REKLAMA

Odcinek 9. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-16 21:50
Czas trwania:
11:29 min.
Udostępnij:

Odcinek 9 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
byłem wściekły na Żuka nie dość zjawił się nieproszony zasiał niepokój niejasnymi sugestiami na temat Marii to podstępem zwalił na głowę historię swojego brata, a przecież mój pobyt w Warszawie wciąż zależą od woli Polic majstrów, gdyby listy wpadły w ich ręce, gdyby powiązali Żukiem wystarczył 1 podpis i musiałbym wracać do Irkucka rzuciłem pakiet na dno szuflady zapomniałem odnalazłem go kilka tygodni później, kiedy szykowałem się do przeprowadzki wymiotło Rozwiń » swój pokój ze wszystkiego oprócz kurzu i tragarzy zabrali kufry, a ja na wszelki wypadek raz jeszcze otwierałem drzwi szaf wciskałem dłonie w głąb półek wyciągałem szuflady biurka komody w najniższej pod płachtą Kurier, który wyjście biłem dno wymaz całym plik kartek przez chwilę zastanawiałem się, czego zostawić czy zabrać ze sobą trzeba było zostawić coś jeszcze usłyszałem za sobą głos woźnicy z Trybunałem się odruchowo usunąłem pakiet do kieszeni, gdy usadowiły się w dorożce zerwałem sznurek listy wysypały się na kolana postrzępione krawędzie plamy stearyny potwierdzały, że Żuk czytał wiele razy zaciekawiło mnie, czego w nich szukał, czego nie znalazł skoro przyszedł do mnie rozprostować na kolanie, więc całe ćwierć arkusz wycięty z opłaty kancelaryjne papieru z trudem słowo posłowie rozszyfrowała opis burzliwego morza, z którego wyrastały ostre zęby skał zarys klifów obraz czarnych plaż z rozkładającym się na nich cielska ami wraków jezior błota i wielkich jodeł na stokach nieustannie zamieszkanych przez wiatr niewiele więcej mogłem wyczytać w prawie połowę zdań Zaczernie cenzor, ale z tego co zostawił udało się odtworzyć szczegółową mapę piekła tylko komu mogła się przydać taka mapa z listy na list skreśleń było coraz mniej w pierwszych autor pisał tam i u nich, a każde zdanie naznacza obrzydzeniem pogarda pewnie miała ochronić przed dotykiem czarnego miału pod stopami i nie pozwolić, by znał się błotem i znikną, ale mijały tygodnie wyznaczane kolejnymi listami i tam zmieniło się tu nie było już u nich tylko u nas zima zmieniła się wiosny zmarznięte bagna łąki bezimienny cienie miały już imiona, jakie życie powoli zmienia się też język, którym pisał wtrąca pojedyncze rosyjskie razy potem całe zdania zapisywał w języku, który jeszcze niedawno musiał parzyć go w usta z czasem i ten dziwny pomieszano język zaczął się psuć zdania rozsypywały się coraz trudniej było mi pojąć ich sens litery też były coraz to ślad się jak dziecka niekiedy zamiast słów pojawiały się znaki jakiegoś nowego alfabetu ich hieroglify plecionymi nie dyskami zwierząt wariował to była pierwsza myśl nic nadzwyczajnego mógłbym opowiedzieć kilkadziesiąt historii o ludziach, których mózgi milczały samotności bicie wiecznej nocy i nieleczonych chorób zmieniali się gadające kukły, które przeżywały w kółko swojej krzywdy szukały rozrzuconych po ziemi znaków zostawionych przez Boga albo diabła bez znaczenia gadali 12 również w listach, które wszakże nie przypominały tych przyniesionych przez Żuka tamte zostały zbaw albo przeszli oni w tych coraz cichszy był głos autora i coraz trudniej było odpowiedzieć, kto tak naprawdę pisze, jakby autor zmienił się w narzędzie spisywał to co dyktują jakimś obcym języku albo w języku, który sam tworzył, żeby opowiedzieć o świecie, gdzie nie obowiązują ludzkie prawa, gdzie jakieś inne moce wyrabiają liście gałęzie i słońce spod horyzontu trzymają kamienie w stosie nie pozwalają spadać gwiazdą zmieniają wodę lód każą pisklęcia przebijać przez skorupę, a kobietom krwawić, zanim pocznie się w nich nowe życie w tym dziwnym języku autor na nowo wiązał słowa i rzeczy decydował, gdzie jest Góra, gdzie dług oddzielał jasność od ciemności dobro od zła łączył żywe martwe nowe rodzaje gatunki spisywał prawa ludziom zwierzętom, a człowiekowi historii i reguły, które rządzą jego losem jego opowieściach mieszały się czasy, więc nie wiedziałem co widział na własne oczy, a co zdarzyło się przed wiekami albo wcale co sam wymyślił co było historię, która krążyła dotąd z ZUS do ust, więc postanowił Zaczernie uczniom papier w listach obok żywych ludzi pojawiło się gadające niedźwiedzie Orły lisy, które wykradają ludzkie dzieci pół bogowie, którzy wyprawiają się złożony do boskich krain tu ruch, które mieszkają w ogniu zielarze postrzępionych gałęziach i kobiety z wagonami pełnymi kamiennych zębów, które pozbawiają wędrowców męskości oraz życia wiedzieć na co czekasz krzyknąłem, kiedy zniecierpliwiony Woźnica odwrócił się na Koźle dorożka stała pewnie już piątą minutę w chmurze Końskich ludzkich oddechów przecież jesteśmy na miejscu rusza dalej zapłacę przydałby się jakiś adres podniosłem głowę nad postrzępione kartek zapisanych słowami, które wzrastały się ze sobą i wyglądały jak błękitne cienie jedź, dokąd chcesz wszystko jedno ostatni list wciąż miałem w ręku Piłsudski pisał w nim o bliźniętach, gdy po Bożym Narodzeniu oświadczyłem się Marii postawiła mi tylko 1 warunek ślub ma się odbyć jak najszybciej zgodziłem się jeszcze na to, żeby po Cichej ceremonii u Wizytek jakiś czas wróciła do matki ja po przeprowadzce z mojego kawalerskiego pokoju na murawie przeniosła się do siostry i zakopałem w stertach starych gazet czy bywałem z nich nawet ogłoszenia o zbiórkach dla ubogich, choć nie miałem nic czym mógłbym się dzielić, ale po 20 latach postu każdy strzęp za drukowanego papieru był dla mnie jak rozdział to stoją albo ten dala myślałem, że czekając na nią poznam na nowo świat, który podczas mojej nieobecności przetestował karabiny maszynowe na bojownikach króla lobbingu uli oszalał na punkcie ramieniu twórczości i wsparcie wiał po sprawie Dreyfusa, lecz mijały tygodnie, a mnie było coraz trudniej nietykalny z żoną razem chodziliśmy do zachęty i razem śmialiśmy się na rejach, ale także ale kiedy próbowałem zbliżyć się do niej pod moim dotykiem skóra zmieniała się z Marmą trzeba się spieszyć myślałem chociaż, starając się schwytać spojrzenie lądowałem zwykle dekolcie albo w okolicach wgłębienia nad obojczykiem potrzebuje czasu, żeby się oswoić przekonywałem swoje pragnienie, które przypadkowe muśnięcie skóry zmieniały tortura dobiegała 30 lat, ale wciąż miała Jedwabne włosy niezmącony oczy pachnący odę ze mnie został mocno wysłużone korpus niepewne ręce czaszka przesłonięta pasmami srebrnych włosów tylko co to zmieniało wzdłuż kręgosłupa łaził mi przeklęty bies, który konsol i gadał jesteś bohaterem wycierpiały siłą sobie nie Czekaj bierz jak brałeś jednak tam miały twarze Ogorzały od słońca mrozu spierzchnięte usta, które całowały, jakby przeżywały mięso i twardy dłonie wyciągnięte po to na co same miały ochotę, a Maria była jak Madonna obrazów girlanda AJA naraz monumentalna słój z eterem jak miałem go rozbić i nie ulotni gazu wciąż gadaliśmy, a to wielkim meteorycie, który spadł na zamarznięty Bałtyk, a to pierwszej kobiecie doskonała na krześle elektrycznym czytałem jej na głos ziemię obiecaną, która właśnie wyszła u Gebethnera i Wolffa, lecz nigdy nie pytałem o przeszłość i sądziłem, że tego właśnie oczekuje, więc w nagrodę otrzyma więcej niż mogłem żebrać tuż po ślubie, ale w końcu zacząłem się niepokoić, że moja żona żywił gorące uczucie, lecz nie do mnie kochała swoją ofiarność i spojrzenia mężczyzn, którzy zauważyli ją i zaczęli żądać dopiero wtedy, gdy wybrała okaleczonego na czele i duszy przybłęda jej miłość potrzebowała publiczności tylko cudze spojrzenie sprawiało, że była w stanie zdobyć na dotknięcie mojej dłoni na bliskość ramion niemal czuły pocałunek w policzek, żeby skonsumować małżeństwo miałem, więc puścić do sypialni ów Warszawy może ustawić łóżko na scenie Rozmaitości był jeszcze 1 problem wstydliwy nie chodziło jednak syfilis leczyłem się z niego jeszcze w Irkucku natomiast odpowiednie papiery, które pokazały mojej teściowej tuż przed ślubem wraz z bezterminowym pozwoleniem na pobyt w Warszawie chodził ruble, a raczej ich brak, bo honoraria za moje artykuły poszły na celebrowanie narzeczeństwa krawca, który obciął mnie po warszawsku, a pisarz we mnie zdechł, więc pospiesznie pogrzebałem trupa, żeby nikt nie zauważył jak cuchnie o wynajęciu nawet skromnego apartamentu, gdzie w, jakiej takiej intymności moglibyśmy skonsumować nasz związek nie było mowy dlatego musiałem wykopać zwłoki powyciągać szuflad porzucane pomysły i rozesłać świat na warszawskiej redakcji ani na tutejszych wydawców nie liczyłem wcale ich kopie nowe stawki za wiersz nie dawały nadziei na rychły koniec białego małżeństwa takie czasy, że się bardziej opłacało być podrzędnym rosyjskim Pisarczyk jem niż polskim literatem no, chyba że Sienkiewiczem ja nie byłem nie szkodzi wkrótce z Moskwy przyszedł kontrakt zaliczka zamknąłem się, więc w pokoju, żeby skończyć powieść, której tematu bohaterów ani przebiegu zdarzeń nie pamiętam, bo nie warto liczyły się pieniądze, dzięki którym mogły wynająć loże teatrze wozić powozem do Natolina on mnie Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj wszystkich audycji Radia TOK FM kiedy chcesz i jak chcesz - na stronie internetowej i w aplikacji mobilnej!!

Dostęp Premium

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA