nastawiał mi kucki myśliwy, a jedynym znieczuleniem były samogonu co z tego, że ona nie potrzebowała fantomów mojego bólu ja ich potrzebowałem chciałem wybiec na ulice i zabrać ze sobą duchy, które czekały, żeby wyssać Marii nowe życie, gdy w drzwiach stanęła moja teściowa mocna furia w rezerwowym w czepku, gdyby nie ciężkie łydki, które od ćwiczył ją do podłogi ze złości wystrzeliła pod sufit nie wolno ci na to patrzeć w krzyczała, a drzewa na tapecie pokrył szron wyjść stąd wskazała miejsce w przedpokoju samotne krzesło pod rozłożystymi wieszakiem na płaszcze kapelusze zawahałem się chciałem odpowiedzieć, że widziałem ojców, którzy czekali na potomków, wyciągając ręce między rozwarcie uda swoich żon odcinających pępowiny za kupujących łożyska zamarzniętej ziemi widziałem jak obijali noworodki przy futra i śpiewali, żeby zatrzymać dusze stygną tym ciele przegrani zasypywali rozpacz popiołem i zawodzili głosami nie chciała, lecz z ciemności, że zgasł ogień ich domu Iskry leciały, a z nich zostały wypalone polana i dym rozwiązany przez wiatr wolałem jednak milczeć, żeby nie przypominać teściowej w latach, które spędziłem wśród dzikusów tak o nich mówiła, a ja szybko przestałem protestować próbowałam za to na nowo nauczyć żyć piętrowych domach za szklanymi szybami zamiast tafli lodu za drzwiami zamykanymi na klucz między ścianami dostatecznie grubymi, żeby stłumić krzyki w środku nocy dlatego pozwoliłem przegnać sypialni byłem gotów odgrywać męża, który brzydzi się pękającego ciała własnej żony i odwraca wzrok, kiedy akuszerka uchyla drzwi każdą minutą skurcze stawały się coraz intensywniejsze krzyk bólu zagłuszył nawet salwy północy wzmógł się jeszcze kiedy teściowa wynurzyła się sypialni jej twarz była jak krok szalony prześcieradło powyginane wzdłuż zmarszczek szybko żyła oczy, żeby zetrzeć gałek jakiś dręczących obraz, zanim zdążyłem spytać czy to już rozerwała usta uszy wreszcie jedź po dr skowyt rodzącej gonił mnie jeszcze kiedy biegałem po schodach i przecinała podwórze zamilkł, gdy wypadłem z bramy i zapadły się po kostki w zimnej brei odwilż zasilała rynsztok wodą z topniejącego ZASP, a ja blask mając podeszwa ami gnałem wzdłuż niedokończonej pierzei piętrowej kamienicy przy Siennej nie zwracałem uwagi na, wciskając się przez podeszwę wilgoć uważane nogawki na błoto tryskające spod kół wozów wiozących rozbawionych Rosjan, którzy świętowali nowy rok oblewając przechodniów szampanem tej nocy matkom nie udało się zapędzić dzieciaków do łóżek, więc małoletnie bandy odpalały w ramach karp budowę bomby, a potem uciekały przed żandarmi eksplozje poszły im od zwyczaju one od wybuchu konie to znak, że od lat porządek panował w Warszawie rozglądałem się za dorożką żadnej nie znalazłem ani na rogu twardej ani wielkiej skręciłem Marszałkowską i wbiłem się rozchwiane tłum, który wbrew ostrzeżeniom wyległy na ulicę znad dachów co chwilę wykazały leniwie węże iskier i ognia eksplodujący rozświetlały skrawki nieba, którego spadały posklejane płaty śniegu przez gęstą kurtyna z trudem przedzierały się światło latarni pod nogami zataczających się rzucających sobie w ramiona przechodniów wybuchały petardy nad brukiem unosił się zapach prochu jednak tej nocy nikt nie wyrywał kostek z ulicy nikt nie budował barykad podpite wódką szampanem miasto bało się mniej, lecz wciąż tylko symulował rewolucję Warszawa śpi nawet kiedy się bawi usłyszałem obejrzałem się, żeby sprawdzić, kto gada, ale to był mój głos obcy i gorzki jak rozgryźć ona Pestka czereśni mówił coś w fabrykach kamienicznika, którzy mają coraz więcej do stracenia, więc głośno modlą się o wojnę powszechną wolność ludów, a po cichu palą świeczki za Święty spokój i rewolucji, która dojrzewa, ale na woli robotniczych czynszówkach wciśnięty między fabryczki, a nie tutaj na Marszałkowskiej strzelistych kamienicach, do których wstępu bronią kute gryfy ani restauracje, gdzie wykraczanie kelnerzy podają jesiotra i astrachańskim kawior pary dorożek stała na rogu Rwańskiej pod otwartym jesienią domem mody szerszego skoczyłem do najbliższej chmury dymu cygara zmieszanego z aromatem wilgotnej Bobrowej sierści wina na Koźle kulił się młody Żyd prawie dzieciak Resursy szybko krzyknąłem, ale przy pierwszej próbie Kłusa kopyta HBO zaczęły ślizgać się po bruku na królewskiej ruch był jak w środku dnia powozy zajeżdżały sobie drogę strzelały baty woźnice ciskali w siebie obelgami, jakby chcieli porzucać w błoto z ich wyzwisk po polsku rosyjsku niemiecku żydowsku dałoby się wykręcić nie lada poemat, lecz nie poezji myślałem tamtej nocy, kiedy zaczynał się ostatni rok starego wieku żegnałem się z nim bez żalu za to z odrobiną nadziei, choć nie dla mnie, ale dla dziecka, które utorowało sobie drogę do świata i nie od wzajemną miłością do mojej żony Bąkiewicz, gdzie znajdę dr bądź dziewicza zaskoczone spojrzenia bezradną śmieje prawym łokciem porwałem sobie drogę wśród podróżujących par lewą dłoń nosiłem do skroni i posłałem, przepraszając gesty wspiął się na podest i wypatrzył go natychmiast, choć ani wzrostem ani szczególnym talentem do Mazura nie wyróżniał nosił za to mundur, którego kroju dystynkcji nie znałem zabrałem do niego zauważył odstawił do stolika swoją partnerkę podszedł do mnie odruchowo, szukając po kieszeniach cygara na poczęstunek co z nią pyta przekrzykując orkiestra niewiele miałem do powiedzenia, ale starczyły 4 zdania moje przerażone spojrzenie, żeby porwał kieliszek stacjonującej na dłoni kelnera opróżnił 1 haustem i ruszył ku szatni dogoniłem go kiedy, bo wieszał na nim Sobole resursu czekał Bortkiewicza własne Randolph zepchnął woźnicę na skraju ławki i sam chwycił za lejce pognał do krakowskiego rozpędzając krzykiem zawianych przechodniów cud, że obyło się bez ofiar zatrzymał się na placu zielonym zeskoczył z powozu rozkręcił się pochylił głęboko nad studzienką, żeby nie powala futra obsadził 2 palce w usta wykręcił chrupnęło z niego żółtą cieczą powtórzył zabieg, po czym otarł usta chustką i wsiadł z powrotem Burski powiedział rozcinając guzik pod szyją mundury pewnie, żeby odgonić ode mnie złe myśli domyśliłem się bez tego od października na południowym w czubie Afryki trwała wojna, w której Burowie z Bogiem na ustach i 5 z czołowymi karabinami mało zera w rękach dawali łupnia generałom starej Victorii uczyliśmy się na pamięć nazwisk ich wodzów la Rey kroje bota i wyczekiwaliśmy wieści spod obleganego Lejdy Schmidt ostatnia przyszła wigilie tego dnia Burowie wystrzelili miasto tylko 1 pocisk nie było w nim prochu, lecz w 2 junior czeki świąteczny pudding życzenia mieli fantazję skurczybyki, więc wybiera się do Uranii na wojnę pytałem doktora zaczekam, na jaką dogodnie położono, ale paru naszych już pogonił ojca Anglików Borkiewicz zaśmiał się krótko i zaciął batem za waszą i naszą krzyż na drogę jeszcze chwila Burowie zaczną krwawić wtedy Niemcy Francuzi, zostawiając na pastwę losu, że ten Kraka, acz przerobiliśmy tę historię na własnej skórze rzuciłem zanim, bo już zaskakiwał powozu otwiera drzwi do naszej kamienicy nieraz nic nie odpowiedział biegnąc na górę rozpina guziki na ręce służącej zrzuci futro i czerwoną kurtkę rękawiczki wcisnął do cylindra i podał mnie podciąga rękawy koszuli wody krzyknął zanurzył ręce miednicy w Krupem mydło się zmieniło między palcami teraz sobie odpocznie od gatunku, a ja pomogę wykluć swojemu pisklęcia rzucił i zniknął w sypialni próbował wcisnąć się zacząć kibicem, ale znów usłyszałem, że to nie miejsce dla mężczyzny wygląda na to, że doktor zostawił swoją męskość w powozie skoro teściowa pozwalała mierzyć palcem otwarte coraz szerzej łono mojej żony po 34 minutach Bąkiewicz wrócił do przedpokoju zwykle zadarte wargi obwisłe razem z wąsami krew spłynęła mu twarzy kazał zetrzeć sobie pot czoła skroni zażądał wódki podałem mu szklankę, ale mi sobie upił reszta wylał na dłonie też wstrząsnęły na podłogę parę kropel spojrzał na mnie lepiej pomódl się po ludzku sygnał, przepuszczając powietrza między zaciśnie tymi zębami przyda się Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj wszystkich audycji Radia TOK FM kiedy chcesz i jak chcesz - na stronie internetowej i w aplikacji mobilnej!!

Dostęp Premium

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA