REKLAMA

Odcinek 29. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-27 21:50
Czas trwania:
09:08 min.
Udostępnij:

Odcinek 29 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
opium dla mas mówi nic więcej Żuk zaciągać resztką papierosa w końcówkach palców krzywi się i strzyka śliną, bo żar parzył język błoga sami sobie stworzyliśmy i religie ciągnie, wpatrując się ceglasty mozaikę dachów pod stopami na chwilę przesłania oczy, bo ślepego rozbłysk słońca w lustrach telegrafu na wieży Giedymina religia to VAT na ludzi bez rozumu i wykształcenia ma ich chronić od zepsucia, ale zamiast tego czy bezradności pstryka niedopałkiem, który Rozwiń » przelatuje nad głowami kolegów stoją wokół szuka spływają, kiedy on spluwa kiwają się w rytm jego słów Żuk trzyma w kieszeni 1 rękę bronić obydwie odwraca się od miasta od brata czółenka Masza przekopuje trawę chcę się śmiać znana pamięć każde słowo, którym brat hipnotyzuje kolegów poprzedniej nocy czytali razem z przemycanych z Warszawy bibuły sądził, że nie po to, by teraz Żuk mógł się popisywać przed bandą treść tych wyrostków ludzi rozumnych nie trzeba straszyć piekłem nam za drogowskaz wystarczy czysta moralność bez bałwanów i bożków to było jak objawienie nowa Ewangelia, którą chciał się natychmiast dzielić ze światem, ale nie wykrzykiwać dla popisu jak Żuk tylko szeptać w sekrecie wybrańcom grzech to najniebezpieczniejszy przesądów, a sumienie to worek pełen kamieni, który więzi przy ziemi wolne dusze takim zaraz powie, ale co z tego przytaknął mu, a w niedzielę i tak po gnają do katedry uklęknął przed konfesjonałem, żeby wyznać swoje małoletnie winy i będą czekać aż sztuk w deskę oznajmi im, że znów są Niepokalanie banda hipokrytów tylko kim on jest, żeby sądzić przecież w głębi ducha wciąż się modli i zakłada z Bogiem, którego tak bardzo stara się nie wierzyć, ale i tak jest gotów oddać mu każdą myśl stać się samą dobrocią zedrzeć kolanach sunąc na nich pod ostrą bramę byle tylko zdarzył się cud zbiega ze szczytu podeszwy ślizgają się publicznie z tym zboczu góry 3 wszystkie jej omija omszałe pnie łapie się gałęzi, żeby nie upaść już dawno powinien być w domu głód śpiewa w żołądku dobrze znane melodie Żuk jak zwykle dogania go tuż przed drzwiami pierwszy rzuca kurtkę rozsiada się zastałem i dopada półmiska terenowa szynkę kroi coraz szczelniej jeszcze trochę przez klastry będą oglądać desenie na obrusie bronić dokłada sobie tłuczonych kartofli przełyka w pośpiechu, żeby oszukać żołądek, ale i tak wstaje głodne od stołu to też ofiara myśli tak jak wyrzeczenie się słodkiego i zakaz myślenia o Zośce wychodzi do przedpokoju odruchowo wspina się na palce i próbuje uciszyć myśli jak i one mogły zakłócić spokój chorej drzwi sypialni rodziców są uchylone zagląda do środka matka śpi la udaną spółka z jej pergaminowe twarzy wyraz cierpienia, gdyby nie płytkie wdechy, które poruszają jej żuchwą i palce, które drżą na Mierzynie mógłby pomyśleć, że już po wszystkim terenowa przebywa gąbką wychudzoną szyje powoli sunie w stronę obojczyka, który jak ryngraf wystaje znad zapadniętych żeber osusza każdy kawałek skóry dotykając go z Witkiem bawełny to nie wygląda jak posługa raczej modlitwa traktuje ciało jego matki jak relikwie straszną i niepojętą bramy, przez którą śmierć przeciska się na drugą stronę wydaje mu się, że słyszy lament i pogrzebowe pieśni, ale w powietrzu unosi się tylko zapach palonych ziół miały stłumić odór choroby zamiast tego mieszają się wyziewami gnijące ciała przemieniają wnętrze sypialni wewnętrznych grobowca chce się wycofać, ale poczucie winy trzyma go w miejscu nie zna jego przyczyn przecież nie ma powodu, żeby obwiniać się choroby matki, a może ma przygląda się wyniszczone ciało i coraz trudniej jest mu w nim dostrzec dawną Marie zamiast czułości budzi wstręt myśli, że niepotrzebnie zawraca głowę panu Bogu jeśli miałby się coś modlić powinien wybłagać dla niej łaskę śmierci, ale co potem boi się tego co poczuje, kiedy ona odejdzie np. ulgi, a jeszcze bardziej wrażenia wolności, kiedy zniknie na zawsze jej karcąc spojrzenie przeraża go tam myśl, więc znów miesza w głowie słowa modlitw na poczynali tanie i błaga Boga, żeby ją ocalił, żeby jeszcze raz wstała z łóżka, żeby było jak dawniej, chociaż nie wie, jakie dawniej uchodzi próbuje sobie przypomnieć obraz zdrowej i szczęśliwej matki, ale nie potrafi myśli, że trudno się modlić skoro nie wierzy w Boga ani w cud i do tego zapomniał jak wygląda raj czasami Bóg ma twarz ojca próbuje ją rozgonić zastąpić brodaczy z obrazów, ale ta wciąż wraca w modlitwie widuję ją zresztą częściej niż w domu ojciec wyjeżdża na coraz dłużej, mówi że musi pilnować interesów dzierżawcy kantują na potęgę Rosjanie czyhają, żeby odebrać ziemię spada tylko na chwilę każe sobie grzać wodę kąpię się wkłada świeżą koszulę potem wchodzi do sypialni i wygania wszystkich po godzinie wymyka się ukrywając pod palcami zaczerwienione oczy czeka aż ktoś poda płaszcz ściska kapelusz na głowę wydaje w biegu tuzin poleceń i znów znika nienawidzi jego ucieczek nienawidzi jego bezradności nienawidzi jego strachu gardzi nim jak nigdy wcześniej matka umiera 1września po cichu jest przy niej tylko zraniona dla pewności przynosi lusterko i trzyma przez chwilę tuż nad jej ustami, kiedy musi przygląda widzi ani śladu oddechu wieczorem Bronisz otwiera swój dziennik po godzinie przychodzi starsza siostra i prosi, żeby poszukał Żuka, bo gdzieś na chwilę zapodział zamyka zeszyt i odkłada do szuflady nie zapisał ani słowa przez chwilę przygląda się twarzom młodszych braci, którym do czasu pogrzebu pozwolił spać z nim i z Żukiem na strychu popadali ze zmęczenia sam najchętniej połączyłby się obok i obudził za rok za 2, kiedy już będzie boleć dobrze, że ciotka Stefa zabrała maluchy do siebie, kiedy próbował Ludwiki tłumaczyć, że mama wciąż jest z nimi, ale jest czystym ciśnieniem, że ciało to tylko taka trudna dla duszy, że teraz mamy już nic nie boli dostała spazmów nie potrafił jej uspokoić zdmuchnął Płomień w lampie schodzi na dół przeciska się przez tłum, który próbuje go porwać i unieść w stronę otwartych szeroko drzwi salonu to tam wystawiono zwłoki otwartej trumnie ściska dłonie, które się do niego wyciągają odpowiada skinieniem na spojrzenia pełne współczucia, ale to tylko odruch nic nie czuje nawet ostrego wiatru chłoszcze obcego podwórze obchodzi dom, szukając pozywanie opadłych liści chce dać bratu sygnał, że nadchodzi Żuk stoi czołem opartym o ścianę między oknami, przez które płynie monotonny śpiew ustaw ściska kciuki zaciśnięte pięści tłum szlachty i stąd syczy, kiedy Bronisz próbuje go objąć odpycha jego ramiona, a potem ześlizguje się Pomorze opada na ziemię i owija wokół własnych kolan z ust wycieka mu jęk zmieszany ze śliną w Lgocie Bronisz siada obok niego tym razem nie daje mu się tracić odrywa brata od ściany i przyciska do piersi są teraz jak syjamskie bliźnięta zrośnięte bólem Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA