REKLAMA

Odcinek 20. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-05 21:50
Czas trwania:
09:04 min.
Udostępnij:

Odcinek 20 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
na Ostrobramskiej zimne słońce walczy z błotem próbuje zmienić kruchą skorupę zmielić w proch i rozsypać, ale przegrywa rano warstwa brei odradza się wypływają z rynsztoku i spomiędzy kamieni jego żywe bezkształtne ciało oblepia podeszwy i wędruje z nimi do wnętrz ciasnych żydowskich sklepików tryska spodków Furmanek i teraz czasów przylepia się do żołnierzy i sklepowych szyldów, na których polskie napisy rywalizują z uchwałami z dobrych danych chusteczek przełoży Rozwiń » do GUS zgrzyta w zębach próbuje zakleić uszy i zapchać nos towarzyszy każdemu z mieszkańców od pierwszych spacerów po ostatnich luz na trumnę wieziono karawanem na Rossę albo Anto call brudzi na wznieść rejsie chwilę wszyscy Haas krwią na ranach jest w jego codziennym krążeniu więcej życia niż w braciach Piłsudskich, którzy snują się pół śnie wzdłuż witryn trzeba się było nie pchać Żuk jak zwykle wyprzedza myśli starszego brata to też chałek wart Bronisz zobaczy kiedyś naprawdę jest dług zabije człapie przed siebie ze wzrokiem wbitym w ziemię skuleni z rękami w kieszeniach przez chwilę identyczni nie zauważają, kiedy Zamkowa zmienia się Baszta zamiast zwartego mury kamienic mijają rozrzucone po ogrodach domy ze ścianami odrapanymi przez gałęzie łysych jabłoni Żuk wyciąga z kieszeni kopertę z tytoniem rozkłada go na bułce ślinie krawędź skręca palcami i wtyka papierosa do ust przynajmniej nie będę musiał płacić do tych dni mówi rzeczniczki mało ci afer bronić wyrywam ekipa oddawaj Żuk zwija dłonie w pięści i rusza w stronę brata zaraz się przy Pięta jakiś nauczyciela potem ojca będą ciągać do szkoły jak znajdą dawaj albo matkę Żuk opuszcza ręce i wciska kieszenie spuszcza wzrok gęba Kubę warczy nie musiał tego mówić milczenie to jedyna rzecz, którą nauczył się po równo dzielić z bratem obydwaj ćwiczą się w dyskrecji od czasu, kiedy w Zułowie ukrywali przed matką podarte spodnie albo próbowali uniknąć kary za kradzież szynki, z której ocalały tylko sznurki odnalezione w psiej budzie teraz milczenie zmieniło się od 2 i chociaż woleliby myśleć, że miłość im matka mniej wie tym mniej ma powodów do niepokoju do łez i okrzyku bronić umyka Skobel koślawej furtki jeszcze 12 kroków po ścieżce wzrost rzuca w sadzie kamieni stoją przed drzwiami piętrowej czynszówki Żuk pierwszy ciągnie za klamkę otacza go wilgotna chmura o zapachu rozgotowane kartofli i dobiegający z kuchni krzyk matki jak się nie podoba to droga Wola do chaty chyba od szykuje stara terenowa broni przez uchylone drzwi zagląda do środka matka próbuje poderwać się z krzesła, ale ból trzymają w miejscu tak jest lepiej wydaje się zbyt delikatna zbyt krucha, by utrzymać się na własnych nogach dawnej Marii Bilewicz główny został nieledwie głos głęboki i stanowczy żeby, chociaż salon utrzymała porządnie zaraz ktoś rozniesie po mieście, że Piłsudskich nie wiadomo po jakiemu żyją krzyczy, a bronić przygląda się jej półprzezroczyste twarzy nauczył się wypytywać z niej różne poziomy bólu dziś jest nie do zniesienia jutro będzie jeszcze silniejszy, więc położy matkę do łóżka pojutrze pogrąży Marię gorączkowych my, jaka słyszał jak dr Bojko tłumaczy, że choroby można powstrzymać, że wystarczą kąpiele w ukropie zaprawionym Siarką, ale najlepiej wyjazd dowód gdzieś wysoko, żeby uśpić bakcyla, a potem za drzwiami szeptał ojcu, że gruźlica i tak coraz szybciej będzie zżerać kości prawej nogi, a jedyne co może zalecić spokój to akurat wskazówka nie do spełnienia, bo Maria ma na głowie całą katastrofę zwaną dla niepoznaki życiem rodzinnym państwa Piłsudskich i całe to udawanie, że to jeszcze nie apokalipsa, lecz przejściowe problemy, które rozwiążą się następnej wiosny lata jesieni Maria wciąż urządza, więc proszone obiady byle jeśli zapraszają zmienia suknie do kolacji do snu czyta dzieciom Słowackiego o Sztorc wuja służbę i regularnie rodzi ostatniej zimy po raz jedenasty z najstarszą Heleną ciężką ciała umysłu ciągle kłopot, bo ani, kto zaprosi ani wyjść z nią wstyd, więc siedzi w domu się ludzi Zofia tylko rok młodsza pojechała do Warszawy uczyć się Buchalteria obronił żurku niemal rok roku przyszli na świat, a też w nią mała Maria Janek wierci Piętka Ludwika Bronisz owa ulubienica Kasperek Piotruś najmłodszy owoc matczynego żywota wyje w rękach, a Teodorze jego siostrze bliźniak chce manka próbuje wcisnąć do ust napęczniałe pierś, ale dziewczynka nie chce przestać się do sutka nie płacze chwili jak pisklę, które wypadło z gniazda jeśli do wieczora nie zajdzie im gorączka trzeba posłać po dr była Maria bronić nie wie czy do niego czy do służby co się gapić dziecko nie widziałeś bez tego manka czuje, że płoną policzki odwraca wzrok zostawia za sobą krzyki porywa patery kawałek ciasta i zna na górę do sypialni zawraca w drzwiach, widząc brata przywracającego się w pościeli z numerem bluszczu ma dość jego obecności zbiega na dół przeciska się do salonu między nie rozpakował z tymi kurami nie warto przecież tylko przystanek na chwilę wkrótce odbudują jeśli nie pałac to Dwór jeśli nie Dwór to przynajmniej sutereny, którą płomienie ledwie znały po dachu wrócą, ale za, co gdyby ogień pożar tylko ściany meble zboże w stodołach z łatwością się pozbierali i zbożu pomocą oraz za gotówkę posagu Marii podnieśli z głów ze zgliszczy tylko, że Pożoga pochłonęła więcej niż mieli wszystkie plany na pocięte na kredyt, do których ojciec zapalał się gasł, zanim udało mu się ze sprowadzanych z zagranicy maszyn wycisnąć pierwszą kwartę spirytusu piwa terpentyny i choćby rubla zysku po pożarze nie było już nawet nadzieję na dochody z dodatkowych przedsięwzięć ani na odszkodowania, bo Moskale zabronili polskim panom się ubezpieczać ich wcale albo pali niech braku gotówki wycinają Bory święte gaje ich słońce suszy do spękań na ziemi wtedy przyciśnięci procentami oddadzą ziemię nowym gospodarzom i zapomną kim byli zmienią się urzędników handlarzy rozpłynął w tłumie, a jednak piłsudczycy wciąż próbują udawać, że nawet ciasnym zawilgoconym domku można żyć jak dawniej pozostawiali, więc w pokojach meble, które ocalały ze świata, w którym nigdy nie brakowało miejsca w Zułowie kredens mógł mieć rozmiar katedry stół był wyspą fotele okrętami fortepian wielki jak kontynent niemal znikał w koncie salonu teraz jest zawalidrogą i Bronisz musi wstrzymać oddech, żeby się przepchnąć do klawiatury przyciąga stołek od mego wieku dawno nie ćwiczył, więc na klawiszach świeci się kurz wyciera chusteczką zaciska pięści rozkłada, ale palce wciąż są sztywne może to lepiej, że wciąż nie zbiera pieniędzy na lekcje upalny relacji nie będzie momenty z rządem Ala Turka, kiedy nie pilnuje Bronisz zawsze wybiera to, czego nie potrafi uszkodzić jego gra przypomina kulawy spacer po klawiaturze co tak to potknięcie pokraczny skok upadek w jego głowie palce wykonują bezbłędne pasaże, a domowy fortepian brzmi jak koncertowy leje Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA