REKLAMA

Odcinek 64. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-09-22 21:50
Czas trwania:
09:15 min.
Udostępnij:

Odcinek 64 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
na każdych 100 nie żyje już prawie 10 inni uciekają ostatnio, że et nazwiska nie podaje nie trzeba narażać i tak już swoje wycierpiał 9 powiedział, że zobaczyłem szkielet ciągnięty skórą nadgniłe od rządu z czaszką za strój białą jak suchy bagno porośnięte kępami trawy to być uwierzył tak wygląda, że kiedy zobaczyłem Gila znaleźli zbiega w tajdze i dla nagrody odstawili do krakowskiego, ale udało mi się z nim porozmawiać, zanim władza zrozumiała jak Rozwiń » niebezpieczna dla niej wiedzę posiadł nie wróżę mu, że dożyje swojego pierwszego Halickiego lata, bo dopiero co przypłynął z wiosennym transportem ledwo go wyładowali aleksandrowski ledwo przyznali Rynkowskiego już musiał ruszać w dalszą drogę razem z dobrą setką podobnych nieszczęśników trafił do pierwszej partii, która wyruszyła do honoru opowiadał, że starzy więźniowie szli z początku jak na parady przecież wynosili się z zatęchłych murach więzienia daleko w tajgę, a tam rygor mniejszy i łatwiej uciekać poza tym czy mogło ich czekać coś gorszego niż brnięcie drzew tępymi siekierami i przeciąganie dni przez rzekę, a nowi nie mieli pojęcia, czego się spodziewać, więc dopytywali tych bardziej obytych z wyspą oni zaś jak księża straszyli królestwem szatana sami nie wiedzieli, że prorokują cały dobytek i narzędzia Kato różnicy nieśli na własnych plecach silniki garnki łopaty piły i kilofy również zapasy żywności, że zastanawiał się, dlaczego tak szczupłe ze swoimi opiekunami poznał się już w drodze, którą przebyli prawie biegiem co uratowało życie na jakiś czas przynajmniej grzał się własnym zmęczeniem, bo przecież nikt się nie zatroszczył, że więźniów słać do roboty odzieży zdatnej zimy nadzorców po drodze też dopadł rząd, więc dla rozgrzania układali więźniów kijami potknął się raz od warknął aż 2 padłe 345 najmocniej bił chanów do niedawna katorżników bestia z wyrokiem za morderstwa jego też miałem okazję poznać jeszcze w transporcie z Odessy teraz dostał władzę nadzorcy i gorliwie z niej korzystał tak jak go uczono starzy więźniowie znali dobrze wielu sił na własnej skórze pamiątki po jego nożu, więc uciekali na skraj drogi, ale niejaki GU nieszczęsny urzędniczyny z gatunku tych co do końca życia będzie dopytywał płaczem za co miłości panie próbował obezwładnić Chrzanowa litością zyskał tylko Szczerbę po 2 zębach i złamany nos dostałby wieczny odpoczynek, gdyby nie Jet zamierzył się na oprawcę, ale powstrzymał go drugi szubrawców Mariusza tego już ci przedstawiłem no ale jeśli on jest tylko zastępcą Belzebuba wyobraź sobie, jaki to gatunek piekła ci 2 z dużą pieczołowitością zaopiekowali się głową brzuchem żebrami i nerkami ZO pojęli, że trafiła im się nie lada okazja mogli pozostałym wybić z głowy ochotę na bunt i pokazać, że jedynym prawem, jakie im pozostało jest prawo do kija, więc okładali Zet już nawet bez złości rutynowo jak się porządkuje papiery na biurku, żeby w końcu zacząć prawdziwą robotę po tej lekcji nie mógł iść na własnych nogach, więc przy bloku pod ono ciągnięty przez innych więźniów tam wystarczyło mu siły, żeby rzucić się NIK w błoto i zasnąć rano zesztywniałe zimna wraz z całą resztą musiał wykarczować kawał tajgi, żeby mieć, gdzie wykopać ziemianki wyobraża sobie te pożal się Boże siedliska nory wygrzebane w ziemi z błotem na dnie, które wypełza spod rzuconych byle jak gałęzi i oblepia ludzkie strzępy tak ściśnięte, że nie wie, czyja jest ręka, czyja głowa pierwszy odcinek drogi został już wytyczone, ale chyba duch podbijały kołki, bo na miejscu nie zastali żadnego inżyniera byli tylko chanów Marusia i jeszcze paru nadzorców wybranych spośród więźniów nad nimi postawiono garść prostych sołdatów i 2 GB rajców na 500 skazańców ze strachu nie wystawiali nosa z szałasu, więc miały w morze więźniarką Republikę, ale tylko pod 1 względem panowała równość od Chrzanowa nieszczęsnego GI wszystkim chodziło tylko o to, żeby przeżyć coś ich jednak różniło GI walczył o przetrwanie kilofem łopatą, a potem już tylko własnymi pazurami narzędziami Sianowa byli GI jemu podobni nieszczęśnicy nikt nie myślał o drodze o tym, że ktoś oszalał, prowadząc ją tak, by się wspinała stromo na wzgórza i przecinała bagniska, które będzie trzeba zasypać, że zimą należałoby wykarczować las, zanim ziemia rozmiękczenie wywieźć drewno, że dopiero wiosną warto równać grunt i sypać groble, a utwardzać drogę latem, kiedy deszcze nie będą wypłukiwanie żwiru robili wszystko naraz każdego ranka chanów odlicza więźniów potem dzielił brygady od jego łaskawości zależało czy trafić do wycinki lasu do niwelowania gruntu noszenia kamieni czy utwardzania wierzchniej warstwy drogi najpopularniejsi trafiali do osadzania słupów pod kabel Telegraf każdej brygadzie wyznaczał dzienną normę ręcznie odtąd dotąd nie skończyły do wieczora cała brygada traciła połowę dziennego przydziału chleba, więc skąd ci ludzie mieli brać siły, żeby pracować po 14 godzin bez dnia przerwy skoro pełna norma to pół bochenka, a do tego miska coraz mniej zawiesiste Lury, które ledwo starczało, żeby ograć żołądek pół tej porcji to dość, żeby nie zdechnąć z głodu, ale nic więcej jednak kolejny dzień poniżej planu ich fanów odcinał jeszcze połowę racji przy takich metodach, zanim przyszła wiosna Kato różnicy byli już pół trupami co trzeci miał zapalenie płuc połowa chorowała na dyzenterię, ale choroba to dla Chrzanowa nie powód, żeby uchylać się od pracy, tym bardziej że robota szła dużo wolniej niż życzyła sobie zwierzchność, a zapasy żywności kończyły dlatego przycięte rację wkrótce stały się normą normy zaś chanów wyśrubował do tego stopnia, że zdrowi dobrze żywieni robotnicy mieliby problem, aby sprostać nic dziwnego, że więźniowie zapomnieli o lekcji, jaką dostał, że on sam zapomniał był w brygadzie, która budowała nasyp przez środek bagniska pół wioski od obozu razem z nim GI od przygody w drodze do honoru traktujących go jak osobistego Zbawiciela obydwaj grzęźli po kolana je woził kamienie na taczce poszanowane ścieżce, że wyrzucał je i układał fundament nasypu dzień wcześniej wydłużyli koledzy o jakieś 20 warunków nadzorował ich Marusia chciał 30 dobrze wiesz jak działa świeży głód jeszcze nie zdążył przyćmić myśli i obezwładnić woli byli wściekli dotknie też i wybuchną wtedy od taczki GI odpadło koło jego wina podrzucili mu uszkodzoną, ale Mariuszowi było wszystko jedno uderzył raz krawędzie szpadla wystarczyło, żeby kadru pić domyśla się jak potoczyły sprawy, ale nie domyśla się końca chanów na wzgórze poseł drwali buntownikom przywrócił pełne racje i przydzieli ich do innych brygad, a potem 1 po drugim zaczęli znikać rzekomo uciekali, ale nikt nie chciał wierzyć a, że ma ruszyć w długi język, który łatwo mu rozglądać garną się wódki, a to różnicy szybko dowiedzieli się, gdzie zakopują ofiary, że nie czekał na swoją kolej odpisu gmina list w narciarstwie okręgu panika coraz większa i strach, że sprawa rozniesie zaczynają węszyć i pilnie sprawdzać każdy skrawek papieru, który przychodzi i wychodzi z krakowskiego mój list przynoszą dobre ręce, ale nie chcę narażać posłańca w drodze powrotnej nie może mieć przy sobie nic co mogłoby rzucić na niego podejrzenie pytania zapamięta i przekaże bądź zdrów swój Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj wszystkich audycji Radia TOK FM kiedy chcesz i jak chcesz - na stronie internetowej i w aplikacji mobilnej!!

Dostęp Premium

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA