REKLAMA

Odcinek 13. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-12 21:50
Czas trwania:
10:45 min.
Udostępnij:

Odcinek 13 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
dlatego przeszukali moje mieszkanie szukali dowodów, że mam coś wspólnego z nielegalną manifestację pod pomnikiem Mickiewicza i pretekstu, żeby się mnie pozbyć Warszawy, ale znaleźli coś wartego znacznie więcej listy, które były dowodem, że ja Płotka mam kontakt z kimś znacznie dla nich cenniejszym i mogę ich do niego doprowadzić zabawne prawdziwym autorem przemówienia i celem żandarmów był ten sam człowiek Żuk Piłsudski, ale wtedy nie wydawało mi się to śmieszne Rozwiń » nie miałem już nawet siły, żeby się bać chciałem się tylko położyć, chociaż na chwilę zamiast tego siedziałem na stoku godzinę 2 nie pozwalali mi się osunąć zasnąć na podłodze potem gnali do celi, żeby przez chwilę poziom nadzieją, że się zwala na płycie zgasną jak dmuchnie ta świeca, ale zrywali mnie, zanim zdążyłem zamknąć oczy znów nie ja spać ich wrzask docierał do mnie przez szum w uszach gęstniejącą mgłę trzeciej nocy została ze mną na stałe ostre były już tylko przedmioty coraz węższym kręgu naprzeciw mojej twarzy otaczała je migoczące obwódka każdy rozbłysk był jednocześnie ostrym ukłucie w mojej głowie, więc nie musieli mnie bić wystarczył krzyk, kiedy opadały powieki ból zadawałem sobie sam, spadając po stromych schodach w głąb siebie, ale na dole była ta sama sala ten sam stołek ten sam zaduch ten sam mężczyzna i te same groźby pomyśl co stanie się twoją żoną dzieckiem, kiedy wrócisz na dworku to nie proszę wystarczy, że nam powie, gdzie nie jest puści będzie wolno niczego bardziej nie pragnąłem wrócić do domu wrócić do niej doczołgać do drzwi dać odprowadzić do łóżka ograć palce w jej dłoniach to było więcej niż pragnienie skowyt zwierzęcia samo uczącego się we wnykach byłem gotów dać im wszystko, czego chcieli, ale wciąż ostatkiem sił zaciskał szczęki mocno, żeby słowa same nie wypadły mi u wypadały w snach, a śniły mi się te same koszmary, które rozgrywały się na jawie labirynt korytarzy drzwi otwierane moją głową podłoga wyszli chowanych cegieł uderzenie w podbródek, żebym podniósł wzrok portret na ścianie gęba śledczego powodujące zaćmienie najjaśniejszego oblicza, gdzie on jest nie znamy nie wiem nie pamiętam na finał był inny śledczy dostawał co chciał, a adres w Łodzi konspiracyjne dane Żuka nazwiska kontaktów w następnej scenie były już w domu, chociaż czasami zamiast mieszkania Nasiennej widziałem wnętrze jurty, a w niej inne kobiety inne dziecko nie budziłem się przerażony zlany potem, bo nie budziłem się wcale po 3 może 4 dobach nauczyłem się zasypiać i nic nie, zamykając oczu, siedząc na stołku albo, stojąc w celi twarzą do ściany po 5 nie były już pewien co jest jawą, a co snem wtedy znów zacząłem się bać żebra bezwładnie opadł na płuca zacisnęła się tchawica, a ja otworzyłem oczy łapałem oddech ustami jak odratowano topielec obudziłem się w ciemności wymagałem piec kafle wciąż były ciepłe to nie hut wyrwał mnie ze snu, ale cisza nikt na mnie krzyczał drzwi pozostawały zamknięte skurczyły się w koncie czekając aż strażnicy wpadną do celi nikt nie zjawił próbowałem wypatrzyć w ciemności oko Judasza, lecz było zasłonięte puste wtedy zrozumiałem, dlaczego pozwolili mi spać doskoczył do drzwi okładała pięściami i wołałem straże potem zamilkły nasłuchiwał MO usłyszałem odległe kroki w korytarzu zbliżały się szybko odsunąłem się stanął na baczność tyłem do drzwi, ale Echo odkrytych butów minęło moją cele krzyczałem żadnej reakcji tylko jeszcze więcej kroków do tego odgłosy szarpaniny i ryk, jakby ktoś próbował zagnać do klatki przebudzony go niedźwiedzia narastał potem ucichł na chwilę wtedy usłyszałem odgłos tępego uderzenia i łomot zatrzaski vany drzwi znowu odezwało się wycie, ale tym razem cichsze wygłoszone przez ścianę wsłuchiwałem się jego melodie przez chwilę było jednostajnym krzykiem potem zmieniło się lament i terkot niezrozumiałych słów zamilkło dopiero nad ranem już nic ode mnie nie chcieli żadnych przesłuchań budzenia w nocy bicia, kiedy wyciągali mnie na spacerniak wołałem, że muszę się widzieć ze śledczym, że chce odwołać zeznania, ale kazali mi dać krążyłem, więc wokół dziedzińca i wsłuchiwałem się w bełkot szaleńca dobiegający z okna na pierwszym piętrze odmawiał jedzenia krzyczał, że chcą go otruć to były jedyne jego słowa, które mogłem zrozumieć po 5 dniach zaczęli karmić go sił słyszałem charczenie i wycie przerywana odgłosami dławienia dusił się papką, którą wlewali do gardła dzień noc dzień i znowu kroki gęsto od kroków podwójne wrota usłyszałem jak strażnicy otwierają drzwi jak wyciągają więźnia z celi i ciągną w stronę schodów wykrzykiwał jakieś słowa, ale nawet nie domyślałem się ich sensu przycisnąłem oko Judasza, lecz ktoś plecami szczelnie zasłania widok odwróciłem się dochodziło południe cela była poprzecinana pasmami światła, które wciskały się między deskami zasłaniającymi widok na dziedziniec, zanim doszedłem do okna przeciąłem kilka kurtyn z połyskujących Drobin kurzu podsunął stołek stanął na nim szukałem rozstępów albo dziury po Sęku, przez które mógłbym dostrzec wyjście z pawilonu znalazłem Szczerbę, więc czołem opartym o kraty i Brodów wspartą na parapecie patrzyłem jak otworzyły się drzwi, ale tak nie mogłem dostrzec więźnia oddzielali mnie od niego żandarmi, którzy trzymali go pod ramiona i unosili nad ziemią, próbując unikać jego wjeżdżających mógł, kiedy wepchnęli go na spacerniak zatoczył się, a potem skulił przykucnął przy furcie i kołysał wprzód i w tył jak skrzywdzone dziecko podnieśli go przez chwilę stał sztywno na nogach potem zaczął biec, pozostawiając na ośnieżonym dziedzińcu rozciągnięte ślady podaż w i uderzył opłat upadł, kiedy się podnosił przez mgnienie oka dostrzegłem jego twarz wydawało mi się, że ją znam sięgnąłem po łyżkę wcisnąłem trzonek między szczeble, żeby poszerzyć szczeliny Cichy trzask deska przesunęła się od ćwierć cala wystarczyło wyjrzałem na zewnątrz nic się nie zmieniło tylko śnieg pokrył dziedziniec cienką warstwą połyskującej bieli przeprosił też włosy i ramiona więźnia znów Kuca pod płotem kiwał się w rytm melodii, którą w głowie grało szaleństwo, ale tym razem jego twarz patrzyła w stronę skrzydła, w którym znajdowała się moja cela nie mógł mnie widzieć, ale nie miało znaczenia byłem pewien, że Żuk mi się przygląda tygodniu pognali mnie do łaźni, w której stała balia z zimną wodą strażnik rzucił kawałek mydła i kazał się być ściągnąłem cuchnące więzienne łachy pod nimi ujrzałem żałosny krajobraz hałdy pożółkłe skóry poprzecinane sinymi pasami wzdłuż linii żeber zapadnięte brzuchy skurczony penis kolana sterczące jak samotny skały na pryczy drewnianej skrzyni czekały moje cywilne ubrania pod nimi znalazł obrączkę i nad wartą fotografie z pieczęcią florenckiego Atelier Molina arii nowożeńcy w podróży poślubnej ona ma na głowie kapelusz z szerokim rondem ja trzymam w dłoni słonko owego kanoniera z nowym zdjęcie dopóki RSU oddali go z całą gotówką zatrzymali tylko paczki cygaretek i listy Bronisława u żyłami dość już namieszały w moim życiu dowódcą eskorty był stary Czeczen, który po polsku nie znał ani słowa zaś po rosyjsku potrafił tylko wykrzykiwać rozkazy siadaj pociąć ręce z kieszeni pojazd stoczył się po stokach Cytadeli, ale ja byłem już przy żonie dziecku nie dziś tylko jutro i 10 lat całe życie jak 1 ruchomy obraz podobny do tych cyrku czyni celnego dużo światła śmiech ruchliwe twarzy i szerokie gesty, więc nie trzeba było podpisów to miłość ufność troska szczęście wierzyłem, że tym razem nam się uda ochronić przed moją przeszłością, a jeśli wróci uciekniemy do Włoch do Paryża Londynu byle razem, gdy nie wierzyłem mocniej nie miała wyjścia skoro po drugiej stronie była rozpacz i narastające poczucie winy próbowałem je utopić w lepkim przekonaniu własnej dobroci i silnym postanowieniu, że od tej chwili liczyć się będą dla mnie tylko żona i nasze dziecko, ale im bardziej wierzyłem jakieś szczęśliwe zakończenie tym strach był większy w końcu ktoś odkryje prawdę mojej zdradzie ktoś o nich opowie nasz wózek zatrzymał się pod kamienicą przy Siennej oficer wyrzucił za mną bagaż podniosłem go spojrzałem w górę nikt nie wygląda okiem pomyślałem o Marii o tym, że powinien mi wszystko wyznać natychmiast, zanim zabraknie mi odwagi, ale zaraz przyszła druga myśl czy mam prawo zrzucić na nią ciężar, którego sam nie były w stanie unieść Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj podcastów TOK FM bez reklam. Wybierz pakiet "Aplikacja i WWW" i słuchaj wygodniej z telefonu!

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA