REKLAMA

Odcinek 38. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-18 21:50
Czas trwania:
13:45 min.
Udostępnij:

Odcinek 38 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
wyspa Sachalin Władywostok 18871902 trzeba było ściągnąć czapka oni tobie nie będą skutkować kanalii mordercy nie to co ty aniołek, a aniołek ma 2,5 marsz na wzrostu ich szerokie bary opięte więzienną bluzą z naszyty na plecach karciany tuszem jego głowa przypomina omszały głaz, na którym ktoś dla żartu na sadził pomięte kaszkiet, że to nie głaz świadczą tylko ruchliwe oczy i świeży fiolet wokół nich niedotknięte strużki krwi płynące z ucha napuchnięta Varga Rozwiń » nie dam się upokorzyć mówi, więc wciąż będą bili na jajku potem knutem odbiją nerki płuca połamał żebra ile w ten sposób pożyje rok 2 to co żyć przecież i tak nie pozwolą wrócić aniołek nazywa się Piotr Dąbrowski 26 lat, ale zmarszczki na twarzy surowej jak pień przerośnięty wzdłuż słojów dodają drugie tyle rozkopuje czubem buta kobiet na środku kamienistej drogi zbijając w powietrze tumany pyłu Piotr pomyśl to tylko parszywe sługusów mówi jego towarzysz krztusi się i rozdając czarną chmurę w nich nie ma niż ziarna honoru więc, jakim cudem mieli być odebrać godność nie trzeba cudów wystarczy kij przestań oni są jak morowe powietrze trzeba ich omijać zamiast prowokować ja swoje wiem mruczy pod nosem Dąbrowski i rusza drogą, która wspina się po zboczu porośniętym rachitycznym brzozami odłowy za Dziennikiem i wiejskimi Chałupami wyglądają, jakby ktoś porzucił, zanim z kominów poszedł pierwszy dym zamiast 3 świeże gałęzie wypaczone drzwi płoty powalone, chociaż sztachety lepią się jeszcze w Drzewicy na podwórzach pobojowiska z wybitymi w błoto pogruchotał mi narzędziami żywego ducha tylko czasami trafia się ubiór okutany wyssane z koloru szmaty kiedyś pewnie był kobietą, a teraz ich plecami odzywa się metaliczne pobrzękiwanie nawet się nie odwracają, bo tutaj to zwyczajna melodia przystają, żeby mogła ich minąć karawana więźniów skutych kajdanami rękach niosą piły osła dłuta żelazne kątowniki nośniki siekiery młotki każdym z tych narzędzi mogliby zabić strażnika uzbrojonego w starej Artyleryjskiej wieczór przerobiony na pałkę, ale co potem trzeba było uciekać do bagna, gdzie po topili, by się żywcem lub zżarła ich komary albo w góry, gdzie czekają ich głód i niedźwiedzie można próbować przez cieśninę la Cruza, a kontynent, ale to droga dla samobójców, bo jeśli nie jest skuta lodem pokazuje kamienny zęby i rozrywa kadłuby statków poza tym, skąd brać siły na bunt skoro ledwo jej starcia, żeby przetrwać jeszcze 1 dzień śpiewać przecież strażnik ze spoconym twarzą, ale nie liczy, że więźniowie posłuchają rozkazu w milczeniu przecinają plac przed cerkwią, której cebulę i krzyże połyskują wypolerowane złotem zbudowali więźniowie jak wszystko na Sachalinie stoi na wzgórzu, żeby widać było z daleka nie takie światła latarni na przylądku żonkil, ale przecież nie po to, wznosić kościoły, żeby ostrzegać kapitanów przed zdradliwym brzegami tylko by mówić o kogo należy ziemia przeklęta ziemia, chociaż słońce, które przebiło się przez czarną wełnę chmur kłamie jak najęty Dumki i baraki rozrzucone na obydwu brzegach szerokiej rzeki między cerkiewny wzgórzem i pomosty przystani wyglądają jak na fotografii idylli, więc muszą w nich mieszkać beztroscy i życzliwi ludzie zbocza ruszających na szczytach wzniesień za którymi kryją się kopalnie węgla połyskują dojrzałą udzieleniu bura woda w zatoce srebrze się zalotnie wystające z niej 3 przypominające zęby monstrualnego rekina kamienne wysepki sprawiają wrażenie, jakby tam celowo rozrzucił jakiś specjalista od malowania dramatycznych morskich krajobrazów Piotr uważaj Dąbrowski odwraca się, ale jeszcze nie dostrzega niebezpieczeństwa widzi tylko, że kolumna więźniów rozmawiał porywisty podmuch, ale powietrze stoi w miejscu, więc to nie wiatr raczej Anika każe skazańcom tańczyć dziwacznego Mazura niektórzy kulą się ku ziemi inni wyciągają w górę dłonie skute łańcuchami próbują jednocześnie chwycić Daszki czapek i nie upuścić narzędzi to niemożliwe, więc na ziemię lecą młotki dłuta więźniowie usiłują je podnosić potykając się i popychając 1 drugiego wciąż przy tym starają się odsłonić wygolone Chery tylko jak skoro kajdany krępują ruchy padają, więc na kolana Bóg 1 wie czy to po to, żeby błagać o litość czy przyjąć czas tam zobaczyć teraz Dąbrowski widzi nawet poznaje o Michajłow naczelnik aleksandrowskiego więzienia 1 z tych, którzy głupotę rekompensują sobie butą i okrucieństwem zatrzymuje się przed więźniem, który jeszcze próbuje utrzymać w rękach żelazny Drąg i dosięgnąć daszka przygląda się przez chwilę, a potem z rozmachem otwartą dłonią bije w twarz tamten upada jak podcięty, a potem skręca się w błocie, próbując uniknąć kopniaków Michajłowa kiedyś za to zapłaci warczy Dąbrowski i ma rację, bo mało, który naczelnik więzienia dożywa tutaj końca służby nie Gadaj głupstw denerwuje się jego towarzysz już ściąga czapkę niedoczekanie, więc i stąd dziś wystarczy popisów służyć błagam cie pogrążyć nas obu o Edmund płaski minął rok od kiedy wysadzili go na wyspie większość tego czasu snuł się po aleksandrowski otępiały z głodu 20 dni spędził w gorączce może przez 2 tygodnie miał pełny żołądek, ale wtedy dusiła go tęsknota przepisowo ściąga czapkę i stając na baczność kłania się komendantowi ten nawet nie raczy na niego spojrzeć 1 ofiara pewnie wystarczy do południa Polski oddycha z ulgą odwraca się od cerkwi i rusza w stronę drewnianej palisady strażniczej wieży nad bramą sam Dąbrowski w ostatniej chwili zawrócił do domu, który nie jest nikt nie będzie ich domem wcale nie, dlatego że mebli mają tylko 1 stołek na 2, a ze sprzętów 2 nowe kubki miski łyżki czajnik Kociołek i drewniane pudełko z zapasem herbaty i nie, dlatego że jest raczej zwierzęcą norą skoro za podłogę służą w nim rzucone na klepisko gałęzie Jedliny płaski nie nazwie ich chaty domem ze strachu, że w ten sposób na zawsze szykuje się do wyspy właśnie tego boi się najbardziej, że tutaj przyjdzie mu umrzeć, bo jeśli nie zaciągają go współwięźniowie nie zakazują strażnicy wykończy gruźlica albo strzeli sobie łeb z rozpaczy brama więzienia jest otwarta wciąż ktoś wchodzi wychodzi mijają się kolumny skazańców kondukty z trumnami transporty chleba zresztą trudno nazwać chlebem zakalca na rodzinach dlatego wziął ze sobą pół bochna porządnego radiowca wczoraj przypłynął kolejny transport 500 więźniów wszystkich nie nakarmi, ale przynajmniej paru przypomni sobie jak smakuje prawdziwy chleb, zanim przejdą na więzienny wikt przecina grząski dziedziniec przechodzi obok studni, która jest również łaźnią i kuchni pod brezentowym dachem przedwczoraj naczelnik kazał opróżnić barak stojący tuż obok i zrobić miejsce dla nowych wchodzi do środka rękawem przyciśnięty do ust dobrze wie jak cuchnie człowiek po 3 miesiącach pod pokładem nowi już nie śpią, chociaż przyznali ich tutaj grubo po zmierzchu złożą ciasną pchnięty prócz zataczają się, jakby wciąż nie opuścili statku cisną się do kadzi ustawionych w kontach żłobki wodę mając usta i nosy 3 Piast Brody wypływają im nawierzchni i zasłaniają lustro jak listki rzęsy zwierzęta myśli o nich, ale przecież pamięta swoje pierwsze przebudzenie na wyspie wtedy też było wszystko jedno, a sił ledwie starczyło, żeby zanurzyć w kadzi brudny łeb wyrzekać breję, którą ich nakarmili rozebrać się do gołego i pozwolić się wepchnąć do bani cuchnącej trenu potem oblali go wodą odstęp, która piekła w oczy, ale wybiła wsi powinien ostrzec nowych, że złapią, gdy Emperię, lecz patrząc na ich wyblakłe twarze jest pewien, że to nie ona ich zabije podróż upodobniła więźniów do siebie ruskich Tatarów kozaków Żydów kaukaskich spłaszczyła im twarze poparzyła skórę i pokryła jednakową siatką blizny wypaliła brwi i że wygasiła źrenice wyssała krew warg i zmieniła je suchy strupy patrzą przed siebie nieruchomymi oczami identycznym wyrazem bezbrzeżna ten złoty jeśli były w nich jakieś emocje jakieś myśli słońce wysuszyło je na popiół, a słona woda wypłukała za burtę idzie w głąb baraku coraz bardziej zbitą gęstwiny ciał musi uważać, żeby nie potknąć się od mokki, których więźniowie pilnują jak mewy jaj przysiadają na nich klękają obok rozwiązują zawiązują troczki, jakby się bali co mogą ujrzeć w środku twarze mają wciąż takie same otępiały i nie ma o tym, białe, ale tych 3 wygląda inaczej siedzą na 1 pryczy i rozglądają się dookoła niepewnym wzrokiem coś dla siebie szepczą w końcu jakieś cywilizowane twarze myśli płaski i zaraz się za to karci przeciska się do okna, gdzie ścisk jest największy sad wielki krok nad rzucającym Tatarem już ma ich naprzeciwko siebie nowy gapie się na niego kiwają głowami nie jest pewien czy, żeby potwierdzić czy zaprzeczyć chyba nie rozumie pytań za 1marca zamach ten z lewej, który przypatruje się dziko spod czarnej grzywną potwierdza skinieniem a bo wzdycha i przysiada obok żyjecie bałem się że, zanim dopłynie na Sachalin zatłukł owa kryminalni władzy na łóżku Toborek rozsypuje i rozciąga chusta jedzcie ociągają się, więc wyczerpuje grudy chleba i wciska im dłonie, skąd jesteście pyta odruchowo złowić z podłóg znów ja też Półtawskiej Guberni, a ja Warszawy mówi Płoski sytuując dłoń okruchy z chusty Holak dopytują zaskoczeni potwierdzenie wyraźnie, bo usta pełne okruchów czuję, że coś się zmieniło ich spojrzenia już nie są nim zainteresowane są podejrzliwe wszyscy 3 milkną twarze im też zieją przestają przeżywać chleb, jakby nagle nabrał goryczy znów szepczą między sobą ze wzrokiem wbitym w coś nad jego głowa, a ja z Wilna słyszę za sobą zmęczony głos odwraca się spotyka spojrzenie zielonych oczu zapadniętych w głąb wąskiej twarzy z Wilna powtarza bezmyślnie płaski i gwałtownie podrywa się z łóżka mówicie po polsku pyta, chociaż zna odpowiedź wyciąga ręce i nie czekając na jakąkolwiek reakcję szyta nieznajomego za nadgarstki już zmuszenie wymknie też za 1marca skinienie głową Jezus Maria nie miałem pojęcia, że ktoś z naszych ja za proletariat i propagandy po fabrykach Edmund płaski Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA