REKLAMA

Odcinek 42. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-14 21:50
Czas trwania:
07:28 min.
Udostępnij:

Odcinek 42 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
uwagę od pierwszego dnia na wyspie pielgrzymuje do siedziby komendanta próbuje się wiedzieć co zamierzają z nimi dalej robić przecież nie zostawią Aleksandrowską, bo to niebezpieczne i dla nich i dla gen. Kononowicza, który dba, żeby w Petersburgu myślano o nim jako dobrym gospodarzu i człowieku pełnym humanitarnych zamiarów lepiej więc, żeby nie musiał tłumaczyć, dlaczego dopuścił do samosądu na niedoszłych zabójcach, a niby jak miałby ich przed nim ochronić zadnia Rozwiń » rozstawiać wokół szpaler kozaków, a nocą trzymać w oku tych skrzyniach starzy kryminaliści i tak znajdą sposób, żeby dodać zamachowców to tylko kwestia czasu na razie spływają na ich widok czują psy i Rezai ją palcami po szyję, kiedy nikt nie patrzy, ale minie tydzień miesiąc może pół roku ktoś na chwilę stracić czujność i zaraz 1 trupa znajdą utopione go na terenie drugiego zamarzniętego w tundrze trzeciego przepaści czwartego na sznurze razem z zagadką, bo jakoś udało mu się powiesić, chociaż ręce miał związane po razem na razie uwadze bierze na siebie ataki nadgorliwych obrońców majestatu, ale jak długo można obelgi uciszać modlitwą, a ciosy odpierać wyciągniętym z koszuli drewnianym krzyżykiem niech będzie Wola twoja rzuca po powrocie z miasta i opada na prycze, a po ludzku dopytuje Kanter przekonali mnie nic nie chcą gadać może jeszcze nie postanowili sobie żartuje Nikity przecież to jasne, że Pogoń nas na północ tam, gdzie ziemia nie od marża warczy korku albo do kopalni Rzepce Piłsudski już wie czym są kopalnie na Sachalinie łaski opowiedział mu czarnych skarpach opadających w stronę aż do burzliwego morza przewidzianych labiryntem tuneli tak wąskich, że może się w nich zmieścić tylko 1 więzień przykuty do sań czołga się z nimi aż do środka ładuje węgiel i wraca jeśli po drodze się nie udusi albo nie przygniecie go zapadający się strop tak 13× to dzienna norma za niedotrzymanie kije albo cięcie po racji chleba próbuje policzyć ile razy będzie musiał wcisnąć się podziemie 15 lat 13× dziennie odjąć niedziele, ale tylko raz miesiącu jeszcze coś jest nowe godło skreślenie każdego dnia 15 budów urobku, więc ile to uwadze kamper Horcus wołał Piłsudski odrywa się nad rynny, w której szoruje Sarzało bieliznę z czekającymi dłońmi biegnie do szeregu staje na baczność przed komendantem więzienia ubierać się i dzieci do miasta macie się zaprezentować na 4 dni jutro marsz 4 dni do Due zasili jeszcze 1 mówił Piłsudski kulą się przed deszczem goni ich burza, która znad zatoki toczyła się do miasta wpadają do sklepiku wielkie słowa wszystkiego parę niemal pustych worków i zakurzonych skrzyń pilnowanych przez starego Żyda Bronisław pakuje do Boca Tutki z Kasią herbatę Horka chleb skrawek skóry słoniny jeszcze imbryk garnek z grubym dnem ten najmniejszy nakazuje płaski, grzebiąc w liściach żelaznych cynowych naczyń uwiązany do belek stropu, dlaczego najmniejszy, bo będziesz gotować tylko tyle ile sam jest nie będzie dzielił się z nikim ani wyrzucać resztek przytakuje mu bez przekonania jesteś sam rozumiesz nie lidze jeśli ty się z kimś podzielić ktoś podzieli się z tobą zapomni o miłości bliźniego, bo nie ma tu żadnych bliźnich są tylko wilki, które się biją o mięso i suki do krycia bluźniercze ta wyspa cała jest bluźnierstwem jeśli stworzył ją jakiś Bóg to strach się do niego modlić garnka nie trzeba czyścić wystarczy, że owe liże skoro nie kopalnia to pewnie przygarnął was butików mówi płaski, kiedy siedzą pod ścianą w jego izbie garnuszku herbaty grzeją im dłonie deszcz wciąż opiekuje dach wciska się szczeliny między płatami kory wskakuje paroma dróżkami ze stropu i wsiąka w klepisko pasuje mi do niego Bronisław nie ma pojęcia kim jest budynków ani czy to dobrze czy źle, że trafi pod jego opiekę dopytywać nie ma po co, bo czym różni się 1 kat drugiego wystarczy chwila ulgi, którą czuje po raz pierwszy od lądowania na wyspie ma zapach powietrza po burzy i smak słodzone herbaty budzą ich o świcie ganiają na dziedziniec i wciskają kolumnę wśród 2 setek więźniów od razu wiadomo, którzy to polityczni dźwigają kajdan, a ich bagaże jadą na wozie zaprzężonym w woły, żeby nie kuli w oczy dowódca każe im się przenieść na koniec konwoju droga wiedzie na wschód po 2 godzinach marszu skręca na południe jest całkiem dobra świeżo ubita deszcz skleił kurz, więc nie pcha się do oczu i ust wczesnym popołudniem trakt zaczyna się wspinać po cichu 1 po drugim przysiadają na wodzie, żeby oszczędzać siły, kiedy przychodzi jego kolej właśnie staczają się na grzbiet pierwszego łańcucha wzgórz nad miastem rozgląda się po okolicy i myśli, że nie tak wyobrażał sobie piekło i nie takie opisywał w pierwszych listach do domu powtarzał w nich to co opowiadali zesłańcy, ale teraz chętnie zostałby cenzorem własnych słów wykreślił prawie wszystkie i zaczął od nowa napisałby, że kiedy droga wchodzi w dolinę mijają wielkie topole i wiązy górskie, których nie wyglądają jak kolumny pogańskich świątyń Korony, tworząc promieniste sklepienia, przez które z trudem przeciska się światło dopisał jeszcze, że po zmierzchu na brzegach strumieni rozpalają się błędne ognie świecą kałuże konary martwe pnie, a spod stóp ulatują Mary Fosfory czujących Drobin, ale i tak nie miałby siły napisanie w stawkach, które mijali za dnia nie było dla nich miejsca, więc teraz splątany innymi więźniami próbuje zasnąć w oparach cuchnących oddechów panującego potu jak najbliżej ogniska, nad którym wisi kilkanaście tajników garnków nocą zrywa się porywisty wiatr się, czego po karku z innymi strugami i przy dusza do ziemi każde zagłębienie zmienia się kałuże, po której tańczą rozpryskuje się bańki powietrza wiatr deszcz grają w koronach drzew jakąś upiorną melodię las odpowiada skowytem i szukaniem zimno przenika przez skórę daje mu się, że nie tylko zęby, ale też zebrać go uczą i obijają się siebie musi się ruszać, ale najpierw przebudzić ze snu nie snu raczej letargu, w którym przestaje czuć myśleć znosić ból wycieńczonego ciała przeciska się do wygasł jego ogniska dopiero ostatnie muzyki ciepłej wody żyje skórkę od chleba z otwartymi oczami czeka na pierwszy przebłysk słońca i odrobinę ciepła Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA