REKLAMA

Odcinek 8. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-17 21:50
Czas trwania:
11:40 min.
Udostępnij:

Odcinek 8 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
Józef Klemens Piłsudski zaraz po nowym roku padł bez zapowiedzi do moich kawalerskich kwater udało się całkiem zgrabnie się nam udało był doskonałym nastroju zresztą nawet na pogrzebie trudno byłoby znaleźć na jego twarzy oznaki żałoby tchórzliwe Dziady myślały, że dadzą radę po cichutku, ale pokazaliśmy, kto ma w Warszawie rząd dusz, o czym świeciły spod grubych zrośniętych brwi i ciągle się śmiały, a już najbardziej, kiedy żartowała żartował ciągle, choć Rozwiń » czasami trudno było zrozumieć jego dowcipy, bo zaczynał się śmiać, zanim jednoczą do płyty, ale po powrocie z Londynu z Kongresu drugiej Międzynarodówki przynajmniej nie śmiał się na czarno zrobili tam porcelanowe zęby w miejsce tych, które wybiła Kolba strażnika w irkuckim więzieniu zdjął kaszkiet przeczesać się po wydzielonej na Jeża czarnej czuprynie i rozsiadł w moim fotelu, jakby od tej pory miał należeć tylko do niego, opowiadając drapał się po brodzie wygolone wtem szpic w końcu był w miarę bezpieczny, choć jeszcze niedawno, żeby nie wpaść w ręce policji wieczorami siadał do pociągu przesiadał się w środku nocy i wraca nad ranem do Wilna składać drukować kolejny numer robotnika potem jechał do Warszawy do towarzyszy na spotkania po pieniądze powieści wciąż na legalnych papierach z nielegalną miłością i Pogonią na karku latem wszystko się zmieniło ożenił się z piękną panią, dla której katolika przemalował się na jutra całkiem poważnie się przy tym narażał, bo chodzi, a prócz duża w Guberni łomżyńskiej to nie Warszawa na zapowiedziach ksiądz ambony czytał nie zakonspirowany prawdę i Józef Klemens Piłsudski chcę pojąć za żonę Marię Kazimierę Juszkiewicz z domu Kopla wskoku, a potem kartka z ich nazwiskami, a za dobrze znanymi policji wisiała przez 3 tygodnie wśród ogłoszeń parafialnych nie pojechałem na ten ślub, choć wtedy znałem szuka już całkiem dobrze nie pamiętam, kto sobie przedstawił podczas 1 z moich występów podał jego konspiracyjne nazwisko, ale to wystarczyło, żebym wiedział kim mam do czynienia potem spotkałem go jeszcze raz 2, więc kiedy zjawił się u mnie wiedziałem, choć nie powinien wiedzieć, że przeprowadził się z Wilna, że wynajął mieszkanie w Łodzi i przeniósł się tam z żoną i Drukarnią tam nikt go nie znał nikt też nie znał pięknej pani nikt on nic nie pytał też kawy nie chciał wódki daj mi herbaty kazałem gospodyni kroić chleb posmarować smalcem on ciągle był głodny nie tylko w tym przypominał dawnego mnie, kiedy bez pieniędzy ze Szlacheckim tytułem wartym tyle co sznurek do Stryszka pracowałem jako ślusarz w warsztatach Ulricha miałem swoją szafkę imadło i nic więcej roboty nie było zbyt wiele czasu pod dostatkiem, żeby myśleć jak deklasacji zmienić w misję nocą na stancji czytała Marksa i wierzyłem coraz mocniej historia swoim ciężarem przetoczy się po naszych miejscach, a przy okazji wyzwoli Polaków wiesz co nas różni spytałem go, że ty gadasz po warszawsku, a ja śpiewam po wiedeńsku zaśmiałem się to od 8 lat udaje się unikać wpisów trochę wprawy i uczy się ich wyłapywać gnidy odparł gorzej z tymi, którzy zaczynają sypać w śledztwie myśli twarda sztuka była skończyć fiaskiem wyłazi z niego baba u nas takich nie było albo nic o nich nie wiesz może i tak, ale nie trzeba było zdrady wystarczyło parę zebrani ochrona miała między nami więcej agentów niż działaczy wartych śledzenia byliśmy zupełni amatorzy mnie też pierwszy raz złapali, zanim liznąłem konspiracji na ile zesłali 5 lat łagodnie mnie parę miesięcy działalności kosztowało 18 zim słyszałem, że za próbę zabicia komendanta więzienia brednie rzuciłem z niego framugę okna trafiłeś uchylił się whisky pchnęły i gospodyni płytę spod oka to na niego to znowu na mnie bardziej jednak na niego wniosła poczęstunek do rozmowy wróciliśmy, gdy zniknęła w korytarzu Żuk spytał z jakiej okazji ta Bitka jak nas posadzili Cytadeli 1 z naszych wychylił się przez okno dlatego strażnik zastrzelił odnieśliśmy bunt tak jak my etapie w Irkucku straciłem 2 zęby, a ja niemal życie myślałem, że już nie wrócę sięgnął do talerza i zgarną naraz wiek Romy pierwszą do ust pchają sobie nieomal w całości mój brat jeszcze nie wrócił rzucił między 12 końcem sąsiedzi na Wschodzie przełknął popił herbatą diabli wiedzą co się z nim tam robiło jakąś dziurę nie spieszy się do domu skoro nie ogarniała go amnestia, ale pozwolili mu przenieść do Władywostoku, a on zamiast pchać się dalej na zachód chce wracać na Sachalin może do jakiej bandy Żuk zaśmiał się szczerze jak własnego dowcipu i z niedowierzaniem pokręcił głową sam Zobacz powiedział, iż rzucił na stół pakiet listów może to co z nich zrozumiesz zdziwiłem się myślałem, że chce ze mną gadać o wojnie szykującej się na południu Afryki albo Memoriale Warszawskiego generał-gubernatora, który przemycił do Londynu przeszłość mogła się okazać dla niego ciężarem, więc sądziłem, że nie włóczy je za sobą, a jednak przyszedł do mnie w sprawie swojego starszego brata była tam dłużej niż ja mówię to spojrzał na moje dłonie, jakby były kalendarzem, na którym odznaczyły się lata katorgi, więc może powiesz coś z nim dzieje Żuk opowiadał o swoim starszym bracie tonem lekceważenia zmieszanego z troską taką mieszaniną maluje się zwykle portrety bliskich krewnych, których wciąż trzeba pilnować poganiać ignorować ich potknięcie gafy wzdychać, kiedy nie patrzą podsyła im pieniądze wyciągać z kłopotów, a na koniec przygarnąć, żeby cichutko pomarli jak wariaci na strychu, ale po chwili w jego głosie zaczyna podmywać szczery ból, kiedy nas zesłali chciałem jechać do niego na Sachalin powiedział prawie szeptem w 2 łatwiej przeżyć spojrzał na mnie z pretensją pewnie chciał ode mnie wiarę, że jeszcze przyjdzie im się spotkać, a jednak odpowiedziałem, że nie będę czytał listu Bronisława tłumem złości rozczarowania tłumaczyłem, że nie mam siły znów obracać głowy na wschód i nie pozwolę, żeby nie goją rany łączyły się pod wpływem cudzych słów, ale wiedziałem, że złe uczucia kładą się warstwami pod moją złością kryło się coś paskudnie naszego zazdrościłem Żukowi, że zgubił strach, który mnie kazał co 5 kroków oglądać się za siebie i brawury napędzanej niepodważalną wiarą we własną nieomylność przede wszystkim jednak byłem zazdrosny o jego brata nie, dlatego że pisał lepiej niż ja, bo na pewno nie pisał, a jego historia była zapewne podobna do setek innych niemal identycznych z pojawiającymi się w tych samych miejscach scenami buntu rozpaczy i poszukiwania czegokolwiek co odwróciło bieg samobójczych myśli przecież przechodziliśmy tę samą drogę nawet jeśli oznaczała ją inna kreska na mapie, ale i tak każdy z nas musiał wykrzyczeć wyrzeźbić albo wypłakać własny los wierzyliśmy, że jest wyjątkowy, bo nasz błagali my, a potem żądaliśmy, łapiąc za guziki przypadkowych słuchaczy, żeby dali nam się wygadać, żeby zapisali nasze słowa i rozesłali jak najdalej potem czekaliśmy z zaciśniętymi wargami aż świat potwierdzi, że nasze cierpienie miało jakikolwiek sens bez odpowiedzi to wszystko co przeżyliśmy było tylko jałową katastrofa tylko ile można strawić takich historii ilu ofiarom współczuć bez złości, którą budzi bezradność wiedziałem już aż nadto dobrze, że cierpliwość bliźnich jest tylko krótkotrwałym zaburzeniem natarli obojętności dlatego nie mogłem tolerować konkurencji nie chciałem pozwolić, żeby ktoś zagłuszył mój głos zazdrościłem nawet martwym przedstawiałem ucho do grobu, żeby się upewnić czy na pewno zamilkli na wieki bacznie obserwowałem prawa na mogiłach kwiaty, bo z nimi mogła wyrosnąć zaszyfrowana wiadomość, ale i tak przewagę mieli ci, którzy nie wrócili ci, którzy pomarli wcale nie gnębili, lecz zmieniali się kamienie ich słowa nabierały większej powagi więcej jest cały UE wzbudziło głębsze współczucie, żeby rywalizować z posągami byłem gotów nawet gadać byle tylko mnie słuchali, ale nie mogę tego wszystkiego powiedzieć Żukowi dla niego miałem inny argument, a poza tym jak Bóg da wkrótce będę się żenił zaśmiał się jakoś nieszczerze no tak całkiem bym zapomniał gratuluję narzeczonej chyba znacie tam pod pomnikiem dawne dzieje odburknął in nagle zaczął się spieszyć kazał zgasić lampę i podszedł do okna przyszła odwilż po szybach urwały się ciężkie krople ciągnęły za sobą rozmyte ogony światła wyjrzał na ulice wypatrywał szpiców, którzy mogli czaić bramach rzekł i podał rękę spojrzał mi oczy to dobra dziewczyna tylko trochę nazwana czasami trudno upilnować, ale życzę szczęścia chciałem dopytać, lecz zarzucił płaszcz postawił kołnierz i zaciągnąć czapkę oczy nie da się moknąć zgodnością zaśmiał się, a podłoga skrzypiały pod jego Kama sami ze względu skóry odprowadziłem go do drzwi potem wróciłem do mojego pokoju, który nie był już pusty Żuk pozostawił w nim cienką igłę z papierosów i talerz wyczyszczone z okruchów obok nich leżą plik listów od jego brata w biegu na ulicę, żeby mógł oddać, ale rozpłynął się wilgotnym Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj podcastów TOK FM bez reklam. Wybierz pakiet "Aplikacja i WWW" i słuchaj wygodniej z telefonu!

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA