REKLAMA

Odcinek 6. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-19 21:50
Czas trwania:
11:46 min.
Udostępnij:

Odcinek 6 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
ratunku szukali w delcie Leny Peter manna swojej mapie zaznaczył tam kilka miejscowości, ale kartograf znów popełnił błąd nie było żadnych osiedli tylko obozy myśliwych zwijany każdej jesieni do tego Delta ukazała się ruchomym labiryntem, którego nie sposób było nanieść na papier, bo każdej wiosny rzeka zrobiła nowe odnóża i uiszcza ale, żeby dotrzeć do renty musieli przedzierać się przez spiętrzone Kripo rozdzielane płacami otwartego morza ich wędrówka niewiele Rozwiń » różniła od wyprawy wysokie góry, bo jest złoże lodowca tylko, że nikt nie każe wspinaczy pchać pod górę ciężkich Łodzi wraz z ładunkiem najpierw zbuntowały się psy po 2 latach na pokładzie odzwyczaił się od uprzęży zastrzelili najbardziej oporne innych nie było, kiedy zabili ostatnie zaczęli buntować ludzie, ale z buntem łatwiej sobie poradzić niż wilgocią chorobami odmrożeniami i Kiszka na twardo zapisanymi Pelikanem ostatkiem sił do ciągnęli łodzie do krawędzi lodu i spuścili na otwarte wody w największym krótsze płynął Deląg i 12 marynarzy dowódcą szalupy, do której wsiadł 7 rozbitków był jego pierwszy zastępca Charles czy Łodzi wielorybniczej z 10 mężczyznami na pokładzie starował Elvi na mapie Bermana wyznaczyli punkt, w którym mieli się spotkać wkrótce rozdzieliła ich burza, kiedy będzie porzucił swoją Łódź, a ja zacząłem opowiadać jak ruszył w dół rzeki po pomoc dostrzegłem Maria nie wiem, dlaczego dopiero wtedy może się spóźniła może w żałobnej popielaty sukni zlała się z brudnym światłem, które wpadało przez okna może celowo ukryła się przede mną przyglądałem się jej, próbując jednocześnie trzymać się wątku tyle razy powtarzałem moją odpowiedź, że zmieniła się w taśmy z Pianoli wystarczyło nakręcić mechanizm i słowa same płynęły z ZUS Melville akurat spotkał 2 ocalonych marynarzy Łodzi loga, kiedy gdzieś nad całym spotkały się nasze spojrzenia znów pierwszy spuściłem wzrok wcale nie ze wstydu chciałem przyjrzeć się jej palcem z zaciśniętym na poręczy krzesła rozplanowanie wzrokiem 1 po drugim nie dostrzegłem pierścionka przypadek niemożliwe nikt nie pozbywa się bez przyczyny dowodu własnego szczęście drobny brak na jej serdecznym palcu potraktowałem jak zachęt więcej dźgnięty Cook samiec koszty myślę, że tak się zaczyna każde uczucie od zaszyfrowane w przypadkowym słowie albo geście wiadomości, że nie zostaniesz natychmiast odrzucony potem jeszcze wiele się wydarzy będzie bolało, ale taki ból nie zabija nawet nie pozbawia przytomności ma za to swoją historię, więc można go oprawić przyczyny skutki można opowiedzieć Melvin wywiózł rozbitków do Jakucka wrócił po 2 tygodniach i sprawni dwoją się i Troją, żeby dogodzić, ale trudno było wszystko wytłumaczyć rękami dlatego cały czas miał przy sobie Leona nawet w czasie kolacji, którą urządził na cześć gościa z Ameryki to był cud zesłaniec przy 1 stole ze swoim nadzorcą jedzący pieczeń z jego talerzy pijący wino z jego kieliszków wygłaszający impertynencji uwagi, które najważniejszy czynowników w całym okręgu musiał łykać jak tuczone gęsi nie miał wyjścia chciał dobrze wypaść przed Mel Ville, a więc, kiedy Amerykanin postanowił poznać zesłańców Kaczorowski musiał zacisnąć zęby i zgodzić na spotkanie pamiętam czy pomysł podsunął sam Melville czy wpadł na niego Leon, słuchając jego opowieści o 8 może udać uczy biliśmy się tej myśli jak pijani skoro oni jesienią przedarli się wzdłuż len aż do Wierchu Jasińska nam wiosną powinno pójść łatwiej jakieś 600 biorcy po rzece, a potem jeśli będziecie trzymać blisko brzegu jeśli uniknięcie sztormów Melvin był ostrożny, ale my pomagaliśmy jego wątpliwości był naszym mesjaszem na mapach Peter mana rysował nam drogę do kraju, który nazywał się Alaska błogosławi liśćmi cara Aleksandra, że sprzedał go Amerykanom, kiedy George Mel wrócił do domu został wielkim reformatorem amerykańskiej Floty nam wystarczyły szkice szalupy, które dla nas przygotował jego sternik rozrysował szczegóły Kiel żebra wiosła ster nauczył nas jak zbudować przyrządy nawigacyjne jak ich pomocą ocenić nasze położenie, ale też jak suszonego mięsa zmieszanego z łojem robić bochny Pelikan i zabezpieczać przed wodą wbudowany konserwa, kiedy Mel skończył komplementować ekspedycję ratunkową i po własnych śladach wyruszył szukać teologa zaczęliśmy przygotowania do ucieczki tajemniczy byśmy 2 kopców, którzy wykaz stron zawsze się wzajemnie zasłużyli sobie na Archanioła w ski status w niebie nam to niczym nie radziło, bo brak przyrodzenia jąder nie wpłyną na jakość ich Ciesielskiej roboty przyłączyli się do nas licząc, że spotkają braci wieży, którzy uszli przed pogromami do Ameryki mieli warsztat na drugim brzegu Leny tam z drewna, które kupowaliśmy Jakutów rzekomo na obserwatorium meteorologiczne budowali Łódź nie spieszyliśmy się, więc udało się uśpić uwagę Polic majstrów gorzej było z amerykańskimi reporterami, którzy zjawili się wielką Joński, żeby relacjonować ratunkową wyprawy Melville uważajcie na tych górni ostrzegał nas przed wyruszeniem dla rozgłosu nakładu o czarną własnego ojca mam wydawali się niegroźni próbowali uczyć jak łódzkich tańców po realistą droga unijne zdziwieni, że można się nie zatruć surową zmrożoną w sobie ryby, ale przez nieostrożność poczęstowali my ich też naszym unikalnym, o co wam on dopytywali przecież pokarm podróżniku całe szczęście wrócił Mel VIN i skupił na sobie całą uwagę dziennikarzy odnalazł ciała loga jego ludzi rozrzucone wokół wygasłego ogniska pochował ich w 1 wielkiej trumnie na szczycie wzgórza wystarczająco wysoko, żeby powodzie nie podtopił grobu i nie wypłukała zwłok znalazł też dziennik dowódcy kończyła lista kolejnych zgonów umierając nie wiedzieli, że zaledwie parę biorców dzieli ich od najbliższej Jurka jak łódzkich rybaków słońce opuściło się Nisko i przekraczało po nierównej wyrzeźbione w rodzie linii horyzontu dalej było już może wysiadłem wspólna wyciągnąłem je głęboko na brzeg tam, gdzie nie sięgały fale za to piętrzyły się bryły śniegu zmieszanego z czarnym żwirem powiało chłodem, więc mocniej opatulić się kuchenką zajętych skórek zacisnąłem pas i wcisnąłem uszy futrzaną czapę wyspa była niewielka na 300m szeroka długa na 1,5 km jedno 1000 piętrze, które zmieniły Deltę Diany w labirynt rwących potoków ten labirynt wchłonął nas przed tygodniem i nie chciał wypuścić wyjąłem z Łodzi dubeltówkę i kosz dno wyłożyłem echem ruszyłem pod górę droga na szczyt wzniesienia, które zajmowały większą część wyspy zajęła mi nie dłużej niż 10 minut doszedłby i 5 zimny wiatr przy giną mnie do ziemi, ale nawet jego gwizd nie był w stanie zagłuszyć pisków i niespokojny gwizdów dobiegających ze wzgórza to były mewy całe Kolonia tysiące gniazd plecionek na ziemi traw gałązek rozlokowane były w przedziwnym porządku najsilniejsze ptaki zajmowały miejsca najwyższy na suche, bo nie docierały tam rozgrywki fal zresztą rozlokowała się pomiędzy, by Rami mętnej wody wzdłuż wąskich wydeptanych uliczek po, których wędrowali przystępując nogi na drogę nasi strażnicy, ale większość MEW siedziała na gniazda lepiej zorganizowanego miasta nie było całej Syberii i lepiej bronionego do kiedy zacząłem wybierać jaja przebudzony ptaki rzuciły się na mnie z dzikim wrzaskiem spadały na ramiona pikował w głowę ich dzioby szpony próbowały się przedrzeć przez grubą czapę i dobrać się do mojego sklepu uciekałem depcząc gniazda co rozwścieczyło jeszcze bardziej poczułem krew na policzkach, więc strzeliłem postrach ale zanim opadł dym znów kłębiły się nade mną i co chwilę przypuszczały atak chwyciłem dubeltówka lufy i zacząłem się New ogrania jak pałką dopadłem młodzi nie mogą jednak uciec bo, choć próbowałem zwodować moją opinię fale z powrotem wyrzucały ją na brzeg wtedy z grubej gęstej mgły wyłonił się myśliwi jak lód albo juka Agile nie wiedziałem mówił coś do mnie, ale wtedy rozumiałem jeszcze języka tubylców jednocześnie mierzył do mnie z łuku i się kłaniał potem pomógł mi zepchnąć łódkę na wodę nawet nie zauważyłem, kiedy nie rozbroił i przy tym wciąż zginął szef pułku holował czuł na linię w stronę naszego obozu musiałem Ostrowie słowa, żeby nie wywrócił go fale, więc nie mogłem się przyglądać co się dzieje na brzegu, gdy w końcu nos Szura kamienie i wyskoczyłem na plaży było już za późno, żeby uciekać zresztą, dokąd sam przez Polaka kry, które przykryły szczelnie koryto rzeki dzieliły mnie od jej ujścia przez morze, które pochłonęło Dżennet i dobry tuzin innych okrętów zastawione ani lodowe pułapki wyglądali jak cienie rzucane przez magiczną lampę olbrzymy futrzanych czapach z karabinami i łukami w rękach zakładające się w stronę naszej Łodzi i obozu, który rozbiliśmy wokół niej krzyknąłem, ale udało się to nic 20 tubylców pod dowództwem i prawnika jego kozaków i otoczyło naszych i odebrało im strzelby byli zbyt osłabieni, żeby się bronić Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj wszystkich audycji Radia TOK FM kiedy chcesz i jak chcesz - na stronie internetowej i w aplikacji mobilnej!!

Dostęp Premium

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA