REKLAMA

Odcinek 34. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-22 21:50
Czas trwania:
08:33 min.
Udostępnij:

Odcinek 34 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
na ulicy wśród przechodniów okutany w chmury oddechów jest bezpieczny tu Maryja nie będzie go gonić nie zrobi scen siedemnastoletnia panna przyłapana rankiem pomocnej w Chatce, kiedy goniła studenta po wyspie Wasilewskiej dla niego byłby to najwyżej śmiech i wstyd dla ani hańba mimo to bardzo chce zawrócić przepraszam przepraszam powtarza w głowie, lecz zmusza się do biegu zwalnia dopiero na oblodzonych stopniach nabrzeża skacze na lód rozgląda się na rzece mniej więcej 13 Rozwiń » nurtu dostrzega 2 nieruchomy kształty w Ankarze o świcie przebili skorupę lodu zapuścili natłuszczonej tratwę z błysku i hakiem w nadziei, że złapie się półprzytomny Okoń niedaleko od nich dostrzega ciemne punkty zarośnięte przeręble i idzie ich strony podeszły ślizgają się na cienkiej warstwie wody między warstwą śniegu, a zmrożoną rzeką zwraca się jeszcze raz z rękami wyciągniętymi jak w ciemności dociera do przerębla po pół przeźroczystą taflą Mewa wciąż jest żywa teraz wystarczy mocno uderzyć obcasem, żeby rozbić świeżo zamarzniętą wodę i kruszy się od czasów spod podaż tryskają snopy zmrożonych iskier woda jak pulsującego źródła wylewa się na lód teraz szybko wyciąga z kieszeni zrolowany dziennik wydziera kartki z kartką drze strzępy upycha w garści chce wcisnąć dowody kulę papieru ale kiedy rozciął pierwsza palce porywają wiatr roznosi skrawki nad lodem k na stronę mostu pałacowego lecą jego Petersburski zapiski niebezpieczne dla wszystkich, których spotkał i których imiona zdążył zapisać dla niego też i dla gości przede wszystkim dla nich nie wolno mów plątać jej w tę nieszczęsną aferę nawet jeśli między nimi wszystko skończone nie spodziewał się, że i tak może wyglądać koniec nie opisał w Dzienniku tłumaczył sobie, że to z braku czasu wszystko wydarzyło się zbyt gwałtownie przyjazd starej Baniewicz owej jej twarz wykrzywiona krzykiem, który zagłusza jego żałosny zapewnienia jak bardzo kocham zośkę jak czysta jest ich miłość i do jakich jest gotów poświęceń, by mogli być razem on Apple jak nakręcony stara odpowiada obelgami Zośka milczy, ale z jej spojrzenia wyczytuje, że nie zamierza walczyć, że podda się woli swojej matki i nie zobaczą już nigdy więcej, więc to ona zdecydowała, ale to tylko połowa prawdy drugą jest wstyd, bo wstydzi się przyznać nawet przed samym sobą, że on też przestraszył się matczyne furii, że przysięgi, które składa wzorce jego własne postanowienia wyparowały natychmiast, kiedy usłyszał, że jest łajdakiem i bezwstydnym bała lutni okiem żyją zhańbił pozwolił, żeby przytłoczyła go poczucie winy, a wystarczyłoby zrezygnował zaś bez walki i zapewniając jeszcze swojej miłości sam już w nią nie wierzył, więc kiedy Marynia może po tygodniu może po miesiącu wszystko jedno ból wyrwał go z kalendarza przyniosła wiadomość, że Zośka jest zaręczona poczuł również ulgę nawet nie zapytał, kto zostanie jej mężem było mu wszystko jedno mewy uganiają się za kratkami papieru wiatr zbija je chmury albo rozsypuje po lodzie znowu nosi kręci podrzuca wysoko jemu wciąż zostało jeszcze kilka kartek do zniszczenia już nie próbuje ich topić palce sztywniej ją kawałki, które wydziera ze szczytu są coraz większe rzuca przed siebie i patrzy jak odlatują nagle wiatr zmienia kierunek strzępy Dziennika gnają prosto na niego ucieka przed nimi co chwilę tracą równowagę ucieka przed wspomnieniami, które są jak długi zagmatwany sen zapomniał o sobie opowiedzieć po przebudzeniu, więc zostały z niego są intensywniejsze scen nie potrafi ich powiązać ani nadać sensu powtarza się tylko 1 motyw w wszystkich jest Maryniak to chyba wieczór, kiedy powiedziałam mu o zaręczynach siostry są jakimś szynku nie ma pojęcia jak się w nim znaleźli, ale wie, że to nie miejsce dla niej czuję odór śledzi owej beczki i drewno nasączone wódką oblegają ich słowa, których już nie słyszy, ale czuję jak opiekunką w policzki ktoś podchodzi łapie Marynia za rękę próbuje go odepchnąć dziewczyna zrywa się biegnie za nią po schodach potem jest ulica zimne powietrze ulga ona płacze zabierają do swojego mieszkania wtedy wydawało mu się to zupełnie naturalne jest chyba też po prostu wsunęła mu rękę pod ramię i pozwoliła prowadzić apotem to już nawet nie sceny jego pokoju było prawie ciemno pamięta dotyka mokrej skóry jej ramiona, które zaplanują się wokół niego szukanie dłońmi jakichś znaków szczególnych czegoś co pozwoliłoby mu dowiedzieć kim jest zapamiętać, bo wszystko między nimi działo się w milczeniu słowa pojawiło się potem nad ranem, kiedy opowiedziałam mu swojej miłości, której nie chciał dostrzec i złe zazdrości, która rosła, kiedy zbliżał się do jej siostry o tym, że tamtego dnia, gdy po raz pierwszy za piecem wyznawał zaś swoje uczucia to on obudziła matkę nie był zły nie byłby jeszcze wieczorem, ale nad ranem po tym co wydarzyło się między nimi to już nie miało znaczenia przeszłość została za zmrożony szybą myślał o tym, że jego dłonie prawie mieszczą się pod obojczyk kami Marini, że są jak przyczepy skrzydeł, które musiała odłożyć, zanim położyła się do łóżka potem, kiedy się spotykali starał się nie myśleć zbyt intensywnie wszystko wydawało mu się oczywiste chłodny dystans, kiedy spacerowali po Ermitażu udając, że zajmują ich ciemne obrazy Rembrandta zdawkowe rozmowy gwałtowność, jaką stykały się ich usta, gdy zamykali za sobą drzwi mieszkanie nagość w łóżku i to, że czasami ona znikała jeszcze zanim zdążył zasnąć tylko czasami przychodziło do głowy, że biorąc po co nigdy nie ośmielił się prosić Zośki w jaki sposób mści się na niej przecież nie kochał Mary ni, a przynajmniej nie chciał tego nazwać miłością to co czuł było zbyt nagłe zbyt intensywne zbyt głęboko osadzone w ciele jak głód, który zaspokaja się łapczywie palcami aż do chwili, kiedy zastąpi go ból, ale teraz jego miłość nie miłość nie ma znaczenia jest za szczucie zwierzęciem z trudem powstrzymuje się, żeby nie spoglądać za siebie nie sprawiać wrażenie, że czegoś boi Car wciąż żyje, a tamtych 6złapali może nawet już powiesili pewnie ich teraz przesłuchują niczego nie zdradzą, a jeśli zdradzą bez znaczenia przecież nic nie wiedzą tylko Łukaszewicz, ale jego przecież nie było wśród 6 rozrywa okładki zeszytu i porzuca rynsztoku szybko przecina ulicę trzyma się pleców przechodniów, jakby chciał ukryć ich cieniu zatrzymuje się dopiero przy schodach wiodących do suteren czynszówki przy zaułku Filologicznym stromo, ale ktoś już zdążył posypać stopnie piachem otwiera drzwi zanurza w wilgotnej chmurze pachnącej Gryko podchodzi do kontynuacji kobieta ustami wciśniętym między bułki policzków podaje mu miejskie, kiedy już trzymają w rękach zalewa kasie tłuszczem ze skwarkami Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA