REKLAMA

Odcinek 53. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-03 21:50
Czas trwania:
13:01 min.
Udostępnij:

Odcinek 53 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
minął tydzień od wyjazdu Czechowa Piłsudski z każdym dniem czuję coraz mocniej, że nie obchodzi go terapia, którą sobie zaaplikował Antoni Pawłowicz więcej smutku niż pożytku z tej jego wizyty od kiedy butikowe wyruszył do paliwa nie tylko Horcus chodzi jak Strug ty, jakby powietrze stało się cięższe i przyjęło ich do ziemi, aby siła zaś górowała im usta najbardziej martwi go Maria Antonow na, zanim Czech wrócił do swojej kwatery Bronisław widział za uchylonymi Rozwiń » drzwiami jej nagie plecy doktor przykłada do nich trąbkę nasłuchiwał obok stał i warzyw i przyglądał się Marii, a on do dzisiaj nie jest pewien czy z troską czy rozpaczą rozmawiali potem we trójkę szeptem jak w domu umarłego próbuje nie poddać bez ładowni ktoś musi sporządzić konia napoić woły nawet jeśli od paru dni nikt ich nie wygania na pole zresztą lubi zanurzyć się ich ciepłych dniach gładzi drżącą skórę i patrzeć jak obojętnie przeżywają słomy obchodzą ich tylko roje much, które pchają się do oczu odpędza ją gwałtownie potrząsając łbami, ale teraz jeszcze mruczą spokojnie najpierw słyszy, jakby dźwięk strun potem Chrobot nad wyrażonej Belki odgłos, jakby ktoś chciał wykrztusić naraz to plwociny otwiera drzwi w ciemno widzi tylko jakiś wahadłowy ruch i trzepot skrzydeł, ale to nie skrzydła tylko czy stopy rzuca wiadro biegnie przez wybory pod ostatnią rzecz podtrzymującą dach hord coś zrobił chwyta go pod kolana unosi jest ciężki podpiera ramieniem jego biodra czuje wilgoć koń niespokojnie depcze słomę za przegrodą desek woły ryczą i napierają na Belki wyżej jeszcze trochę ręka nawiązał musi go poluzować ciężko idzie, ale korków chyba już może oddychać teraz nóż albo się gdzieś tu jest szybciej sierp wisi usunięty ostrzem szczelinę między deskami nie sięgnie, gdyby udało mu się podciągnąć stołek wesprzeć na nim chora Kuna zaczepia czubem buta krawędź blatu, ale wtedy chciało się obsuwa cholera ktoś jeszcze powinien być w pobliżu Kanter anten, czego tutaj szybko Jesus dawaj pokazuje głową ostrze między deskami cięcie ciało opada klepisko po co hord po co w biegu po twarzy jeszcze raz orków gwałtownie chwyta oddech potem seria od Kasi wręcz łapie 1 ręką za gardło zapierał ściany i próbuje wstać Kantar podpiera zataczają się w chórku stara się mówić, ale z gardła wydobywa się tylko więzienie otwiera szerzej usta, jakby chciał zwymiotować słowa to moja teraz nic nie mów muszę to moja moja wina sadzają go na stoku Kanter łapie Chochlę i czerpie poidła Horcus przełyka z trudem to przeze mnie on wszyscy złamali mnie rozumiesz łapie się zakup 2 łokciami zasłania twarz wyje uspokój się obiecali życie powiedziałem co chcieli Łuka słowa przeciskają się przez zaciśnięte krtań wszystko wszystko dlatego chciałem się zabić nie mogę dłużej nikt nie chce rozgrzeszyć Kanter unosi pięści chce uderzyć w korku na skroń Piłsudski łapie go za przegub zostaw go słyszałeś sam przyznał pieprzone zdrajca i co dobije go zasłużył oszalałe chcesz być tak jak oni powinien wisieć no to już szubienica gotowa w Cannes czy wraca się i wali pięścią w słup kury zlatują grzędy, unosząc chmurę pierza, gdyż podnosi wzrok na Piłsudskiego co z nim zrobimy zastanawia się przez chwilę zaprowadzimy do Marii Antoniny po cichu lepiej, żeby był taką się nie dowiedział, a potem nic nikomu nic nie powiemy i też ma milczeć Piłsudski odwraca się do chórku rozumiesz niczego już nie zmieni i nikomu nie pomożesz zdradziłeś to cierpi to tutaj rób co chcesz, ale lżej mniej nie jest już nic winien jeszcze ciemno, więc tylko się domyśla, kto go trąca ramieniem przeciskając się pod ikonostas, kto dusi się od kaszlu, kto głośno oczyścić nos ręka kożucha albo kuchenki jest duszno od napierających ze wszystkich stron ciał wilgotnych oddechów i łamiącego zapach kadzidła pot kropla mu się na skroniach ma ochotę wyjść, ale nie przedrze się przez liczbę dni dziś o północy wie, która godzina, bo przez okna uchylone drzwi dobiega stłumiony odgłos dzwonu, a jednocześnie gdzieś z przodu rozpala się przygasa wątła poświata wyciąga się nad ramionami stojących przed nim mężczyzn dostrzega kapłana, który odpala świecę odwiecznej lampy po błękitnym Polonia nie odwraca się od wiernych podchodzą do niego 1 po drugim od płomienia rozpalają się gromnicę bojówki i garnki wierni dzielą się ogniskiem światło wędruje w głąb świątyni i wspina się coraz wyżej po ikoną stała się drużyna złoconych ramach na euro na świętych zaciętej twarzy Pantokratora kułaków siłaczem cały ostatni miesiąc montowali ikony, żeby zdążyć na paskach dążyli teraz stoją w drugim rzędzie tuż za takowe, który przytrzymuje za ramiona wszyscy mijające Książąt oko budzi głośny śpiew po głębokim barytonem opowiada o niewiasta, które spotkały anioła przed pustym grobem i uchyla carskie wrota na co czekasz wychodzimy słyszy przy uchu niecierpliwy ZEP Włochów popycha go ku drzwiom porywa ich nurt więźniów osłaniających dłońmi czapami płomienie świec procesja wędruje od Zachodu na wschód na czele po potrójnym świeczniki, zanim uwag czy wkroczy Ewangelia, że tuż, zanim chórku dźwiga ikonę Chrystusa w białej szacie wyciąga na niej ręce mężczyzną i kobietom klęczący we własnych trumnach biała jest też chusta, którą Horton obwiązać sobie szyje 3× obchodzą cerkiew potem przystają przed zamkniętymi drzwiami po próbuje okazji członku razem z ikoną, ale wiatr porywa dym wysoko w górę sława odczuje synu światło mu duchu śpiewa kapłan i mnie i prysnął podejmuje warzyw potem już wszyscy śpiewają i wieki wieków nawet relacje, którzy całą gromadą przyszli pod cerkiew, żeby z bliska obejrzeć święto zmartwychwstania próbował wyjaśnić niż pań nowi jego sens, ale jest pewny, że chłopak nie zrozumiał, dlaczego bóstwo daje się ubić skoro ma moc, żeby po 3 dniach zmartwychwstać ostrzega wśród Polaków jeszcze kilka znajomych sylwetek twarzy, ale jej nie ma jest rozczarowany nawet zły, lecz natychmiast karci się za jedno i za drugie Christos was kryzys głośne wołanie odwraca jego spojrzenie w stronę drzwi widzi jak po dźwiga wrota cerkwi krzyżem i świecznik wiem ustępują z jękiem po nabożeństwie wraca do chaty sam Wołoch poszedł świętować wojować Ewa wciąż jest ciemno, ale dostrzega jej cień sklejony ze ścianą siedzi na ławeczce pod oknem i podrywa się na jego widok mówi coś szybko zaś szybko nie rozumie ani słowa otwiera drzwi ona milcząc wsuwa się, zanim coś stawia na stole, kiedy udaje się zapalić świecę dostrzega drewnianą figurkę Żuraw dopytuje ją po rosyjsku nie wie jak nazwać w języku iglaków mniejsza ona nawet nie próbuje zrozumieć chyba nie ma ochoty na pogawędkę nie patrząc na niego obchodzi izbę i przyciąga palcami po nierównych deskach podważa paznokciami skrawki kory skubie plecionki rozwieszone na ścianach przystaje nad stołem pieścić palcami wypolerowane blat, jakby pierwszy raz dotykała czegoś tak gładkiego skręca opuszkami palców Knot świecy 2 pudełko z tytoniem, ale nie dotyka zapisanych kartek tylko przegląda się im coraz głębiej, pochylając głowę rozdrażnił go wizyta ma ochotę ją przegonić albo sam się boi własnych myśli chcesz kraju podpala jeszcze 2 główki dorzuca Bjoergen do pieca i rozdmuchują żar podcieni okiem robi harmider, szukając pudełka z herbatą, ale ona wciąż nie słyszy albo udaje tylko po co dziewczyna w końcu bierze Drąg kartkę z pociętym listem przez chwilę wydaje mu się, że czyta, ale jej źrenice pozostają nieruchome nalewa esencji na dno kubka dopełnia wrzątkiem i stawia na stole, ale ona do niego nie sięga jej oczy nic nie proszą chyba nawet nie potrafią prosić sam się domyśla cukier otwiera skrzynie wydobywa płócienny woreczek nabiera garstkę i wsypujemy Spodek w unii chwytak i realizuje od razu całą zawartość głodna dopytuję tym razem zrozumiała przytakuje ostrożnie zaraz na karmie urządź prosi i pokazuje jej krzesło, ale ona wciąż stoi wyniosła i nieruchoma jak figurka na stole znów go nie rozumie, ale bez znaczenia i tak musi zagadać swoje skrępowanie niepokój układa na blacie zawiniątko z chlebem obok talerz pajdy wielkanocnej baby obsługuje odeski gotowane jaja i obiera ze skorupy odcina poucza słoniny szeroki pasek w unii wyciąga ręce rwie chleb łapczywie wpycha do ust zasłania dłonią, żeby nie widział jak pęcznieją jej policzki jak przełyka ledwie pogryzione kasy popycha w jego stronę podziurawiony bochen nie jestem głodny mówi ona patrzy na niego zdziwione już nie odrywa wzroku wygania z talerza okruchy baby wsypuje do ust i obligując palce przysiada na krawędzi łóżka jej oczy wciąż o nic nie proszą ucieka przed wzrokiem chowa jedzenie do skrzyni przemywać talerz porządkuje papiery gasi 2 świece przecież trzeba oszczędzać kątem oka widzi, że przesunęła się zrobiła mu miejsce obok siebie siada, chociaż nie powinien powinien ściągać butów ani pomagać wyswobodzić zwróconego kaftana nie czuje wcale jej szczególnej siły tylko łagodną dotyk i smutek, jakby żegnała się z nim każde zetknięcie policzków jest zrzeszony, kiedy rozczarowuje jego koszule bada palcami wgłębienia wsi ziarnistą ość sutków za lata sobie na kciuku włosy nad jego przyrządzeniem potem zjeżdża w dół i bierze go do ręki delikatnie uciska masuje, choć on nie potrzebuje dotyku, żeby wypełnić krwią przewraca się na plecy rozpętuje pasek tuniki SUV-a ją z ramion przymyka oczy czeka na jego dotyk skóry ma rozgrzaną śliską jak by pokrywała ją cienka warstwa oliwy unosi się nad nią intensywny swąd surowej ryby i wilgotnej ziemi nie ma czasu, żeby się zastanawiać czy ten zapach brzydzi go czy podnieca w unii wsuwa się od niego po drodze do ust mocno gryzie jego sutki dłonią szuka dla niego miejsca w swoim ciele przyciąga go do siebie skleja rozchylają uda, żeby mógł zanurzyć się w niej jeszcze głębiej próbuje mocniej przebić biodrami łóżka, ale to jej ruch dyktują tempo dzikie gonitwy po miękkim mchu przez zimny Strumień wśród gałęzi, które kaleczą do krwi napiętą skórę budzi się, kiedy pokój wypełnia jeszcze mętna szarość siada na łóżku pod ścianą w rulony zwinięty plecie śpi niż pań za oknem UE dają psy próbuje przekrzyczeć zachrypnięty Kogut na stole obok siebie stoją Jeleń Żuraw i niedźwiedź Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA