REKLAMA

Odcinek 31. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-25 21:50
Czas trwania:
13:24 min.
Udostępnij:

Odcinek 31 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
22marca 1885 wytrzymałem dzień i rzuciłem w kąt jak one mogą znieść życie na pół oddechu nic dziwnego, że faceci mają je za 3 piątki, bo przecież czymś takim myśleć nie da Fish winy uwierają pod przykleja jego pleców, a człowiek tylko kombinuje, jakby się tu podrapać nie, zwracając niczyjej uwagi, ale mniejsza gorset wszystko mniejsza, choć może to z tego pod duszenia ogarnęła mnie niepewność jeśli jestem dla złości tylko nudnym belfrem jeśli jej podziw mylę z Rozwiń » lękiem co jeśli gra przede mną jakąś kobiecą komedie dość niepewności muszę się przemóc dopytać nie będzie łatwo bo kiedy mam wyrazić swoje uczucia zaraz stracę język, ale dość mam ciągłego niepokoju, więc postanowione 23marca 1885 katastrofa i to mojej winy opisać trudno, bo w głowie Kołomyja, a w sercu żałość nie wiem co mam ze sobą począć Tunia, mówi że nic i że nawet nie wolno myśleć o ratunku ani dla niej ani dla siebie składam myśli próbuje sobie wymalować co się właściwie stał z początku było jak zwykle rachunki pani matce kleiły się oczy drzemie kwadracik Marynia siadła do fortepianu, że niby lekcja trwa nawet śpiewać zaczęła piękny głos, choć nie szkolony tak wyczerpała pstrąga w ziemi po skórze ciarki poszły trzeba przyznać, że dojrzała i wypiękniała ostatnimi czasy, więc kiedy stawała obok zaś z tymi pietruszką ziemi oczami to rudą kitą opadającą na ramie to nie wiedziałem, na której wzrok zatrzymać, ale sami pomarli inni to Zośka była największą moją radością i większej już w życiu nie znam bo kiedy ukryliśmy się za piecem, a ja zebrałem się sobie i 1 z wydechu powiedziałem jej, że mamy za przyjaciela i najbliższą sobie osobę nie obruszył się wcale, owszem, sponsor biała i zamilkła, ale tylko na chwilę, więc tłumaczyć zacząłem, że wcale nie spodziewam, że podobnym nie darzy uczuciem, że jedynie dobrej pragnę, ale nie mogę dłużej zasilać warg, bo to co niewypowiedziane przemienia się boleść coś jeszcze chciałem powiedzieć, ale ona wzrok podniosła na mnie i wypowiedziała słowa tak słodkie ziemi oczy nimi kleiła i usta ledwie pamiętam, ale były to jedne z najprzyjemniejszych chwil w całym moim życiu nawet nie zauważyliśmy, kiedy Marynia skończyła grać i wyniosła się spokoju pierwszy raz w całym naszym życiu byliśmy tylko we dwoje, bo nie tylko marnie sobie poszła, ale mojej głowy na dobre wyprowadził się głos matki po jej śmierci cichą z dnia na dzień najpierw bolało, ale potem pojąłem, że łatwiej mi się żyje bez jej rządzenia, a teraz wiele bym dał, żeby w tamtej chwili kiedyśmy Zośką opowiadali się sobie z naszych uczuć szepnęła mi do ucha tylko uważaj cisza musiała zaniepokoić starą banie liczą obudziła się zjawiła progu jak zjawa zobaczyła nas zapatrzonych w siebie splątanych palcami zaczęła krzyczeć z lekcję płacę, a nie zahamowały z Aśka wpłat ja próbowałem tłumaczyć, że moje intencje są szczerej czyste, ale ona słuchać nie chciała to nikczemność narażać pan na nas złe języki huczała jeszcze ziem pod, lecz i ona zawsze wiedziała, że Piłsudskim ufać nie wolno tego było już za wiele stałem z krzesła spojrzałem jeszcze na Zośka, ale twarz miała ukrytą w dłoniach, więc nie pożegna wszy wybiegłem z mieszkania w progu zobaczyłem jeszcze marinie stała blada zaciętymi ustami nie wiem czy zła czy wystraszona burknął coś i ruszyłem do domu głupi usłyszałem za sobą jej głos odwróciłem się przez chwilę przyglądałem się ślicznej twarzy, którą szpecił teraz okropny grymas głupi głupi głupi krzyczała, a mnie wzięła taka złość, że gotów byłem zawrócić i coś na gadać do rozumu tej blokowane palnie wieczorem poszedłem dopytać teczki czy czego nie wie o Zośce powiedziała, że stara Baniewicz owa zła strasznie zamyśliła zieją oderwie ode mnie i wyśle do Petersburga ponoć jakąś buchalter inną robotę mają tam dla niej przy kolei już lepiej, żeby to mnie przekonali chciałbym ukryć swoją boleści przed światem, ale jak przecież dopiero teraz poczułem, że bez niej żyć nie chcę 17 kwietnia 1885 Zośka wyjechała rannym pociągiem przyglądałem się z daleka jak żegna się z matką siostrą jak rozgląda po peronie, jakby jeszcze kogoś miała tu spotkać zakłuć ale kiedy czytam teraz zapiski z ostatnich tygodni myślę sobie, że Marynia miała rację głupi głupi głupi nie powinienem fundować sobie z żalem, że boli boli, ale co z tego sił szkoda na rozpamiętywanie 1 myśl tylko nie daje mi spokoju przychodzi, kiedy gasi światło każe się zaraz spakować a gdyby tak nie głupstwo na robiłby tylko kłopotów jej sobie dość już północ trzeba przestać marzyć zabrać się do jakiegoś sensownego zajęcia czas wielkiej lekarz mówią, ale jeszcze skuteczniejszym lekarstwem jest praca, więc darował też wejść pani czy Piłsudski zamiast biadolić 25sierpnia 1885 jestem w PIT 3 i jak wszystko dobrze pójdzie przez kilka lat to miasto zbudowane przez szatana będzie moim domem jeszcze go nie znam minął tydzień, a ja wciąż się gubię w labiryncie ulic kanałów, ale dobrze jestem w Wilnie już nie było, gdzie się ukryć kroku nie mogłem zrobić, a już śledził mnie jakieś oczy wokół zrobiło się gęsto od plotek dusiłem się, a tu nawet największym tłumie jest dość powietrza od kanałów cuchnie oczyszczany błotem i nadgniłe rybą, ale przynajmniej nikt mnie nie zna nikt nie ogląda i nie pokazuje palce będą gadać, że pojechałem za nią nie gadają głupcy nie rozumieją, że miałem swoje powody dyrektor głośno już mówił, że mnie zostawi na kolejny rok, więc lepiej było jechać do Pitra tu dokończyć gimnazjum, a po ani kule zapisać się na Uniwersytet nie mogę przecież być gorszy Żuk, który już pakuje się do Charkowa studiować medycynę pan po nim płaczą, ale mnie z tego 1 powodu smutno, że się różne strony świata rozjechaliśmy tatko powiedział, że w tym litrem nie najgorszy pomysł pewnie myślał, że będzie komu doglądać składu drożdżowego, ale sklep daleko na Piaskach tam więcej koszar i składnic niż kamienic, więc projekt, że będę mieszkał na zapleczu sklepu nie wypalił, choć kwatery stół miałbym prawie za darmo za to do szkoły szedł bym dłużej niż godzinę i więcej ziewania było niż nauki 1września 1885 mija rok od kiedy mama umarła, a we mnie nagle wzięła się potrzeba, żeby się za nią pomodlić dziwne od jej śmierci nie miałem ochoty na rozmowy z panem Bogiem, a teraz coś wyrwało mnie z łóżka i pognał bladym świtem do świętej Katarzyny w bocznej nawie starówki Księżyno mruczał się dla 3 wątek poza tym pusto klęknąłem przed prostym krzyżem i w pacierzu szukałem słów, w których mógłbym prosić o spokój duszy świętej pamięci Marii z Billewiczów wszystkie brzmiały dziecinnie pusto, więc zacząłem się modlić własnymi obiecałem, że życia nie zmarnuje i pokusą nie ulegnę nawet jeśli już przy mnie nie ma i że dobrocią wobec bliźnich będę kierował zamiast interesem własnym tylko czy można jeszcze nazwać modlitwą może chciałem ukoić niepokój, który gryzie mnie od kiedy wyjechałem z domu 5października 188055 gimnazjum to wielka buda starej koło mnie naprzeciwko mostu alerty na prawie wszyscy uczniowie starsi ode mnie z brodami takimi włosami pozują na studentów z nauką nie idzie tak łatwo jak sobie wyobrażałem dużo do nadrobienia, ale nauczyciele od astronomii historii już na mnie poznali radzę sobie na kwaterę wracam zwykle późno nie mam już siły uczyć się ani Skrobacz w Dzienniku śpiew rana jak zabity, ale dzisiaj nie mogę zasnąć i wiem, dlaczego już jutro pierwszy raz po wileńskiej katastrofie spotkam się z Zośką 6października 1885 dziś chmury Nisko wisiały nad Petersburgiem pochowały się w nich kopuły z Borów i dachy pałaców potem zeszła jeszcze niżej wlały się w ulicę, więc brnąłem w zimnych wilgotnych oparach miasto straciło kontury miało już tylko zapachy dźwięki, więc musiałem mocno uważać, żeby nie wpaść pod koła powozów, które się nagle wydłużały tumany, ale adres znalazłem i było tak, jakbyśmy ani na chwilę się nie rozstali tylko śmialiśmy się więcej niż zwykle i Zośka więcej o sobie mówiła wydoroślał ale kiedy ma 17 lat trzeba samemu przetrwać w mieście tak bezdusznym przekupni i rozpustne jak Piter nie ma innego wyjścia należy dorośli inaczej przewrócą i depczą, więc jak dorosła opowiadała mi o swojej pracy w kancelarii ludzie przepisywania listów o walce codziennej, żeby nie gryźli posady o zmęczeniu, które stało się jej najbliższym towarzyszem i nie opuszcza jej nawet dobrze przespanej nocy trzymałem w dłoniach i kruchy palce zaglądałem w oczy obwiedzione czarnymi krążkami myślałem tylko o tym, że chciałbym ją natychmiast stąd uwieść ale, dokąd do Wilna tam historie się dzieją z powodu mojego wyjazdu złe języki trąbiono, że zakochany jestem na zabój tam, gdzie przykro mi tylko, że jej jest przykro, kiedy zapytałem jak patrzy na te gadaniny zamilkła i po smutni działa, więc zebrałem się i wyszedłem 12 grudnia 1885 wczoraj z Zośką dzisiaj Zośką jutro zaszkodzi dobrze mi jak nigdy tylko dlaczego tak się lękają matki ojcowie ciotki babki, że się młodzi pokochają, jakby coś strasznego było w tym, że ludzie mają uczucia nie widzą, że wszystkich porządnych facetów co szlachetniej szych więcej rozwiniętych serce gra ogromną rolę, kto ma szlachetne ideały oparte na bezgranicznej miłości ogół ludzkiego najpierw dobrą chwilę musi kochać w jakiej pan pragnie wiecznego szczęścia i dla siebie dla niej, a nie przelotny rozkoszy to taka miłość jak bez zmysłów nie było, ale dosyć głupstw już druga ze zmęczenia rozmarzył litery, ale i tak gotów jestem noc całą pisać teorie, żeby tylko oni nie myśleć i nie dotykać myślami zbyt odważnie jednak gówniarz jestem i Basta pilnuje się pani Piłsudski, żeby głupstw nie narobił 20czerwca 1886 tyle nauki, że czasu ani sił na pisanie nie starcza z Zośką też ostatnio rzadziej widuje mówię sobie, że to przez egzaminy, więc zakuwać trzeba, ale prawda jest taka, że listy, które ślą nam z domów oddaliły nas od siebie mnie tatko napisał niedawno, żebym się nie poddawał zmysłom złość się we mnie zbiera przeciw takim bratnią myślę, że my tu zamierzamy żyć ze sobą nie znają nas wcale lepszymi ludźmi jesteśmy niczym się zdaje i to nie ze strachu przed nimi, ale własnego rozumu Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj wszystkich audycji Radia TOK FM kiedy chcesz i jak chcesz - na stronie internetowej i w aplikacji mobilnej!!

Dostęp Premium

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA