REKLAMA

Odcinek 41. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-15 21:50
Czas trwania:
11:13 min.
Udostępnij:

Odcinek 41 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
w nocy może jest spokojny nad ranem udaje się nawet wpaść w cienką szczeliny między jawą snem budzi go krzyk i dźwięk rozsuwanych kratownic strażnicy każą zbierać menela i wyłazić na pokład kolbami prostują szeregi więźniów rozlewają herbaty kubków rozdają po grudzie chleba nie ma siły go przełknąć jest pewien, że natychmiast Żywno, by nim na pokład ściska, więc bluzek spodni chleb pakuje za pazuchę nad pasek chce przyjrzeć się Wybrzeżu, ale wiatr pcha w oczy Rozwiń » dym z kominów, a strażnicy już gonią katorżników w stronę burty spogląda w dół na falach koleje się barka szczepiona 2 sumami skuterem parowym zarzuca tłumów na plecy spuszczać z pokładu, ale podeszwy ześlizguje się drabinki przez chwilę wisi na rękach pewny, że zaraz spadnie i rozbije się od deski albo utonie w spienionym morzu chleb wysuwa się za pazuchy spada dowody ktoś chwyta za but i naprowadza na szczebel po chwili jest na rozchwiany pokładzie w tłumie sklejony potem podpierających się wzajemnie ciał ponad głowami więźniów dostrzega czarną skarpę trochę bliżej 3 skały wydłużające się Toni są jak narośl na grzbiecie Morskiego potwora do brzegu została jeszcze wiorst ta z tej odległości widzi już rozdarcie na burcie 1 sprawców wyrzuconych na brzeg maszt ogołocony z żagli lin obsiadły Rybitwy mewy kulą się przed zaczynającym poziomo deszczem zbliżają się do pomostu dostrzega, że plaża jest czarna włamali się w Łodzi i zatacza po rozkołysanym trapie ostrożnie, żeby tylko nie dać się strącić do skopiowanych wody zmusza się do biegu po pomoście w stronę drewnianego baraku, którego bielone fasada przecina drogę na brzeg w porannym słońcu wygląda jak przeniesiona z kurortu za chwilę wysypie się z niego rozbawione Towarzystwo pod parasolkami i wsiądzie na wycieczkowiec, ale z każdym schorzeniem złudzenie rozwiewa Czerniak od wilgoci deski łuszczące się ściany zabite okna, kiedy już może policzyć kraty na dachu każą im się zatrzymać przed barakiem czeka grupka starych więźniów próbują mieszać w tłum, ale i tak łatwo ich rozpoznać, bo nie rozglądają się nerwowo i nie szepczą między sobą mają za to rozwodniony spojrzenia, a ich usta przeżuwają powietrze ich ręce, mimo że zakupy w kajdany są bardzo rozmowny domagają się papierosów chcą się wymieniać na ubrania wsuwają się nowym pod kurtki w poszukiwaniu pieniędzy rozdzielają ich strażnicy nowi próbują zasłonić przed czasami nie wiedzą jeszcze, że nie warto kij i tak przebije palisadę z ramion, tyle że uderzy jeszcze mocniej ci starzy kulą się i uciekają nie za daleko, żeby strażnicy nie wiedzieli, że nie warto ich gonić powalić na ziemię mieszać krew z błotem nowi mają czekać Bronisław boi się pytać boi się prosić o wodę chleb za to pozwala słońcu, żeby wysuszy mu ubranie po kwadransie szmaty zaczynają parować słuchano nie ma pojęcia ile czasu minęło, zanim na pomoc toczyły się po wąskich torach umorusane węglarki chorzy włażą do środka reszta rzuca to były i ustawia się córkami, ale w wagonikach nie ma już miejsca dla chorych, bo zajęli najsilniejsi on może im co najwyżej wrzucić ponowi swój dług nie trzeba ich uwadze chwyta za ramię pokazuje starych więźniów, którzy czają się pod portowym Barackiem już rzucają się naprzód chcą pierwsi dopaść wózków, na których przyjechały bagaże przerzucone z barek, ale nowi wyrywają im swoje klejnoty zarzucają na plecy albo przyciskają do piersi naprzód rozkazuje oficer więźniowie muszą biec pod wiatr szkwał rzuca im twarze kwarty zimnej wody buty ślizgają się po sprasowane w żużlu rozgląda się uważnie, ale niewiele może dostrzec przez kurtynę deszczu gazowe latarnie, które pewnie płoną tylko na powitanie generał-gubernatora tory wąskotorówki wzdłuż traktu potem rów i korzenie karały modrzewi wystające z wypalonej skarpy przed nimi na wzgórzu zaostrzone wieżyczki cerkwi z nabytymi na nie złotymi cebulami cienie budynków wzdłuż drogi biegają na most luźne deski tylko czy pod skazani sami za mostem próg Bronisław potyka się do niego ześlizguje na kolana to był wysuwa się z rąk podnosi go, ale wtacza się na niego kolejny więzień czuję w ustach smak wilgotnej ziemi wstawaj jak długo mają jeszcze biec nikt nie powiedział zresztą to bez znaczenia udaje mu się podnieść, ale za chwilę i tak położy się na drodze, która wspina się stromo ku miastu wszystko jedno czy Kozacy z eskorty będą robić czy stratuje kopytami już nic nie widzi przed oczami wirują jaskrawe chmury dopłynął na wyspy tylko po to, żeby zaraz zdechnąć z trzymaj już niedaleko czuje na ramieniu czyjąś dłoń i warzyw jego głos odwraca się, zanim stoi zasypany więzień, chociaż zarósł cały rzadko Szczecina pod spodem wciąż ma twarz grzecznego chłopca z zaciętymi ustami nie ma czasu, żeby pytać o ten niespodziewany akt Miłosierdzia Kozacy krzyczą, żeby ruszać i do szczepień mówią czysty potem wbiegają otwarte wrota między drewniane baraki więzienia w Aleksandrowską nie pamięta jak znalazł się na pryczy nie pamięta przebudzenia pamięta, że poczuł ani, bo nigdzie nie mógł dostrzec i uważa Ewa pamięta twarz polskiego i to, że go wyściskał pamięta, że nie miał siły okazywać radości i że wstydził się powiedzieć, że uścisk sprawia ból pamięta smak chleba i to jak ich wygnali z baraku i ustawili długie szeregi przed stołami, gdzie urzędnicy siedzieli linii palce i szukali nazwisk więźniów na listach przesłanych z Petersburga długoterminowy krótkoterminowy polityczny urzędnik podniósł wzrok znad papierów przetarł okulary palcem i przyjrzał mu się uważnie wśród więźniów przywożonych tu co roku 2 partiach przeważali włóczędzy mordercy złodzieje i od 9 polityczni pojawili się dopiero rok temu niedoszłych samobójców jest szczytu ziemi nazwisko Piłsudski Bronisław Osipowicz urzędnik od raczył go na liście i powiedział bez wyraźnego powodu i poza procedurą, że wszyscy tutaj jesteśmy więźniami Bronisław zrozumiał, że był to szczególny sposób, żeby okazać współczucie albo przekazać ostrzeżenie nigdy stąd nie uciekniesz następne Płoski zaproponował, że zabierze go do siebie zdziwił się, że wolno ale zanim pozwolili mu wyjść na miasto i lekarz sprawdził pobieżnie stan jego uzębienia zajrzał do oczu i uszu kazał otworzyć usta spuścić spodnie potem pozwolili mu się wykąpać zmienić bieliznę nie dostał prowiantu ani więziennych odzieży tylko sprawny chała żółtym pasem na plecach dzięki temu znakowi tubylcy wiedzą kogo powinni się najbardziej bać, a strażnicy kogo wolno im być bezkarnie tłumaczył płaski, kiedy wyszli za bramę przez chwilę czuł potrzebę, żeby natychmiast zawrócić, bo jak to może tak sobie, iż bez kajdan bez konwoju zakręciło się w głowie po raz pierwszy od pół roku był wolny wiedział, że to iluzja, że całą tę wolność musi właśnie zawiesić, bo z naprzeciwka szła jakaś Łach Odra w mundurze Płoski kazał ściągnąć czapkę mówił, że w sklepie wolno kupić talerz i łyżkę, ale nie nóż i że do szynku ich nie wpuszczą, ale Bronisław i tak chcę, żeby złudzenie trwało jak najdłużej potem znów wyrwa w pamięci aż do chwili, kiedy płaski podaje mu za wymianą szybkę, a może to Dąbrowski nie jest pewne unosi w górę i patrzy jak czarny krąg powoli wdziera się słońce pamiętaj jazgot spanikowanych ptaków łap pod ich skrzydeł i krzyki ludzi, którzy wybiegli na podwórza zadzierali głowy albo padali na kolana, żeby się modlić też upadł nie wiedział czy to wina ciemności w środku dnia głosów mówiących po polsku niespodziewanego poczucia bezpieczeństwa po miesiącach paniki rozpaczy i tęsknoty, która gromadziła się w nim, kiedy strach wypiera inne emocje teraz już nie musiał walczyć żaden gorset nie trzymał go w pionie nie próbował nawet zapanować nad łzami nad dźwiękiem, który pomieszany ze śliną wypływał z ust nad słowami, w których nie było sensu tylko żal płakałem jak dziecko mówi płaski następnego ranka, ale on pamięta tylko, że się dusił, jakby nie wiedział co możecie spotkać kiedyś zabierasz za nielegalną robotę staje ze stołka i podchodzi do okna nie jestem rewolucjonistą odpowiada już spokojnie, jakby dyktował list albo testament nigdy nie byłem przynajmniej wiecie za co was wywieźli Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA