REKLAMA

Odcinek 89. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-08-28 21:50
Czas trwania:
15:10 min.
Udostępnij:

Odcinek 89 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
jedyne pytanie, jakie sobie zadawałem to czy wyrachowania czy ze strachu do południa pisałem listy do Petersburga do Tokio debacie Lora i rosyjskiego posła dałem pani ramowy naj grubszą igłę brat i kawałek skóry wyciętej sakwy, żeby doszło do kolejek nowe podeszwy potem wyliczyłem pieniądze na drogę i powiedziałem, żeby zaczekał do zmierzchu nie wracać do domu rusza prosto do akt datę rozumiesz zwykle zapadają ciemności towarzyszyły okrzyki myśliwych powracających do Rozwiń » wioski i kobiet zabraniających Doha rozbrykanych malców czasami śpiew albo pijany wrzask, który budził zmęczony tańcem żurawie ale kiedy wychodziłem się z chaty, żeby sprawdzić czy droga wolna usłyszałem tylko deszcz ukończy strzechy i odległe rżenie koni w zagrodzie Henriego przez chwilę myślałem, że pani mówi przydałby się wierzchowiec, ale to nie był dobry pomysł trudniej wypatrzyć piechura niż jeszcze ca, gdyby nie dym, którego zapach snuł się wokół chat pomyślałbym, że cały kota wbiła zaraza żadnego ruchu żadnych dźwięków dobiegających z domostw minęliśmy ostatnie chaty ostatnie Musa i latryny weszliśmy między drzewa i dalej nad brzeg rzeki obejrzałem się za siebie nikt nas nie śledził z pań ram wygląda na jeszcze bardziej przerażonego, niż kiedy do nas przybył nie wiem czy bardziej bał się duchów zwierząt czy ludzi pamięta to dla niż Batchelor to dla niż po rosyjskim poselskie wcisnąłem mu do ręki 2 pakiety owinięte impregnowane płótno i 10 srebrnych monet ze zwiniętym smokiem oni też odwdzięczą skinął głową patrzyłem jak ostrożnie stawia kroki na ścieżce wyściełane zbutwiałe i gałęziami wydawało mi się, że usłyszałem za sobą szelest odwróciłem się, ale las był zbyt gęsty, żeby mógł cokolwiek dostrzec, kiedy znów spojrzałem na ścieżkę z pań rama już nie było w chacie rok był niemal równie gęsty jak nadwozie żar pokrywała gruba warstwa popiołu z trudem dostrzegłem Bronisława, który siedział w kucki tuż przy palenisku Ross garną się szary proch dobrze bałem się do płomieni zajęły się gałęzi którymi nakarmiła smolisty dym uderzył w nozdrza wyjaśniało, ale to nie miało żadnego znaczenia w mroku czy migocze płomieni wszystko jedno i tak nie dało się nic wyczytać z jego twarzy przez chwilę myślałem, że znów zasnął nagle, ale jego oddech był nierówny poprzecinany nieregularnymi fałdami innych oznak świadomości nie zauważyłem emocji właśnie pierwszy raz widziałem go w takim stanie zgasł, ale nie obojętnie wyglądał jak ktoś pogodzony z klęską jego ciało zastygłe w porze, której musiał nauczyć się w najgłębszej ciemności wciska głowę ramiona, jakby chciał ją uchronić przed nawałą wspomnień kulił się, żeby ból miał do niego jak najmniejszy dostęp pewnie jak w celi w nocy przed egzekucją i pod pokładem pływającego więzienia czułem jednak, że między nami rozciąga się nić napięta do granic wytrzymałości 1 krok jedno słowo i rozerwał się dźwiękiem, czego szukasz krzyczał, stojąc nad głową, kiedy kilka godzin wcześniej, gdy mówiłem list do Barcelony, a Expedition i ekskluzywnej owe Scientific mecze, a handel asfalt chaos finansowymi sam standing zły lokal w ofercie jest nie było żadnego ekskluzywnej nie było żadnych Sanders Hendrix już wiedział, że kłamałem, kto przysłał odwróciłem się sygnałem jak rozdrażniony wasz co potem potem usłyszałem strzały 1 drugi potem jeszcze 3 głośne odległe najdalej wiorst te obudziły las i całą wieś krzyki pisk przebudzony dzieci jazgot ptaków TEN-T twardych podaż rozkazy wybiegliśmy z chaty ktoś uderzył mnie kark upadłem na kolana jeszcze kopnął wręcz ja leżałem twarzą w mokrym Bielsku wykręcili ręce związali na plecach odwróciłem głowę dostrzegłem kątem oka Bronisława wyprostowane go szarpnęło nim raz, kiedy zaciskali Penta podciągnęli mnie za przeguby jęknął z bólu staliśmy obok siebie osobno poczułem pchnięcie ostre raczej nie bagnetem, ale lufą albo pochwą szabli, dokąd nas prowadzicie pytałem po angielsku rosyjsku po polsku bez nadziei, że zrozumieją staraliśmy się truchtem w dół zbocza obok nas biegli wieśniacy potrąca coraz odważniej ze złością i inni złorzeczyli co innego mogło brzmieć jak ujadanie makaków same twarze, które potulnie uchylały się przed nami teraz zaglądały nam oczy z nienawiścią dzieci spływały pod nogi rozejście prac krzyczeli żołnierze karabinami odpisali najbliższych Bronisław potknął się przewrócił się na kolana ktoś go podtrzymał, zanim upadł twarzą w błoto nie trzeba było go posyłać nie trzeba jęczał Pender podciągając Bronisława za łokieć zbliżaliśmy się do jego chaty otaczał ją szpaler kilku żołnierzy trzymało w rękach pochodnie ich świetle dostrzegłem mężczyznę Japończyka czarny surdut Che, który stał tuż przy wejściu na nasz widok odstrzelił palce niedopałek papierosa nad jego głową wyprostowany na baczność piechur trzymał wielki czarny parasol zrobiliśmy jeszcze parę kroków, a jak piłem się na nogawki nieznajomego, który jakoś nie mało się błoto, a obok jego stóp leżał porzucony wór wór, ale nie chciałem w nim widzieć nic więcej zacisnąłem powieki gardło ścisnęło się samo wcześniej byłem przerażony teraz panika próbowała wyrzucić moje wnętrzności przez usta otworzyłem oczy zobaczyłem pomarszczony Łach z pokrzywy burych plamach przykrywał coś dużego kręconego w łuk wystawał spod niego długi Bud z duchową podeszwą krzyknąłem może Bronisław krzyknął zobaczyłem stopę, która przetacza ciało na plecy zobaczyłem jak spod sukna wysypują się ręce zobaczyłem twarz z pań rama wojna i tak wybuchnie chcieli wiedzieć, po której stronie staną niby za co nie rozumiesz nie byłoby ekspedycji nie byłoby mnie tutaj tanio ich sprzedałeś przecież chodziło o ciebie twój powrót mógłby wrócić może nie od razu, ale obiecali, że puszczą do domu, a tobie co obiecali przestań nie wiesz jak to jest, kiedy w każdej chwili mogą zamknąć posłać, gdzie co twoje dziecko będzie dorastało, a tobie nawet nie będzie wolno nie spojrzeć będzie dla niego kimś obcym nie wiem co widział z pań ram, kiedy przyglądam się jak stoimy naprzeciwko siebie z zaciśniętymi pięściami i krzyczymy dziwnym szeleszczących języku nie wiem czy w jego oczach zyskiwaliśmy moc czy spadaliśmy z jakiegoś mniejszego nieba między ludzi i czy nie żałował podaż, w które zdarł, żeby nas ostrzec przecież to nie miało żadnego znaczenia ciągnąłem patrząc na pani rama, który zamarł z naciągniętą na przedramię z ludzką i igłą czy staną po 1 czy po drugiej stronie i tak będą ofiarami, więc uznałem, że może ich użyć do załatwienia sobie glejt tu machać nimi potem przed oczami Polic majstrów oto ja zasłużony dla cara badać nawet odegrał tuż przed moją twarzą wywijał listem, który wyrwał mi z rąk wybitny badacz atlantów dalekiej Azji wielki mąż nietykalny miałem wielką ochotę uderzyć go w twarz ochłonie powiedziałem zaraz do niego do siebie zależało na twojej wolności Żuk, by tego chciał zamilkły na chwilę wahałem się czy powinienem mu o tym, mówić, ale uznałem, że wyznanie grzechów już w niczym nie może zaszkodzić jestem mu to winien to przeze mnie zamknęli, o czym mówi, zanim powiedziałem pierwsze słowo zacisnąłem źrenice sygnałem szuka wiedziałem, gdzie mieszka w Łodzi przesłuchiwali mnie dniami nocami nie dawali zasnąć już nie wiedziałem, gdzie jestem wcześnie czy to dzieje się naprawdę gadałem przecież to jakieś brednie przerwał mi, spychając spojrzałem na niego wygląda szczerze zdziwionego moją powiedziała to się kupy nie trzyma przecież Żuk wpadł przez przypadek zamarłem co znaczy przez przypadek, skąd wiesz z listów od ciotki od sióstr, ale cenzura Stern Berg pakuje między urzędowe papiery Żuka aresztowali, bo jakiś dureń nie zgubił ogona i zwabił do niego szpiców nawet nie wiedzieli, kto wpadł w ręce złapałem się za głowę zacząłem krążyć wzdłuż ścian sądziłem cha, że jak mnie uwolnić stąd ci wybaczy idiota myśli, że tak bardzo się nie troszczy, gdyby nie jego partyzantka nie skreślali, by mnie, o czym mówi o amnestii 2× byłem chory z nadziei i 2× umierała, kiedy nie znalazłem się na liście, ale teraz i tak nie chciałbym takiej wolności kupionej za zdradę nie nazywa mnie zdrajcą krzyknąłem aż pani ram podskoczył na macie patrzył na nas przerażonym wzrokiem, bo co myśli, że nie wiedzą co to jest oddanie co to honor myślisz, że są zbyt prymitywni, że są jak dzieci, więc nie można z nimi zrobić coś chce musiałem wybierać i co dla nich wybrałeś śmierć zatrzymałem się spojrzała mu oczy, ale szybko spuściłem wzrok to nie będzie ani moja ani twoja wina nie my wydaliśmy wyrok odwrócił się ode mnie i podszedł do okna podniósł matę i do wnętrza wlało się szare światło, ale nie powiedział tonie historia się po nich przejedzie tylko my my ich wciągamy do piekła my robimy z nich narzędzia do załatwiania własnych spraw, ale nie myślę, że są bezbronni jeszcze ci odpłacą Japończycy nie chcieli brudzić sobie rąk ani wywoływać skandalu lecieliśmy z lufami, a ruskich strzelb wbitym w karki naprzeciw nas siedział mężczyzna w czarnym garniturze między nami stał stolik, na który skazywał wosk z kilku świec obok nich leżały moje listy do rosyjskiego konsula jasny czort były pisane cyrylicą i przesłane przez tajnego Kuriera to wszystko przemawiało przeciwko nam tym bardziej że gdzieś znikły listy dodać Lora z nich można, by kleić Libii nie wiedziałem co się z nimi stało może wypadły panie mówi po drodze może wciąż przy nim są z oryginałem się żołnierze znosili nasze rzeczy Kinematograf woskowe wałki płócienną uczelnie mężczyzna oglądał pod światło świec wywołane klisze wiedziałem, że nie znajdzie na nich nic co można, by uznać za dowód szpiegostwa, a może znajdzie twierdza w Hakodate okręty naradzie wagony z armatami ukrytymi pod plandekami, zanim ten zaczął tłumaczyć mężczyzna surdut powstrzymał go stanowczym gestem przyniesiono nasze paszporty przejrzał je i położył obok listów potem zaczął krzyczeć, a może tylko wydawało mi się, że krzyczał może próbował nam wyjaśnić nasze położenie Henri starał się tłumaczyć słowa mężczyzny, ale wydłużał siebie nonsens za mną sensem nie było jednak trudno pojąć, o co jesteśmy oskarżeni nadużyli zaufania próbowaliśmy wyśledzić sekrety i zatruć dusze dobrych ludzi nienawiścią do ich kraju to kłamstwo krzyknął Bronisław cios w twarz milczeć z jego nosa pociekła krew mieli miecze i stare strzelby którymi dźgali na plecy 4 Hajnówki tylko 1 z nich nie widziałem wcześniej piratowi pchnęli samogonu, jakby nie tylko pili, ale wcielali Brody wąsy skórę twarzy japońscy żołnierze otaczali nas luźnym kręgiem szliśmy w górę drogą wiodącą w głąb lasu skręciliśmy w lewo w gęstwinę wepchnęli nas Struga brnęliśmy po kostki w lodowatej wodzie ręce wciąż mieliśmy związane, więc nie mogliśmy się bronić przed ciosami gałęzi wyszliśmy na brzeg wpadłem na sięgającymi do piersi zaostrzony słup rozejrzałem się na polanie w mroku, który rozegrał 34 Księżyca zobaczyłem więcej takich słupów sterczących albo z trudem powstrzymujących się przed upadkiem cmentarz sensowne jeśli chcą nas zabić najwygodniej będzie to zrobić od razu w miejscu pochówku kazali się nam zatrzymać przywiązali do szerokiego dębu na brzegu polany Japończycy polecili fajną załadować broń sprawdzili czy ładunki nie są wilgotne i kapiszon dobrze siedzą w kominkach związali nas i pchnęli na ziemie przebacz mi wyszeptała ME, ale nie pamiętam czy Bronisław odpowiedział padła Komenda Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Posłuchaj o tym, co ważne w TOK FM Premium. Teraz podcastowe produkcje oryginalne, podcasty z audycji TOK FM oraz Radio TOK FM bez reklam 40% taniej! Bądź na bieżąco.

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA