REKLAMA

Odcinek 11. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-14 21:50
Czas trwania:
10:41 min.
Udostępnij:

Odcinek 11 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
długo nie dałem się pod drzwiami sypialni, zanim uchyliły drzwi i dr podał mi zawinięte w Servette ruchu było lekkie właściwie nic nie ważyło przecież nie trzymałem w rękach chmury zaniosłem do gabinetu położyłem na biurku Wierchu Jański nad Łyną wiedziałbym co robić, ale cóż miałem począć z martwym noworodkiem w Warszawie zapaliłem papierosa potem rozwinąłem serwet to był chłopiec niewiele większy niż dłoń alabastrowe skóra pod warstwą śluzu zaciśnięte Rozwiń » piąstki sina pępowina owinięte ciasno wokół szyi wylałem wódki skrawki chustka przetarła mu twarz i czekałem aż otworzy oczy schowałem go o świcie grabarz był zbyt pijany, żeby wykopać dół wyrwałem mu szpadel przyszła odwilż, ale ziemia wciąż była twarda nie były przepisowe 2 marsz szyny mniejsza byle nie wykopały go psy włożyłem zawiniątko do dziury zasypały mieszaniną ziemi śniegu grabarz chwiejąc się na nogach zaintonował Święty Boże dałem mu ćwierć rubla, żeby przestał muzyki wystarczy mi krzyk Marii, który wciąż słyszałem w mojej głowie żadnych słów tylko przeciągłe wycie i ukryte w nim oskarżenie są mi zrobiłeś, gdy wróciłem z Powązek moja żona nie zapytała martwe dziecko dzień później też nie ani po tygodniu ani po 2 tak jest lepiej myślałem niech się zajmie tym co zostało nam wkrótce się zajęła, jakby chciała za krząta się na śmierć przez chwilę sądziłem, że w ten sposób stara się wymazać wspomnienie o śmiertelnej pułapce, którą zmieniło jej ciało, ale to było coś więcej nie siedziała w domu nawet miesiąca manka bez kłopotu znalazła na nalewkach szesnastoletnia dziewucha 2 tygodnie wcześniej urodziła swoje z nieznanego ojca, więc jeszcze 2 i wylądowałaby na ulicy, ale dostała robotę u nas jak już dostała mała kara przez cała się do piersi moja żona złożyła futro swojej matki i kazała jeszcze na Bracką Malarni porcelany Fijałkowskiego zamówiła serwis ze złotym monogramem mi potem pojechaliśmy na Miodową w magazynie meblarskim Szczota szukała materiału do wypisywania starej sofy i foteli jeszcze tego samego dnia kazała wynieść moje książki do introligatora i obić pasiaste zielone płótno, które lepiej śmiało komponować barwą kota w oknach każda wyprawa kończyła się Uherce ego 2 piętra magazynu w paryskim stylu was apartamentami dla właścicieli i na wynajem na górze walnie jeszcze wyżej spiczasty wieżyczki orientalnym stylu nie tutejszy widok tylko gapie, którzy oglądali przez szybę łodzian futra manekiny jak najbardziej tutejsi moja żona zaczynała od parteru zanurzał ręce po łokcie w stertach szali naciągał na palce rękawiczki z Koziej skóry potem ukazała się wprowadzić na piętro, żeby pod nadzorem nad, pakując go subiekt rozprawiać czy lepiej będzie jej opiniującej biodra suknie od sióstr Paka czy bardziej rozłożysty modelu, ale na ferie Air, kiedy po 3 dniach zdecydowała się na szefa nowego dukata zabrali ją do przymierzalni urządzone jak otoczony lustrami buduar zdjęli miarę za 4 tygodnie miała przymierzyć suknie nie zdążyła, choć grała w gorączce, jakby dopiero teraz, rodząc ludzkie szczenięta obudziła się do życia i tydzień chciała odrobić przez pana lata wyrzucała stare krzesła pościel naczynia sztućce, żeby ślad nie został z przeszłości ani jej ani mojej, a jeśli już coś miało pozostać upycha lato w szafach i za szybami kredę psów wszystko co nam się do tej pory po przykleja do pamięci podeszła i powiek mogło zagrozić jej nowemu życiu przecież tego właśnie chciałem miałem żonę dziecko dom może nawet jakąś przyszłość mimo to nieustannie się obawiałem, że ktoś przyłapie mnie na kłamstwie 1 z tych większych, kiedy okłamuje nie tylko innych, ale siebie byłem niezłym aktorem z niezmiennym przekonaniem, że tak powinienem tego pragnę odgrywały przed światem uważnego męża zaangażowanego ojca nie przesiadywałem ule dzisiejsza więcej niż 3 wieczory w tygodniu co najmniej 2× dziennie tuliła dziecko miny robiłem umiarkowanie krzywe, żeby nie rozpłakała się na mój widok całowałam je w czoło przed snem Marii nie pokazywałem znudzenia podczas prawników raz miesiącu wliczały domowe rachunki, bo ukrywałem debaty w towarzystwie wygłaszał monologi utyka ze słów ulga szczęście miłość dom nad, których sensem starałem się nie zastanawiać liczyła się tylko intonację lekkie wibrator, które osiągałem, odbijając słowa przepony i rozszczep mają w gardle, żeby wydobywały się jednocześnie ustami nosem w ten sposób każdy blef nabiera powagi, a pozór zaczyna przypominać prawdę kochałem Maria, chociaż nie kochałem naszego wspólnego życia coraz dłuższych momentów ciszy między nami od mierzonej naparstki ami czułości i sekretów, które coraz bardziej oddalały nas od siebie w lutym pod czujnym okiem tragarzy rozstawili nowe meble i Rostów lali po podłogach Smer chińskie dywany, ale poza dekoracjami nic nie zmieniło w naszym wspólnym świecie każda kolejna godzina minuta powtarzała inną godzinę minutę wczoraj przedwczoraj sprzed tygodnia rano budziłem się sam spotykałem Marię przy śniadaniu całował w czoło potem emigrowała do gabinetu z papierosami filiżanką kawy siedziałem w nim aż do obiadu potem przychodzi czas na wizyty rewizyty sprawunki rachunki kolację rozczesywanie przed snem gęstych jak i włosów mojej żony każdego dnia czekałem na tę chwilę największej bliskości między nami prowadziłem szczotkę od czubka głowy nad uchem przez szyję w dół placów, przeskakując z kręgu na krąg aż do miejsca, gdzie kręgosłup znika między pośladkami pozwalała całować kark pieścić koniuszki uszu unosić wciąż brzmiały pierwsi starałem się w nieskończoność przedłużać ten wieczorny pacierz za miłość tak było i tamtej nocy, kiedy przyszli do mnie możesz mi stała w drzwiach mojego gabinetu jeszcze chwilę odwróciła się i odeszła, ale zostawiła otwarte drzwi nie wiem czy zauważyła otrzymałem w dłoniach nie chciałem, żeby wiedziała wolałem ukryć przed nią moje spotkania z Żukiem i listy jego brata, który trzymałem w domu, narażając ją dziecko z siebie sądziłem jednak, że ryzyko jest niewielki rewizja nie było powodu tak jak obiecałem moim protektorem naukowych sfery Petersburga trzymałem się z daleka od politycznej roboty, a może jednak chciałem sprowokować los nie pamiętam tak jak tego czy wychodząc z gabinetu schowałem list w skrytce pod szufladę biurka czy został na blacie obok sterty za drukowanego papieru poszedłem z żoną do sypialni usiadłam na łóżku czekałem aż Maria pochyli się jej twarz ukryje Bursztynowym parawanem gęstych włosów chrzcić będziemy u Wizytek powiedziała raz w kwietniu jak będzie cieplej chrzestną poprosimy twoją siostrę przytaknął, a jutro zawiezie mnie na cmentarz w zakład tak spokojnym tonem, że nie od razu dotarło do mnie, o co prosi, kiedy zrozumiałem poczułem ulgę płakała objąłem ją delikatnie chciałem opowiedzieć naszym maleńkim dziennym synu jak płynął przez morze leciał klucz żurawi wspinał się na złotą górę, gdzie czekaliśmy na progu jego nowego domu, żeby go całować przeprowadzić za próg nie zdążyłem po mieszkaniu rozniósł się łomot ktoś dobijał się do drzwi służąca już wyszła manka wciąż sypiała Klary, więc sam musiałem otworzyć byłem uzbrojony tylko szczotkę z sierści dzika Bogu dziękować nie złapałem po drodze Belgijki, która naładowana czekała w szufladzie biurka próba obrony musiałaby się skończyć po strzałami w głowę i piersi oraz szybkim zgonem przy okazji dostarczyłby żandarmom doskonałego alibi stawiał opór nie tylko czekali na pretekst, żeby się pozbyć niewygodnego przybłęda było ich 6 najmniej 1 moją wlewając złożone i manka rozkrzyczany dzieckiem na rękach 2 żandarmów z bagnetami na lufach, zanim oficer policji tajniak, którego widywałem, kiedy kręcił się wokół domu aria gardy para Polic majstrów bez mundurów za to Revol ramię w łapkach przepychali mnie przez korytarz do gabinetu i osadzili na krześle, jakim prawem dopytywałem bez sensu mam pozwolenie na pobyt w Warszawie mogę pokazać ostre zbocza musiało wystarczyć za wyjaśnienie oficer grzebał w mojej biblioteczce rozrzucał notatki kartkował w pośpiechu książki rzucał na ziemi tajniak pokazywał pozostałe, gdzie szukać przez otwarte drzwi widziałem jak moja żona próbowała własnym ciałem zasłonić świeżo zabitą kanapa w końcu oficer nas to jeszcze dżentelmen wziął ją pod rękę i wyprowadził do kuchni leciało pierze poduszek strzelały sprężyny, a ja próbowałem uspokoić tych nie bałem się bólu bałem się własnego spojrzenia, które mogą im wyjawić, czego powinni szukać wyprowadzili mnie, zanim skończyli rewizję obróciła się w drzwiach, żeby jeszcze raz spojrzeć na moją żonę nie zobaczyłem na jej twarzy ani rozpaczy ani strachu tylko dziwny spokój, jakby nie po raz pierwszy miała zostać wdową po Zakopanem Bóg wie gdzie, ale wciąż żywym trupie Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj podcastów TOK FM bez reklam, oraz sprawdź jak działa nowe internetowe radio TOK+Muzyka. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj wygodniej w aplikacji!

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA