REKLAMA

Odcinek 18. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-07 21:50
Czas trwania:
11:45 min.
Udostępnij:

Odcinek 18 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
z głów Wilno Petersburg 18751887 Roni ma 9 lat zaciętą minę i brudne paznokcie, które wbija w poduszki dłoni pot spływa po jego wyciągniętej szyi i wsiąka w kołnierz lnianej koszuli Żuk dopadnę Che Mio mruży oczy podnosi się z kolan i odwraca od okna, ale brat, który przed chwilą zwalił go z nóg już zniknął za wysokimi drzwiami biegnie, zanim dogania przymusza do podłogi i raz zarazem okłada pięściami w głowie, bo na zewnątrz nie robi nawet pół kroku stoi Rozwiń » pośrodku salonu wśród mebli pochowanych pod białymi płachtami masuje kolana i próbuje uciszyć natrętny głos matki jest starszy rozsądniejsze odpuść nawet jeśli Gałgan zaszedł mnie od tyłu i zdzielił po kolana Lago babuni nie doczeka się odpowiedzi zamiast niej wyobraża sobie surowe spojrzenie, które wciska mu usta kamień i przepycha w dół do żołądka ani go wypluć ani strawić, więc zostanie tam do kolacji przynajmniej nie będzie głodny, kiedy Żuk niby roztargnienia z eremu sznycla matka jeszcze w czerwcu pojechała leczyć się do wina, ale jej smutek ciągłą głęboko w ścianie modrzewiowego dworu, a ból snuje się po ścieżkach ogrodu i nie chce zmyć z talerzy z każdym dniem wydłuża się lista przewin oraz kar, których nie wymierzyła, więc czekają i rosną wieczorami jak cienie topoli nadmiaru ojciec też wyjechał rankiem zebrał Fornali i wyruszył z nimi na stację po wielki kocioł do gorzelni zostały same baby dzieciaki i paru majstrów, którzy kończą robotę w Pałacu tapicer obijają kanapy fotele zielonym plusie, gdy na niego głosować robi się srebrny prawie szary jak niedokończony popił stolarzy, którzy zabrali się do uprawiania boazerii wzbijają kłęby gryzącego kurzu, więc po pokojach za oknami od podłogi sufitu snuje się mgła, ale nie dość gęste, żeby zasłonić broni się jego odbicie w owalnym zwierciadle osadzonym w drzwiach szafy inne to lustro niż w Starym dworze bez ciężkiej wyszczerbione ramy nie zaśnie działek gładkie, więc nie zmienia jego twarzy liszaj waty portret chłopak ma już własną strzelbę własnego konia własne myśli którymi nie dzieli się z nikim, ale wydaje mu się, że w tym nowym zwierciadle widzi siebie po raz pierwszy podchodzi do lustra jak właśnie u schyłku snu, kiedy ciało jeszcze Niechcę się budzić głowa opornie przetacza się na szyję dłonie śpią osobno we własnych norach, a palce nie chcą skleić się w dłoń w tym czasie umysł próbuje ustalić na nowo, gdzie jest Góra, gdzie dół czym jest ciepło zimno i ciężar spogląda na swoje odbicie i w tej samej chwili czuje, jakby gwałtownie się przebudził zbyt wąsko zbyt głęboko osadzone oczy wracają na swoje miejsca na haczyk owa nosem ściągniętymi ustami myśli zlewają się Strumień wraca pamięć smak truskawek i posypane cukrem śmietanę na ciepłym chlebie dotyk psiej sierści wilgotny zapach kuchni jazgot kucharek przed obiadem pieczenie tyłka poobijanego na siodle i placów poparzonych przez słońce złość na Żuka, któremu francuskie słówka same wlewają się do głowy dzięki ojcowskiego walczyka konkurujące z wieczornym koncertem cietrzewie lęk przed kąpielą męża myśl, że kiedy matka wróci znów będzie go całować przed snem wszystko jest dobrze to ja, więc skąd niepokój pewnie przez ten błysk, jakby w lustrze przez ułamek sekundy odbiło się coś jaśniejszego niż słońce był jeszcze niedostrzegalne spóźniony dźwięk przypominający westchnienie ulgi powinien wracać tylko, którędy ojciec zabronił dzieciarni snuć się po niewykończonym Pałacu, ale i tak zdarzało mu się zapędzić tu szuka albo Żuk zapędzał tu jego niekończące się w gonitwie bójce szarpaninie, która była najlepiej im znanym wyrazem braterskiej więzi zwykle przebiegali przez pokoje jak Huragan dlatego bronić wciąż nie jest pewny czy dobrze zapamiętał ich rozkład rozgląda się, więc niepewnie w poszukiwaniu wyjścia, a cała ta la Billund nowa budowla wydaje mu się złudzeniem, które zniknie zanim, choć raz zasną w nim, że przebudzą, a niechby się rozwijało przecież dobrze im się żyje w Starym dworze, po którym uganiają się od kiedy potrafią chodzić między nogami dorosłych nad rzekę albo do lasu, który z 3 stron otacza z głów czarnym murem widziałeś nie wie co odpowiada bratu i wspina się cały w oczekiwaniu na cios, ale Żuk, który niespodziewanie wrócił do salonu nawet na niego nie patrzy stoi przed oknem jego wzrok utknął gdzieś na dachu starego dworu południowe słońce wypala na granicach czarne plamy, żeby cokolwiek dostrzec bronić dłonią przesłania oczy nie widzi nic szczególnego na ganku ciotka Stefa drzemie w bujanym fotelu kreowanie się kartofle z podwiniętymi fartuchów ostry wiatr łomocze niedomknięte okiennic co ze są też zasłonę i powiewał nią jak postrzępionych sztandarem katastrofa pozostaje prawie niewidzialna zapowiadają tylko falowanie powietrza nad gotowym dachem i taki w lipcu o tej porze zwykle milczą, a teraz rozkrzyczanych jak wiosną, kiedy Żukiem stron sali widłami gniazda gawronów wypadają na podwórze i gapią się w górę powietrze faluje skręca w przezroczyste wiry w ostrym słońcu nie widać płomieni ich obecność zdradzają tylko smugi czarnego dymu kładące się po dachu muszą biec szybciej w środku jest rodzeństwo starsze siostry Helena i Zula do tego maluchy Adaś zimno i Maria wbiegają na ganek ciotka Stefa wybudzona ze snu przygląda im się nieprzytomnym wzrokiem co się dzieje go, że chcą biec do środka, ale drzwi wiodących w głąb dworu wysypuje się gromadka dzieci popychane przez panią Emilię nauczycielka francuskiego za nimi biegnie guwernantka Zofia i lokaj fundamenty wielki ramionami mógłby objąć szafy bierzcie maluchy i do browaru krzyczy wody trzeba gasić protestuje ciotka Stefa, ale mój agent jej nie słucha żegna się szeroko i włazi w chmurę dymu, która wydobywa się wnętrza kobiety chwytają maluchy za ręce i ciągną w stronę stawu muszą go obiec, żeby się dostać do 1 oprócz nowego Pałacu ceglanego gmachu w całym folwarku bronić bierze na ręce małe godzinie chłopiec wyje próbuje wyszli zginąć muszę z rąk, więc starszy brat zarzuca go sobie na plecy i dna przed siebie odwraca głowę Żuk trzyma dłoń półprzytomny ciotki i pędzi tuż, zanim zatrzymuje ich dopiero nagły trzask zawalił się dach dworu teraz już wyraźnie widzą płomienie, które buchają spomiędzy belek więźby i pełno po ścianach silny wiatr przerzuca je na sąsiednie dachy zajęły się Wozownia spichlerz ogień pełznie po dachu stajni i że ściany niewykończonego Pałacu czy tak wygląda koniec to nie jest jego myśl jego dziecięcym świecie jak dotąd nic wielkiego się nie otworzyło, więc i nic nie zamknęło wszystko dzieję się teraz teraz jest Świt teraz woda pompy rozpuszcza resztki snów raz można wstać od stołu i uciec do stajni teraz jest nudno, bo trzeba uczyć rachunków teraz się pali, więc ucieka koniec i wszystko co się pod nim kryje jest mu obce jeszcze mniej zrozumiałe niż słowa którymi skrzykują się chłopi biegnący do pożaru Gaj raz śremski Arkadiusz panienki takie wirus Dąbia w Sundance z przeciwka od dworu kuśtykał fundamenty ma twarz czarną sadzy spalone rzęsy brwi Skrwawione palce trzyma w nich szkatułę, którą bronić widywał w gabinecie ojca pieniądze biżuteria matki nieważne trzeba biec dalej wzdłuż stawu, zanim dogoni ich żar mijają gorzelnie fabrykę terpentyny tartak wszystkie budynki wzniesione z modrzewia wszystkie suche niedokończone jeszcze parę minut może kwadrans również do nich dotrą płomienie rzucane garściami przez porywisty wiatr po drugiej stronie stawu płonie już dach Pałacu, ale majstrowie wciąż wynoszą meble z parteru ktoś ciągnie za dyszel paradne sanie wpycha je dowody młody parowe stara się wyciągnąć rybaka ze stajni szarpie za USD za żywe, ale koń się opiera próbuje wciągnąć chłopaka płomienie jury x krzyczy Żuk chce biec do stajni, ale fundamenty chwyta za ramię nie pozwala zrobić kroku koniec, że coraz głośniej i coraz przeraża dziwi ich głosy wdziera się jeszcze szybki jazgot był w powietrzu od dawna, lecz dopiero teraz przedarł się przez strach bronić rozróżnia już poszczególne głosy Nero Karo FK przykute łańcuchami do ścian stodoły szczekają i rozpaczliwie wyją czuje ich panikę naciągnięte łańcuchy rozrywając go od środka musi do nich biec ratować psy albo położyć się przy nich w żarze ulgę anty wciąż przetrzymuje szuka, więc nie dopadnie broni się, który gnał pod wiatr jego twarz wymagają coraz ostrzejsze podmuchy gorąca kluczy między płacami płonącej trawy między klombami, które zmieniły się ogniska pod płonącymi koronami jabłoni wokół latają szare płachty popiołu papiery z płonących książek gazet dokumentów dworskiej kancelarii rozsypują się w proch, kiedy opadają na twarz skowyt jest coraz bliżej musi jeszcze przeskoczyć nad belkami rozsypanych sądów wprost płonącą ziemi, której żar przeciska się przez podeszwy jeszcze chwila i będzie między psami rozebranie im obroże i pognał z nimi przez Łęgi płyciznę na drugi brzeg Mery tylko coraz trudniej oddychać w ustach czuje smak gorącego popiołu krztusi się gęsty dym o zapachu żywicy smoły wciska się głęboko do płuc zmrożone powieki nie chronią przed żarem potyka się upada w czerni cisza i pisk, który rozsadza głowę świat rozsypuje się na kawałki, które zalewa karmazynową fala, a potem wszystko znika, więc tak wygląda koniec Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA