REKLAMA

Odcinek 95. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-08-22 21:50
Czas trwania:
11:42 min.
Udostępnij:

Odcinek 95 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
drogi przyjacielu wyjechałem bez pożegnania bezradny odurzony wściekłością i bólem jeśli ktoś już w tej wojnie poniósł klęskę to oni, a ja wraz z nimi teraz robię to przed czym od lat się wzbraniał próbuje ocalić ile się da tylko co to znaczy przecież moim pierwszym obowiązkiem jest ocalić same i dziecko, ale jeszcze zdążę do nich wrócić tydzień i znów będę AIDS czy sama ślizganie się do mojego łóżka ogrzeje mały już pewnie zaczął chodzić to kłamstwo Rozwiń » pozwala mi jeszcze czasami zasnąć ale kiedy się budzę zastanawiam się czy zdołałby ich ocalić nie wiem ta myśl mnie dziwnie uspokaja skoro nigdy nie udało mi się zapanować nad własnym losem, jaki sens ma układanie planów ratunku została mi tylko praca, więc już trzeci miesiąc wędruje na północ coraz dalej od IT coraz dalej odczuć sam i dziecka na Hokkaido przekonałem się jak szybko, a nowi rozpływają się świecie, którego reguły język obyczaje historię dyktują Japończycy jeśli wylądują tutaj, a wylądują na pewno wydarzy się to samo, a nowie będą się wstydzić swoich bajek i starych bogów dawne opowieści zmniejszają się historiami, które przyniosą ci się ich język obumrze znacznie łatwiej będzie nauczyć mówić po japońsku niż zmieniać stare słowa tak, żeby opisały im nowy świat nie znaczy, że Rosjanie są lepsi ale, a i nów różni od nich tak wiele, że nawet, gdy budują chaty zamiast jurty uczą się Bóg próbują żegnać się z prawa do lewa trzon ich kultury pozostaje nietknięty skoro jednak inwazja jest nieuchronne mnie pozostaje skończyć to co zacząłem zbierać pieśni słowa wszystko przetłumaczyć roboty na 2 może 3 lata na pewno nie mam czasu muszę się spieszyć mój drogi objechałem już niemal całą zatokę cierpliwości na dłużej zatrzymałem się stara naj c spotkałem starą zna Horka pomarszczona skóra Suwała jej policzków, ale oczami wciąż drażniła się ze mną nie opowiem ci obok gór, bo się rozgniewał nie opowiem obok łososiu po będzie się mścił i podtopi rybaków nie opowiem ci, skąd się wzięli, a nowie, bo i tak wszystko przekręci, iż przed kupiłem ją tytoniem i zapałkami w nocy już zasypiały przy ognisku i ołówek wypadał z palców, a ona głęboko z gardła wydobywała ucieszy Coma ciekawskim chłopcu, który wyruszył ze swojej wioski, żeby się dowiedzieć po co żyje wędrował od 1 pięknej dziewczyny do drugiej z każdą spędzał noc rankiem prosił, żeby dziewczyna pokazała mu dalszą drogę najpierw wspiął się białą górę przemknął pod czarną, która uniosła się do chmur, żeby go przepuścić potem pod czerwono dalej leżała kraina bogów znalazł dom ze szlachetnego kruszcu, z którego wyszła na spotkanie istota podobna jednocześnie do człowieka i obłoku przemówiła do niego, kiedy obudziłem się rankiem byłem rozczarowany i złe zapis w zeszycie się urywał historia nie miała końca stara za nic nie chciała jej powtórzyć wydawało mi się jednak, że już, kiedy zanotowałem odpowiedź, którą chłopiec otrzymał od Boga, ale jak ją znaleźć w kufrze mam coraz więcej zapisanych zeszytów, ale tłumaczenie wciąż idzie mi opornie przydałby się słownik, lecz musiałbym najpierw stworzyć do tego gramatyka, choć rozumie, że nie jest łatwo uchwycić reguły języka przypominającego małe dziecko, które nie ma jeszcze ochoty na stałe sklejać słów i rzeczy być może, więc nigdy nie dowiem się co Bóg podobny do człowieka i mgły odpowiedział ciekawskie chłopcu, a może ty wiesz minął tydzień jak wróciłem do Rekowskiego opowiadałem o miejscu, które było moim pierwszym domem na Sachalinie stacja meteorologiczna, którą urządzał uważacie stoi zarośnięta i opuszczona wypatroszyć one termometrów barometru budki wciąga powoli bagniste ziemia sterczy tylko maszt i nieustannie warczy rozpędzony wiatru umiesz, ale w domku wciąż można mieszkać musiałem tylko przegnać łasice, które zam. pod podłogą oczyścić komin i zabić wybite okno jedynym miejscem, gdzie mogę jeszcze spotkać znajomych jest cmentarz albo irackie wioski, ale nie chce do nich chodzić boję się, że hut wyjdą na spotkania niż pań albo Unit dopytywałem o nich iglaków, którzy jak dawniej siadają w izbie pod ścianą mówią, że ich nie znają bzdura, ale wciąż nie wiem co przede mną ukrywają oni jedni nigdzie się nie śpieszą, a wieści o wojnie nie robią na nich żadnego wrażenia daje im herbatę, chociaż chcą wódki opowiadają, ale nie mam siły ich słuchać ani notować czuje się jak przeładowane Czułno do tego dziura, więc uciekają ze mnie myśli, a na ich miejsce wciska się mętna zimna woda już wiem, że nie powinienem był tu przyjeżdżać wystarczyło, że podeszwy moich butów dotknęły ziemi Frankowskim wziąłem pierwszy oddech i poczułem jak wokół mnie gęstnieje powietrze przeżyłem tutaj nieraz jednak wracam, jakbym sam siebie karę za to, że próbowałem innego życia, gdzie indziej kończy się czerwiec, a on wciąż tkwi w krakowskim wiosna tylko pod służyła bagna lato jest gęsto od komarów wilgotne i Parmę całe przedpołudnia, że słońce wychodzi tuż przed Zachodem, gdy już nie jest w stanie nikogo ogrzać to kolejna noc, kiedy bez skutku próbuje zasnąć za oknem wyją psy może wilki świeczka na stole płonie światłem ze stearyny i świadczących owadów zeszyty z notatkami piętrzą się na stole już miesiąc jak do nich nie zaglądał budzi się rano jak zwykle nie do końca o tym, biały błąka się po izbie bez celu i bez myśli myślenie jest równie trudne co zmuszenie do wędrówki po ścieżce nad brzegiem rzeki albo do wioski i sklepu za cerkwią, w którym można jeszcze kupić chleb jest coraz droższy to jedyne odczuwalne znak, że toczy się wojna głód to ostatni bodziec, który jest w stanie pobudzić do działania, więc w południe wyrusza do miasta, żeby kupić chleb jak zwykle o szczegóły go psy są głodne, ale jeszcze trzymają się z daleka mija lazaret cerkiew baraki więzienia do naczelnika okręgu, gdzie już nikt nie mieszka urzędnicy dawno uciekli do Aleksandrowska na wszelki wypadek, żeby być bliżej portu więźniów zrobiono żołnierzy i posłano na południe została tylko część osadników tych, którzy nie mają, dokąd czmychnąć, kiedy zbliża się do sklepu dostrzega, że obok drzwi siedzi mężczyzna, a raczej suchy pień wrośnięty w trawę jego skóra ściśle przylega do kości twarz wydaje się zwykle Komperda minął niż pań ledwo go poznaje pewnie jeszcze wczoraj był trupem, ale dziś przebudził się na chwilę, żeby opróżnić resztkę butelki, którą ktoś litościwy wcisnął mu w ręce, więc tak wygląda teraz pierwszy tubylec, którego spotkał na wyspie pierwszy, który uczył go swojego języka i dyktował opowieści ten, który nadał mu imię był dla niego starszym bratem, a teraz ten brat odwraca się ucieka potrzebuje wiorst zimnej wody temu, w której duża głowę, żeby ochłonąć wraca pod sklep co oni ci zrobili pyta zaczyna ciągnąć niż pani na stronę lazaretu daje sobie sprawę, że to fałszywa myśl co myśmy ci zrobili już lepiej co ja ci zrobiłem prawie dobrze pytanie pani na pod ramiona i wyrywa ziemi być może Gila też go poznał morze jest mu wszystko jedno, więc nie opiera się przynajmniej to Muchy, które Wlazły do oczu i ust podrywają się do lotu za to zamieszanie przyciąga ludzi otaczają ich marżą śmieją się co odważniejsi wrzucają niż pań na bruk kami piachu dostaje i on pierwsze Gruda rozbija się na jego skroni druga na biodrze na kolejne już nie zwraca uwagi zostaw go niech zdycha słyszy nad sobą głos szewca Stiepanowa kiedyś sprzedawał uklei Dratwy, którą Bronisław wstrzymał swoje diety inni na razie tylko złorzeczą i pływają pod nogi, ale podchodzą coraz bliżej Stiepanow już sława niż pań na pod kolana próbuje wyrwać z rąk Piłsudskiego czyjeś ręce oplatają ramiona Piłsudskiego zaciskają się musi wypuścić bezwładne ciało, ale nikt go nie chwyta gapie rozbiegają się, żeby nie wpaść pod kopyta siwej klaczy, która pcha się między nich, a wy co nie ma co robić czy jeździec i zaskakuje tuż obok Bronisława pod DUB ski na ciebie zawsze można liczyć doktorze na ciebie też Piłsudski zawsze ciągnie człowieka w kłopoty ma już wstawaj przegoniła ich na chwilę, ale jeszcze mogą zmienić zdanie w 2 ciągną niż pani do lazaretu miałeś szczęście mówi podróbki, kiedy dziś pani leży na gołej pryczy w gabinecie doktora w okolicy nie ma już lekarzy ja przyjechałem ono na 1 dzień właśnie wracałem do domu doktor każe Piłsudskiemu ściągnąć niż pani na jego but wiejące kuchenkę sam unosi koszulę i słuchu jemu plecy zapalenie płuc orzeka, kiedy Bronisław z powrotem naciąga na Gil AK cuchnące Łach możesz go wyleczyć podróbki kręci głową nie pomogę wybacz lekarstw brakuje nawet dla położnic zresztą on i tak długo nie pociągnie płuca zadał sobie z jego winy stan zapalny ogarną już pewnie większą część płatów Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Podcastowe produkcje oryginalne, podcasty z audycji TOK FM oraz Radio TOK FM bez reklam z 40% zniżką!

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA