REKLAMA

Odcinek 24. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-11-01 21:50
Czas trwania:
11:54 min.
Udostępnij:

Odcinek 24 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
Amor omnia vincit Bronisz uważnie przygląda się swojemu odbiciu na brodzie wyskoczył mu pryszcz Żuk ma ich więcej pracowicie wyciska z policzków nosa, ale nie szkodzą mu nawet babcie skoro wszystko co broni się jest za małe za duże nie dość symetryczne albo lekko przesunięte na twarzy szuka znalazło idealne miejsce w oczy oddaliły się od siebie i wydobyły jam nosa podniósł się lekko zmniejszył zaokrąglił jakaś siła ścisnęła twarz w regularny owal i co wezwał do Rozwiń » dyrektora dopytuje Żuk no i dyrektor zwyzywał mnie od buraków i pro chwastów odpowiada Bronisz sam jest dureń, ale o promocji do następnej klasy mogę zapomnieć tak powiedział, że po jego trupie, a tobie da może to złudzenie, ale bronić jawi się zdaje, że w głosie brata słyszy nieznany ton co w rodzaju współczucia może nawet odrobinę poczucia winy za opinię o braciach Piłsudskich, do której solidnie się przecież przyłożył, choć pewnie to wino to przesada Żuk jest raczej rozczarowany, że ominęła go awantura w gabinecie dyrektora, kiedy wybucha pożar pierwszy do niego biegu wcale nie po to, żeby gasić przez Dżemu brzęczy Żuk przez zaciśnięte nas z dnia między palcami czubek wyjścia i wyciera krople krwi, która wypełniła pusty krater, ale gigant Bronisz właśnie za to najbardziej nie znosi brata Żuk wszystko lekceważy pomniejsza z wyjątkiem własnych pryszczy może, dlatego że każde hrabstwo uchodzi płazem więc, gdyby to Żuk trafił do zera cała afera jakimś cudem spłynęła do rynsztoka Bronisz wziął na siebie kaskady obelg i karę jak zwykle w najwyższym wymiarze gdyby, chociaż braciszek cały dzień przesiedział w domu, ale jak tylko sobie przypomniał, że traum miał im dziś robić portrety jakimś cudem odzyskał zdrowie buty Żuk przejeżdża grzebieniem po włosach prawie lokalach, których nikt mu nie każe ścinać, bo oczywiście fakt nowo czarów nie jego, lecz w Broniszach gonią do fryzjera nawet nie może go obić, bo to Żuk, chociaż młodszy od dzieciństwa pięściami na nowo formuje Munoz spuszcza krew warg i nagrywa uszy bronić przegrywa z nim zawsze i wszystko, więc powinien się przyzwyczaić, że starszeństwa to nie przywilej, ale ciężar to on jest ojcem, kiedy nie ma ojca matką, kiedy matka znika w szpitalu opiekunką dzieci i gospodarzem, który musi pilnować rachunków i spławia dłużników, a Żuk Matko Boska żuczek nosi złote dziecko kto by obciążał tę subtelną duszy przyziemnymi obowiązkami jemu wszystko przychodzi bez trudu nie uczy się, a wie nie ćwiczy, a potrafi nawet jeśli się nie odzywa wszyscy próbują coś wyczytać z jego szeroko otwartych nerwowych oczu tylko, że on nigdy nie milknie i wykorzystuje każdą okazję, żeby głosić swoje mądrości, które chłonie chyba z powietrza, bo z książką broni widział go ostatnio jakoś przeszła jesieni rozkochuje w sobie mimochodem odrzuca mimochodem upokarza też mimochodem więc, jaki sens ma zemsta skoro Żuk nie podjąłby za co mścić się na łuku jak ćwiczyć rózgami mgłę nawet śladu nie będzie, a człowiek się męczy Strauss za kotarą spuszcza horyzont leśnym widokiem siano na podłodze będzie udawać członka przesuwa krzesło bliżej stolika, żeby się mogli wesprzeć na czas ekspozycji rozstawia trójnóg przykręca do niego wielkie drewniane pudło z rozsuwaną skórzaną harmonii, jaką broni ma ochotę leszcz pod czarną welurowe płachty, którą Strauss okrywa kamerę, zostawiając na wierzchu tylko miedzianą lufę i szklane oko obiektywu chciałby zobaczyć w szklanym oku świat obrócony na opak, ale Żuk ciągnie go za ramię z zobaczy już dorwał do albumów rozrzuconych na kontuarze zdjęcia wklejane w nich tematami chrzciny śluby komunie nudne do ludności, ale Żuk znalazł skarb podsuwa go bronić owi pod nos, żeby mógł bezwstydnie dotykać wzrokiem odsłoniętych przy gładzi policzki sięgać spojrzeniem pod odstające krawędzie kołnierzyków i gapić prosto w oczy tak długo jak tylko chce, bo Anne go nie w okno nie będą się czerwienić nie spuszcza wzroku tylko, którą wybrać Bronisława rozpędza się serce przewraca strony albumu prześlizguje się pory ze zmiany rozkapryszonych nad wiek poważnych twarzach wytrzymuje spojrzenia dziewcząt, które mija na ulicy i takich, które już lata temu zmieniły się matrony, ale interesuje go tylko 1 twarz może przeoczył kartkując album jeszcze raz zostały 2 strony 1 nie ma jest rozczarowany i zły, ale już wie jak będzie wyglądała jego zemsta zapraszam, który panów pierwszy odzywa się głos zza kotary nosić śmieje się do Żuka i popycha go ramieniem jeszcze sobie popatrzy oszalałe tyle miał dopowiedzenia Żuk, kiedy wyszli z Atelier i bronić pokazał mu swoje zdobycze chcesz mecze Amelia miała wprawdzie naderwane nogi, ale za to śliczne oczy szkoda, że w czerni bieli podprowadził jeszcze Zula Julie i Odry i sporo bezimiennych wszystkie nieco po konserwowane przy ukradkiem wyrywaniu z albumu i wszystkie rozkwitają łące w zupełnej idiota krzyczał Żuk, zataczając się po ulicy był dziko uradowany i dumny brata, ale teraz jest już wieczór cisza od śmierci bliźniąt nikt w domu etyka fortepianu salon zmienił się właśnie bębny, bo matka zażywa w nim kąpieli, które mają przywrócić zdrowie dzieciarnia już zagrana do snu, a Żuk wymknął się do ciotki Stefy, żeby czytać pana Tadeusza, więc szybko nie wróci Bronisz jest sam jeszcze raz stosuje pali fotografii z Atelier Straussa, kiedy ogląda je po raz dziesiąty dwudziesty już wcale mu się nie podobają życie na fotografiach nie da się wąchać ani szczypać uda pochowana jest w gorsetach szeleszczących sukniach upozowane nudne jak herbatki pod okiem matek ciotek sztywne ukłony po mszy w katedrze miałkie rozmowy, do których nie ma talentu ani cierpliwości odkłada plik do szuflady w szafce przy łóżku leży w niej zeszyt, w którym prowadzi swój dziennik, ale dziś wieczorem nie ma ochoty na ciernie papieru musiałby opisać swoje upokorzenie i strach, że po wakacjach wyląduje w niższej klasie niż młodszy braciszek i jeszcze pokusy musiałby pisać ale w jakim języku, gdyby wygrał opowiedziałby o wojnie albo grze, że zwyciężył, ale wtedy musiałby o swoim ciele pisać o wrogu albo uchwalanym pokrowcu na dusze nie chce, dlaczego miałby wierzyć w Lechu, że słowa, które szepcze do niego ciało podpowiadają demony są gęste ziemiste gorzkie słodkie naraz jak kakao, które Złotowski kuchni Ukraińca z cukrem są jego, chociaż pewnie nie potrafiłby ułożyć z nich listu zaciąga kołdry po 3 SUV-a po dniu dłonie i rozplątuje węzeł na pępku sięga niżej pod płótno lotów ściska dłoń na sztywniejsze tym czasie powinien zacząć się modlić Zdrowaś Mario łaski pełna czasami pomaga, ale nie jest pewny czy chce pomocy mocniej zaciska palce błogosławiona między niewiastami kciukiem palcem wskazującym obejmuje Żołądź zaczyna wędrówkę w górę w dół w górę w dół czuję jak pod jego dłonią ciało zmienia się w kamień, więc trochę szybciej błogosławiony owoc żywota twojego szybciej ujeżdżanie wójt członek jak obce ciało, ale jego rozkosz jego ból, który znika, kiedy coś ciepłego zaczyna kursować na dnie moszny, módl się za nami grzesznymi, bo już płynie w górę rozlewa się coraz szerzej pulsują skronie nadgarstki sztywniej pośladki uda teraz i godzinę śmierci naszej już nic Sienie da zrobić źrenice rozszerzają ale, widząc coraz mniej za chwilę pękną zaciska zęby, żeby nie krzyczeć, a jednak krzyczy precz stąd w drzwiach sypialni stoi Żuk ma przy mrożone oczy i rozchwianą głowę plecami opiera się o futrynę za chwilę jedzie po niej na podłogę piłeś bronić pyta bez wyrzutów raczej z ulgą Żuk niczego nie zauważył nie był w stanie marnych 7 kieliszków porwaniu braci szkół, więc na tym polega czytanie Mickiewicza ciotce też się w gębie za hasło woda niesmaczne matka będzie wściekła, iż Żuk zatacza się wzdłuż ściany i wali do łóżka, więc Bronisz może w końcu uspokoić oddech oblepiony spermą im tłem poczucie winy zgarnia z krzesła skołtunione ubranie ostrożnie zamyka za sobą drzwi w małym pokoiku przy schodach cuchnie nie opróżniony nośnikami ich zapach wygrywa z aromatem mięty wiszącej Kiszczak pod sufitem Bronisz sięga po wiadro przelewa wodę do miski myje ręce wyciera się mokrą ścierką między nogami wciąga koszulę spodnie podnosi oczy i uważnie przygląda się własnemu odbiciu skrawku lustra na ścianie znajduje 2 świeże jeszcze częściej część pędzel mówi Żuk to będzie miał ich jeszcze więcej, a jednak zauważyć u z półkę, by ją tylko wzrusza ramionami i dalej grzebie rozporka ku po chwili bronić słyszy Strumień dudniących na dnie wiadra wraca do łóżka Gamoń warczy na brata niedoczekanie już do niej nie twoja sprawa sam nie pójdzie braci szkół niebezpiecznie się włóczyć pomocy chwila wahania przeliczanie ryzyka lepiej nie dawać Żukowi powodów, żeby doniósł matce jego nocnych wyprawach, ale żadnych numerów jasne Żuk chce przeciągnąć palcem po swoich ustach Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA