REKLAMA

Odcinek 16. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-09 21:50
Czas trwania:
11:47 min.
Udostępnij:

Odcinek 16 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
druga lokomotywa, która popychała pociąg później posłana została po pomoc nie dotarła do celu zatrzymały ją z zaspy parowóz zawrócił jednak po drodze musiał się przebijać przez zwały świeżo omawianego śniegu rozpędzał się, więc i rozbijał je własnym impetem w tym czasie wiatr wciąż dymi śniegiem, ograniczając widoczność do niecałych 50 są różni, a kierownik pociągu nie dopilnował, by na końcu ostatniego wagonu paliły się lampy maszynista w ostatniej Rozwiń » chwili dostrzegł wydłużający się w zamieci pociąg zaczął hamować, ale było już za późno zdążył wyskoczyć z parowozu ocalił życie chwilę później ostatni wagon zmienił się sprasowane bryły żelaza drewna szczęśliwie był to wagon towarowy wypełniony po sufit co cięższym bagażami podróżnych, więc szczątki kursów wbiły się zaspy i pokolorować je ubraniami pasażerów przedostatni wagon wypadł z torów, ale podróżni dawno przenieśli się do przedziałów tuż za lokomotywą nasza kolacja leżała na podłodze wymieszana z porcelaną szkłem podlana herbatą i nalewką uderzenie rozrzuciło nas poprzeć, ale moja głowa zawadziła o mosiężny uchwyt do unoszenia okna straciłem przytomność nie wiem jak długo, zanim się ocknąłem poczułem zapach perfum Anny otworzyłem oczy tym razem to ona uchylała się nade mną i przebywała ranna mojej skroni próbowałem się poderwać, ale przetrzymały mniej zaskakująco silne ręce jak się pan czuje nic nie jest pozwoliła mi usiąść, ale ja zerwałem się i ruszyłem korytarzem w stronę lokomotywy przeskakiwały nad porozrzucane to była i kałużami odłamków z rozbitych szyb trzeba jak najszybciej je poza tykać inaczej zmarnujemy konduktor skinął głową, ale wciąż wygląda na ogłoszonego po drodze napotkałem Jewgienij Trofimow Wicia jego małżonkę którzy, korzystając z zamieszania przenosili swoje bagaże do wagonu pierwszej klasy jak mamy tu pan rzecz to przynajmniej w komforcie rzucił w odpowiedzi na moje zaskoczone spojrzenia naczelnika pociągu znalazła przy rozbitym parowozy jego kocioł wygląda jak wielki dymiących granat, który za chwilę eksploduje naczelnik próbował zagonić do wnętrza pasażerów przeczesują tych zaspy w poszukiwaniu swoich rzeczy albo nadziej na łatwy zysk ci, którzy oparli się pokusie otaczali go ciasnym kołem co teraz dopytywali widziałem panikę w jego oczach jeszcze raz spróbujemy się przebić robotnicy zaraz zaczną oczyszczać tory, ale nie zaczęli zażądali natychmiastowej zapłaty za dotychczasową pracę Stali swoich lądować małe kożucha i powiązanych pod brodami czasach grozili, że jeśli nie dostaną pieniędzy zabiorą żywność i wyruszą na najbliższą stację im ogłoszę to udać nam przyszło, by paść po drodze z wyczerpania zimna bolała mnie głowa zgarnął garść śniegu ściągnąłem czapkę i przełożyłem czaszki gorsze było przenikające przez skórę poczucie wszechogarniającego chaosu teraz to ja byłem skrzynia, z której wysypały się myśli emocje plany to co do tej pory trzymało się swoich przeróbek splątał się, a ja nie wiedziałem już co robię pośrodku niczego w drodze donikąd wyszarpnął łopata 1 z robotników wbiłem zaspy śnieg był ciężki zbity z trudem wyrwałem bryły odrzuciłem na bok kolejną jeszcze jedno machał łopatą jak opętany, gdy naród do boju wystąpił z orężem panowie o czynszach radzili, gdy naród zawołał umrzemy lub zwyciężymy panowie w stolicy bawili wciąż byłem pod wiatr, kiedy za łopatę chwycił naczelnik pociągu jeszcze 2 konduktorów po chwili już tuzin łopat przebijał się przez zaspy po godzinie pozwoliłem się zmienić potem wróciłem do pracy około północy lokomotywa szczepione od reszty pociągu uderzyła szczątki zaspy, kiedy powtórnym uderzeniu przebiła się na drugą stronę rzuciliśmy się sobie w ramiona czapki poleciały w górę parowóz się wycofał robotnicy ocieplili do niego 2 wagony, w których tłoczyli się wszyscy pasażerowie kupiec polis umów w milczeniu tulił do piersi okutany futra dzieci jego żona rozdawała herbatniki sąsiadką przyjechaliśmy nie więcej niż 2,5km, zanim lokomotywa znów nie utknęła w Zaspie nie było już ani pierwszej ani drugiej ani trzeciej klasy nie było kupców pierwszej drugiej trzeciej ligi radcy tytularny mieli prawo do takiego samego skrawka ławy jak sekretarze prowincjonalni nie było wstydu Anna trzęsła się z zimna, która na moje ramię ściągnąłem rękawiczki rozdziałem dłonie oddechem i położyłem jej na policzka pochyliłem się niemal dotykałem ustami jej ust nie pamiętam czy mówiłem do niej po angielsku rosyjsku polsku nie wiem czy w ogóle nie słyszała było wszystko jedno nie chciałem już dłużej gadać tylko ze sobą życie wśród sekretów bywa gorsze niż samotność w celi wiedziałem coś o tym, dlatego wyznałem Annie, że moja wyprawa to blef w uciekałem oficjalnie przed ochroną dzięki przyjaciołom z Petersburga wyszedłem z Cytadeli, ale Polic magistrze nie potrafili znieść, że im się zamknąłem dlatego w każdej chwili pod byle pretekstem mogli znów mnie dopaść i wysłać do Irkucka na swoich zasadach albo zemścić się jeszcze perfidnej, puszczając w obieg informację, kto wydał Żuka jedyne co mogłem zrobić to wyprzedzić ich ruchy plan był prosty samemu wyjechać na wschód i zbierać materiały do kolejnego dzieła, za które kupię sobie wolność, ale to był tylko pretekst tak naprawdę uciekałem przed życiem, które wciąż nie chciało mi się udać bo kiedy Maria pytała co wydarzyło się w Cytadeli wciąż kocha jak długo marzyć widmem własnego męża niż chciałem ciężar kłamstw starał się jednak nie do zniesienia, ale lęk, że wyjdą daje zaciskał Stryczek naszej miałem ochotę wykrzyczeć, żeby przestała pytać, zanim się dowie, że jest żoną zdrajcy z każdą upiorną nocą i każdym dniem, kiedy braku innych zajęć rozdrapywać swoje poczucie winy nasze mieszkanie zmieniało się nieco bardziej komfortowe więzienie musiałem się z niego wyrwać musiałem odejść, ale tak, by nikt nie zrozumiał, dlaczego wyprawa była idealnym rozwiązaniem dla mnie Maria wcale nie chciała się zgodzić, żeby znowu zniknął dla nas szansa tłumaczyłem bez wiary z Petersburga już przyszły pieniądze na ekspedycję możesz mieć, dokąd wrócić groziła najwyżej rok odpowiadałem jeszcze jedno kłamstwo wybuchała płaczem albo trzaskał drzwiami, ale mimo to teraz kojarzy nadzieję, że ucieczka na wschód rozwiąże wszystkie moje problemy mówiłem Annie, ale nie powinna jechać dalej jeśli tylko się stąd dostaniemy wraca do domu tu nie spotkacie nic dobrego pewnie mówili, że tu ludzie zmieniają się zwierzęta to nieprawda nie ma nawet słowa, żeby ich nazwać kiedyś do Wierchu Gdańska przyjechał urzędnik zwyczajny człowiek teraz nie poznałbym go w tłumie przywiózł ze sobą dziewczynka mogła mieć 13, a może 9 lat nie była jego córką pijany polecał każdemu młode jak krótki po słusznej drogi, zwłaszcza zimą, gdy w USA panuje głód są może trochę brudny, ale przecież z tym nasze oswoić był niewydolny przecież wyrwał dziecko z nędzy karmił było dla niej dobry nigdy nie usłyszałem głosu ciała nawet wtedy, gdy wymierzył jej policzek za miskę rozsypanych solonych sucharów ze Struga zabawki korzeni konia taka lalkę bawiła się nimi klęcząc w końcu chałupy na kawałku szmaty szmata była lodowiskiem, kiedy urzędnik nie przeżywał nocą dziewczynki do siebie bawiła się, a jej oczy i usta były nie ma paru miesiącach urzędnik wyjechał wrócił na wiosnę następnego roku nie było z nim dziecka nikt nie zapytał co się z nim stało kilka godzin później wielka lokomotywa wyciągnęła nas pułapki wszystko wróciło do normy znów byliśmy obcymi sobie ludźmi, których reguły dobrego wychowania trzymają od siebie na dystans na Annę w Irkucku czekało moc ukończyliśmy sobie na pożegnanie oni zostali w mieście ja po 2 dniach uczenia się po starych śmieciach wyruszyłem w stronę Japonii droga wiodła przez Mandżurię znów jechałem koleją, ale stacje przypominały koszary albo obóz wojskowy to nie jest dobry moment powtarzali polscy zesłańcy w Harbinie Chińczycy mógł zdanie i Rosjanie port Artur, gdzie wsiadł na pierwszy parowiec, który wpłynął na Hokkaido to nie jest dobry moment powiedział John Batchelor jeszcze zanim uścisnął dłoń obok nas przechodził dziwny pochód ze 30 wyrostków w 2 rzędach maszerowała dziarsko w rytm skandowane pieśni i umundurowanie jak mały wojsko z bębnami, na których wybijali rytmy i kijami niesionym na ramionach jak karabiny śpiewają japońskich firm poinformował mnie Batchelor nie chce SA rządzi tysiące lat, a drobny żwir zmieni się skały porośnięte mchem taki śpiew brzmiał groźba bronią jest mówiłem panu to nie jest dobry moment wojna może wybuchnąć lada chwila i to wcale nie z powodu kalkulacji polityków, więc woli cesarza gdzie, żeby wypowiedzenie wojny będzie realizacją woli narodu Japończycy uwierzyli, że zbudowanie imperium jest ich wspólnym przeznaczeniem nie tylko uwierzyli, ale ze wszystkich sił radną osiągnąć ten chce chyba się udało skoro 50 lat wydobyli się z feudalizmu to imponujący wyczyn, ale teraz Japonia się dusi, żeby wciąż się rozwijać potrzebuje surowców, a jeszcze bardziej dowodu, że osiągnęła swój najważniejszy cel i już teraz jest w stanie przeciwstawić się światu Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA