REKLAMA

Odcinek 54. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-10-02 21:50
Czas trwania:
10:15 min.
Udostępnij:

Odcinek 54 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
sygnały zapamiętale po zmrożonej tundrze, ścigając niewidzialną zwierzynę Bronisław nie musi nawet poganiać zeskakuje z sań biegnie obok kundli, naśladując ich życie jest częścią watahy kieruje nim żadna myśl, lecz coś, czego nie potrafił nazwać, choć czuje jak naciąga mu mięśnie łydek jak zgina prostuje kolana obraca biodrami i zasysa coraz szybciej zimne powietrze śnieg pcha się w oczy, ale on widzi dalej i ostrzej niż kiedykolwiek słyszy każde uderzenie psich Rozwiń » łap lodową skorupę i każde uderzenie swojego serca nie porusza się jest ruchem gonitwą krążeniem krwi rytmem stóp i coś trzeba co w krzakach grupa ad całe stado niezgrabnie podrywają się w powietrze byle dalej od psów które, ujawniając rzucają się ich stronę Bronisław ciągnie lejce próbuje wyhamować wbija droga zmrożony śnieg sanie obracają się gwałtownie przechylają się już leżą poza góry cała wataha rzuca się sobie do gardeł próbuje rozdzielić wściekły kundle wciska kit między obnażone dziękuję ogląda się za siebie niż pań Pomóż, ale chłopak pada śnieg śmiech obraca nim w Zaspie jak to jest AK gada do siebie Piłsudski przez znając głos niż pana ludzie słuchają psy jakoś nie bardzo to kto jest mądrzejszy ludzie czy psy potrzebuje się śniegu i patrzy przed siebie ponad i książęcą połacią bieli nad kępą drzew niecałe ćwierć wjazd od sań unosi się Smuga szarego dymu chleb cukier kartofle kiszona kapusta marchew wszystko jest, a co poza tym boję się, że korkom spróbuje jeszcze raz już prawie minął rok nie może go pilnować dzień noc a nawet gdyby pilnował i tak znajdzie sposób, więc to nie koniec uwadze zamyka drzwiczki białe klatki meteorologicznej przeciera palcami zaparowane okulary linii ołówek coś jeszcze notuje w końcu zatrzaskują zeszyt pan umacnia kroki twoje choćby i upadł podać rękę mówi i wyciąga dłoń do Piłsudskiego, żeby mu pomóc zejść z oblodzonej drabinki, choć mam w domu gościa koniecznie musisz go poznać mężczyzna stoi z wyciągniętymi w górę rękami napięty jak wędka pod ciężarem wielkiej ryby i jest nagi wysuszony jak szkieletu ciągnięty wiązkami zbitych mięśni i gęsto obłożoną skórą powoli się pochyla dłońmi dotyka podłogi opiera się na nich ledwo dostrzegalnym ruchem podrzuca biodra, a jego nogi zaczynają wędrówkę w górę są precyzyjne jak wskazówki zegara ręce drżą, ale utrzymują ciężar ciała, które już prostuje się do pionu Broda mężczyzny jest tak sztywnej gęsta, że starczy w górę tylko jego obrzezania przyrodzenie Visa krzywo Skępe czarnych włosów nie dziwi się codziennie ćwiczył w celi faliste znika, więc weszłam w krew opowiada Nowaczek, gdzie otrzymali dopytuje Piłsudski w Odessie mnie też 2 tygodnie, a on przesiedział 3 lata zupełnie sam nawet zagadać nie miał do kogo, ale opowiada, że to nic, że najtrudniej było zasnąć w Juracie już mu opowiada świeżo przybyły więźniu, którego boją się nawet urzędnicy nie dlatego, że ma naturę zabójcy raczej profesorski łeb wolą podpisać dowolny papier, zanim zrobi z nich idiotów jeszcze wystosuje skargę do Petersburga jakimś cudem jego listy zawsze trafiają na odpowiednie biurko nie rozumiem dziwi się Piłsudski jak więzieniu wciąż marzyłem, żeby zasnąć, chociaż na chwilę widocznie nie miewałem gości, gdy już nie miał siły bronić przed snem zapadał w letarg wtedy przychodzili do niego towarzysze twierdzi, że to działo się naprawdę słyszał Chrobot stołka przyciągane go do krawędzi pryczy oddechy czuł jak po co ze strachu opowiadali mu szeptem jak strażnicy ciągnęli ich korytarzami na ślepe dziedzińce jak potem liczyli stopnie na szubienicę jak się dusili podmiotowymi workami jeszcze zanim kat zarzucił Stryczek niektórzy chwalili się ostatnimi okrzykami ku chwale narodu Ney woli i inni skarżyli, że śmierci się nie spieszyło, a wiesz, czego bał się najbardziej, że w końcu przyszli mu się własna śmierć w UE, że jego sny się spełnią, więc kiedy się budził próbował dowiedzieć się czy tamci wciąż żyją żyli, ale po kilku dniach albo tygodniach strażnicy przynosili do jego celi wieść o kolejnej egzekucji i wahacze stuka w okno nagie ciało chwieje się przez chwilę, jakby miał runąć, ale w końcu kręgosłup wygina się łuk, a nogi bezpiecznie opadają na podłogę mało brakowało zwariował oby w tej celi, ale Hardy człowiek jeszcze się przekonasz lew jako Levitt Sternberg przedstawia się mężczyzna naciąga kalesony potem ściska dłoń Piłsudskiego w tej samej chwili jego lewe oko przymyka się na moment zarośnięty polityk drży niczym poruszona palcem galareta to też pamiątka z więzienia mówi, przykładając palec do oczodołu i rozstroju żołądek Piłsudski z VAT 7 przyciągają krzesła siadają do stołu Sternberg wciąż stoi niemal, zadając głową sufit wodzi wzrokiem za tubylcami, którzy 1 po drugim przeciskają się przez drzwi i siadają pod ścianą jak najbliżej żelaznego piecyka lubią gości, więc nie czekają na zaproszenie, lecz jako lewica krąży między iglakami wygląda wśród nich jak bociany nad skórzanymi Kuropatwa ami niemożliwe absolutnie fantastyczne, ale niemożliwe powtarza siadając przed nimi i wpatrując się ich szerokie twarze oni przejeżdżają jego minę co odważniejsi ciągnął za brodę, żeby sprawdzić czy nie jest przyklejonym do twarzy płatem jego futra wyrasta z niego monumentalny nos, który rzuca cień na pół twarzy, a wojskowa te okulary tak ściśle przylegają do oczodołów, że Stern Berg wydaje się mieć granicę ze szkła czy wy wiecie, że to prawdziwy cud mówi rozgorączkowany krąży po izbie coraz szybciej głowę trzyma Nisko, żeby nie zerwać girland suszonych ziół i grzybów chodzić do pierwszej z brzegu chaty i oglądać na własne oczy jak wyglądało dzieciństwo ludzkości niektórzy wciąż nie widzą w nich ludzi zauważa Maciej są ślepi mówią, że cywilizowani i co z tego skoro mają duszę barbarzyńców to są prawdziwe dzieci natury jeszcze nie winnej wolne żaden z nas nawet jeśli nas stąd kiedyś wypuszczą nigdy nie będzie tak wolne jak oni uważa przecież to jasne w naszym rzekomo cywilizowanym świecie wszystkie przywileje zgarnęła wąska kasta zresztą tak jak ty ja ma tylko obowiązki, a oni nie są jeszcze ani panami ani niewolnikami cywilizacja nie wciągnęła ich swoją gonitwę mają szczęście, że jej nie znają już miał przywieźliśmy wtrąca Bronisław 4 bank zatrzymuje się pół roku znowu tik przygląda się Piłsudskiemu, jakby nie potrafił sobie przypomnieć kim ma do czynienia pewnie nie ma pan racje mruczy jeszcze pokolenie 2 i zostaną po nich cmentarze uważasz za straconych dopytuje Maciek być może być może przetrwają tylko ci, którzy przystosują się do życia na naszych zasadach, ale ich prymitywna kultura przepadnie to nieuchronne kultura Sternberg wymawia słowo twardo z naciskiem na Air, jakby było ostrym narzędziem, które obyczaje słowa i przekonania nie na cienkie plastry, żeby można było oglądać pod światło dlatego musimy ocalić ich kulturę za wszelką cenę ciągnie ludzi dodaje Piłsudski tak, ale jeśli spłonął ich biblioteki, o czym stanowi wtrąca Iowa czy przecież nawet nie potrafią pisać mają swoje pieśni kwituje Piłsudski jeśli gdzieś zachowała pamięć klanów i całego ludu to właśnie w pieśniach w końcu zaczynamy się rozumieć Bronisławie Rosji po wiecu Sternberg przypomniał sobie nagle jak się nazywa ją walczy mówił mi, że nawet zaczął się spisywać warto wspominać na prośbę Iwana Pawłowicza zanotowała 12 ja się do takiej roboty nie nadaj tłumaczy, że i warzyw trzeba do niej dobrego słuchu, a mnie od czasów twierdzy ciągle szumi w uszach Bronisław zamyka oczy, żeby w pamięci szuka słów, które przyniosła mu Unit pojadę z tobą pojadę stanę się dnem twej łódki zmieni się wilkołaka lub trawkę się Bruce, a jednak pojadę z tobą za tobą za tobą pojadę lew stoi przed nim zaglądam ustanie w oczy, jakby czekał co jeszcze z nich wypadnie dotyka jego ramion obejmuje, jakby znalazł coś co dawno zgubił, a teraz nie wierzy własnemu szczęściu to jest niewiele to jest genialne po prostu niesamowite, a od miasteczka rozumiesz język ich poezji to znaczy, że trzymasz w ręku klucz do ich kultury dopiero uczyć ich mowy i nie przestawał mój drogi nie przestawajcie Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcasty TOK FM oraz internetowe radio TOK+Muzyka teraz 40% taniej. Wybierz pakiet Standardowy i słuchaj gdziekolwiek jesteś

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA