REKLAMA

Odcinek 17. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-08 21:50
Czas trwania:
16:07 min.
Udostępnij:

Odcinek 17 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
Maciejowi życie uratowała dekorowana wieprzowina miał 23 lata, kiedy malaria wygnała go z Hongkongu liczył, że na Hokkaido podreperuje zdrowie, ale na japońskiej wiecie z ryżu ryb zapadał się coraz bardziej, kiedy przyjechali do niego w odwiedziny 2 Anglicy Sapporo ujrzeli kandydata na nieboszczyka, który miał już tylko jedno marzenie mięsa z kosztowali się, żeby przywieźć kilka konserw opowiadał dzięki nim i z Bożą pomocą stanąłem na nogi płynęliśmy pod Rozwiń » rozłożystymi żaglami po zatoce uczy euro była kiedyś Calderón wielkiego wulkanu, ale zalało ją wody Pacyfiku z pokrytych gęstą zielenią brzegów wystawały w górę martwe i dymiące stożki zacinał deszcz, więc kryliśmy się pod daszek domki Batchelor rozsiadł się na szerokiej ławie wiatr rozwiewał jego długą siwą brodę wyglądał jak patriarcha chyba chciał tak wyglądać uwaga przystoi misjonarzowi przypłynął do Japonii, żeby nawracać, ale nie mógł tego robić jawnie minęło ledwie kilkanaście lat od kiedy komandor PL ze swoimi kura sumę czarnymi okrętami wymusił na Japończyka otwarcie portów Batchelor był, więc oficjalnie nauczycielem angielskiego kiedyś 1 z moich japońskich uczniów wyciąga rękę i pokazał mi na ulicy 2 starców białych płaszczach wyszywanych geometryczne labirynty mieli Jasną cerę niebieskie oczy tuż pod nimi wyrastały im Brody pływające aż na piersi oni nie są ludźmi tak powiedział tamten uczeń może nawet wyraził się dosadniej zbliżaliśmy się do przystani wąskiej szczeliny stromym klifie Batchelor wstał i rozłożył wielki parasol, który przesłonił widok uderzyliśmy w deski pomostu omal nie upadłem na pokład wyciągnęły się czyjeś ręce pomogły mi wdrapać na brzeg podniosłam oczy przede mną stał mężczyzna niższy ode mnie o głowę widziałem jego oczy no wielki jak połówka gruszki, ale nie dostrzegłem ust, które opadały gęste wąsy wystarczyły, by za brodę, ale na tej twarzy były tylko zagajniki zrośnięty z wielką puszczą, która porastała nawet policzki nos dra małżowiny był jak płaskie donice pokryte nie plemion chwastem spojrzałem na dłoni, którą wciąż zaciska na moim psie Kubie jak na zużytych sztućce porozrzucane były po niej Kępy czarnych włosów nie pamiętam jak dotarliśmy do wioski pamiętam tylko zarośnięte twarze od, których nie mogłem oderwać wzroku i przypomniałem dopiero w chacie służące jednocześnie za szkoły i za kaplicę wokół Batchelora zrobiło się ciasno otoczyły go rozkrzyczanych dzieci kobiety, które brak zarostu rekompensowały sobie szerokim tatuażem wokół ust wyszedł na Dwór wciąż lało, ale nie zwracałem uwagi na zimne Strugi spływającymi po plecach krążyłem wokół chat krytych strzechą bambusowej trawy, przez którą przeciskał się kłęby dymu z palenisk drzwi okna zasłaniały maty splecione z pokrzyw przed każdym z domostw wyrastał płot, który niczego nie odradzał ani nie zasłaniał 1 przy drugim stały kije różnej wysokości ze szczytu niektórych szczerzy się czaszki zwierząt innych wyrastały kiście z drużyn, więc przypominały Kropidło, jakimi księża po rezurekcji wstrzykują na wiernych wodę święconą większość Cierniak ze starości inne wyglądały, jakby jest druga je wczoraj przyglądałem się z bliska, stojąc między płotkiem chatą, kiedy usłyszałem krzyk odwróciłem się młoda kobieta pół słowa tym dzieckiem w zawiniątku na plecach gwałtownie gestykulował moją stronę pojąłem tylko, tyle że nie powinienem tam stać podszedłem do niej chciałem się dowiedzieć dlaczego, ale brakowało mi słów, a moja twarz była nie dość wymowna, żeby zadać pytanie zresztą dziewczyna i tak spłoszyła się i uciekła spędziliśmy w wiosce Ajnów 2 dni ciągle padało, więc chodziłem od chaty do chaty pozwalałem sadzać przy ogniu naprzeciwko gospodarzy przyglądali się w milczeniu za to gołe dzieci biegały wokół mnie i wykrzykiwały słowa, które bardzo chciałem zrozumieć chwytałem pokazywałem palcem na ognisko zwisające nad nim naczynia skrzynie pod oknami Struga patyki połykane w kontach między belkami sklepienia na rzeźbione szkatułki którymi mężczyźni podtrzymywali wąsy, żeby nie potopiły się Czarka sake wyrywały się jednak niż miały ze mnie, więc wstawałem próbowałem zagadać starszych czaszkę niedźwiedzia ułożoną pod oknem we wschodniej ścianie, ale żona gospodarza natychmiast zasłoniła go Darko zdjąłem z haczyka skrzypce z 1 stronę wciskałem je w dłoni 1 z młodych mężczyzn, którzy siedzieli w rzędzie ze starcami Zagraj mi proszę chcę poznać wasze pieśni chyba zrozumiał, ale obruszył się tylko wyjął mi dłoń instrument i schował w skrzyni, jakby się wstydził pomyślałem może oni wszyscy się wstydzą swoich zakupionych chałup klepiska w gniewnego siana swoich sukni plecionek z pokrzyw swojego języka co brzmiał jak nerwowa pieśni i wiary, której żądacie tor mówił im, że jest kłamstwem i zabobonem, bo istnieje tylko 1 był taka jest cena Poznania dobrego złego wycedził przez zęby do diabła z nim wieczorem Batchelor wyciągnął z pokrowca swoje gładkie lśniące skrzypce zaczyna grać, a jego owieczki Dukała słowa posłowie modlitwę do Boga, któremu nawet niemowlęta oddają chwałę śpiewały oddziałach jego palców ziemi niebie Księżycu gwiazdach i syn człowieczy, który jest nikim, a jednak dobry Bóg otacza go swoją troską nie wiem co z tego rozumieli, dlaczego skłonni byli kłaniać się teraz przed krzyżem zamiast zasługa emisjami co sądzą o Bogu, który zstąpił na ziemię pozwolił się zabić, by zmazać grzechy czy wiedzą co także chciałem o wszystko dopytać, ale Batchelor wcale nie kwapił, żeby zostać moim tłumaczem a kiedy w końcu zaczyna mówić każdy jego zdanie brzmiało jak cytat z Ewangelii zaciekawił mnie ci nie ludzie, o których mówił mi uczeń poszedł za nimi i został wśród nich to już ponad 20 lat odnalazłem w nich okruchy prawdziwej wiary trzeba je było tylko trzepać z niepamięci i zdziczenia, żeby rozbłysły pełnią duchowego światła, więc kim są sądzę, że jeszcze 1 zagubionym plemieniem Izraela które, wędrując przez Azję zapomniało o przymierzu teraz ustanawiamy je na nowo brzmiało to wszystko mocno podejrzanie jak legenda o sobie samym, gdyby Batchelor nie był prezbiterium unijnym pomyślałbym, że skroił ją, jakby za życia chciał się kanonizował, acz coraz trudniej było znosić jego kaznodzieje ski ton poczucie wyższości i wyraźną niechęć, jaką mnie traktował chyba myślał on jak konkurencie, więc pozwolił tylko, żebym pomierzyć głowy kilku mężczyzn, ale nie chciał słuchać o wnioskach płynących z szerokości NAS-ów rozstawu oczu objętości czaszki długości ruchy był najwybitniejszym znawcą Ajnów spędził z nimi ponad 20 lat spisał tysiące ich słów poznał sekret ich szamanów, a jednak tonie jego potrzebowałem za przewodnika Pocztowy parowiec przypłyną do akt datę późnym wieczorem przeciskał się przez gąszcz sam panów, których obecność zdradzały tylko wywieszone na dziobach zielone latarnie niektóre miały rozłożone motyle żagle resztę pchały do portu miarowe ruch wioseł przed nami rozciągała się chmura dymu przesłaniała rozrzucone po wzgórzach światła powoli zasypiają tego miasta gdzieś nad nim ukryta była potężna twierdza w porcie naganiaczy natychmiast porwał moją analizę i poprowadził do hotelu przy wejściu, na który wisiał klatka wzrost córką danym drobnym zdarł ze mnie buty, chociaż tłumaczyłem, że już znam etykietę sam to zrobię, ale nie zdążyłem nawet wyciągnąć słownika już klęczałem spokoju identycznym jak dziesiątki innych, w których pracowałem po drodze na podłodze gruba maty w końcu zwinięty materac na ścianie wydali Graf fana sentencja oprawiona rzeźbione ramy jeszcze piecyk mała żeliwna przyczółka, którą dziewczyna w szarym mimo nie napełniła rozłożonymi żaglami inne rozłożyła niski stoliczek na nim tacy ze słodkimi ciastkami z fasoli i herbatą w płaskim cenić ku chciała napełnić czarkę, lecz powstrzymałem ruchem dłoni zamierzałem jej powiedzieć, że nie mam zamiaru pić tej gorzkiej Lury zalanej ciepłą wodą, że musi być wrzątek inaczej moje kiszki znów zaczną harcować, że nie znoszą ich mdłych słodyczy żadnej wódki ryżu o smaku rozgotowane go kleju ani kiszonej rzepy rzodkwi Macek głowonogów i surowej ryby wypowiedzi znanych, jakby były klejnotami, choć ich smak wywołuje nudności, że mój kręgosłup już nie wytrzymuje skrętów w przysiadzie ze skrzyżowanymi nogami, że pachwiny mi płoną od infekcji, którą złapałem po kąpielach on scenie dziesiątki bezwstydnie nagich ciał we wciąż w tej samej wodzie co z tego, że niemal rządzącej za dużo słów przekaz kowalem słownik wymieniałem po kolei krzesło bulion chleb sól masło rozlew woda w butelce mieli wszystko, czego potrzebowałem, ale nie zdążyłem zasiąść do posiłku za drzwiami pojawił się cień potem usłyszałem osiągnięcie zapraszam sądzę, że odezwałem się po polsku drzwi rozstrzygnęły, kiedy 20 lat wcześniej wywozili mnie na Syberię liczyłem każdy zakręt rzeki każdą górę każdy przysiółek próbowałem pamiętać, żeby wiedzieć, którędy mam wracać ta droga była ostatnią nicią łączącą mnie ze światem z czasem okazało się, że nie jestem w stanie zapamiętać nawet miast, które mijaliśmy przestraszyłem się dlatego kiedy dotarłem na miejsce myślałem wciąż o tym, żeby się nie rozpuścić zniknąć broniłem się nawet wtedy, gdy zamieszkałem wśród Jakutów i tu guzów, kiedy znałem już imienia nie tylko ludzi, ale ich rany i psy zacząłem rozumieć język moich gospodarzy jego reguły opowieści o początku i końcu, gdy zacząłem spisywać słuchać duchów gadających przez usta szamanów, ale nieustannie powtarzałem sobie, że jestem tu obcy i taki mam pozostać ten świat kusił mnie jednak coraz bardziej obiecywał, że jeśli zrobi jeszcze 1 krok w stronę ciemności rozerwać sieć, w której bezpiecznie spoczywa mój umysł dotknąć czegoś co nie ma nawet własnej nazwy, ale obawiałem się tego co spotka po drugiej stronie pilnowałem własnych granic jak handlarz jak buchalter, który pilnie wypełnia bryczki zysków i strat lecz kiedy szuka Piłsudski przyniósł mi listy swojego brata, kiedy zacząłem czytać poczułem zawiść zobaczyłem kogoś, kto przeszedł na drugą stronę chyba już Niechcę wracać każdy kolejny list był zapisem tego jak wyciekał z niego dawny Bronisław syn Józefa Marii brat Żuka uczeń wileńskiego gimnazjum i petersburskiego Uniwersytetu, którego przypadek los fatum nieszczęście wszystko jedno zawiodło między Kosmaty ludzi poddawał się regułom ich kosmosu języka ich bogów pozwalał się wydrążyć, żeby w końcu wypełnili go czymś co do niego nie należało nawet jeśli tracił przy tym jedno dusze zyskiwał wiele innych stawał się częścią świata, którego nigdy nie zrozumiałem wciąż, przyglądając się przez błonę wyprawia na rybie skóry próbowałem sobie wyobrazić jak wygląda człowiek, którego właściwie nie ma, bo jest głosem inny wyobraźnia podrzucała mi obrazki druidów szamanów Bożych szaleńców w ekstazie Franciszka Asyżu gadającego ptakami wałków Edisona teraz stał przede mną zupełnie niepodobny do brata do siebie listów do moich wyobrażeń na jego temat głęboko osadzone, ale szeroko otwarte błyszczące ufny otoczony grubymi powiekami, które wyglądały jak, śmiejąc się usta usta też śmiały pod ciężkimi wąsami nie za szeroko, żeby nie pokazywać startych i Czerniak zębów, ale jak inaczej mogły wyglądać zęby zesłańca twarz miał pociągu nie z natury, lecz z wycieńczenia widywałem często takie twarze wśród katorżników naznaczone złudną łagodnością i pokorą Święty Jan z ikony można, by powiedzieć, ale taki Święty potrafi mieć całkiem świeżą krew na rękach z nim było inaczej jego twarz nie budziła zaufania on mnie przywitał wyściskał nie ja jego próbował wydłubać pamięci garść polskich słów, ale szybko się poddał proszę wybaczyć nieużywany pług szybko się tępi ich żadnego z niego pożytku już po rosyjsku przepraszał mnie za opóźnienie śmiał się szeroko, opowiadając jak to Polic ma 3 wyniósł hali, że nasza wyprawa do Polski spisek byli przekonani, że ja to nie ja, a na Hokkaido przepłynął sam Żuk Piłsudski, żeby wyciągnąć stąd brata odpowiedziałem, że wiem pisałem w tej sprawie do Petersburga i prosiłem o interwencję okazała się skuteczna skoro w końcu się spotkaliśmy, ale swoją drogą oni mieli rację dodałem chyba już czas wracać do domu przez chwilę myślałem, że mnie nie zrozumiał potem, że milczy, by zastanowić nad odpowiedzią i dlatego jedynym dźwiękiem, który do mnie dociera jest śpiew Drozda za oknem w końcu pojąłem co chcę powiedzieć to nie jest dobry moment tylko, że jemu nie chodziło o nadciągającą wojny Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA