REKLAMA

Odcinek 97. AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim

'Akan' Powieść o Bronisławie Piłsudskim
Data emisji:
2019-08-20 21:50
Czas trwania:
09:04 min.
Udostępnij:

Odcinek 97 audiobooka AKAN Powieść o Bronisławie Piłsudskim. Tylko dla użytkowników Dostępu Premium teraz audiobook w prezencie

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
droga wiedzie niskim nasypem wśród bagien, z których wyrastają kikuty martwych drzew potem wspina się po zboczu wzgórza, więc Piłsudskiego osłania gęsty cień jodeł aż do Łysej przełęczy, skąd otwiera się widok na bezkres ciemnych lasów i łańcuch zaśnieżonych gór potem droga opada na dno Doliny, gdzie jeszcze mętny Strumień most zapadł, więc Bronisław Brnie przez wezbraną wodę i Łach brudnego śniegu, który przez całe lato utrzymał się w zakolu osłoniętym od Rozwiń » światła po przeprawie jest zbyt wycieńczony, żeby iść dalej współczuje butów czarne błoto przysiada na krawędzi drogi czeka aż wyschną czekają też gawrony przypatrują się oceniają jego szanse na przetrwanie nie przepędza ich, więc doskakują coraz bliżej dziobią płótno worka pod skupują ziemianie, kiedy wstaje ptaki odlatują gruz pod stopami części jak zmielone kości do snu układa się w opuszczonych łupie przy samej drodze przez zapadnięty dach ogląda skrawek nieba srebrne obłoki przesłaniają gwiazdy kiedyś budzi wpada w panikę szuka worka i Sak zniknęły odnajduje je za stertą drzewa w koncie Izby ukrył je, choć nie wie przed kim w południe dociera do paliwa w środku wsi przy studni spotyka uciekinierów niosą to mały i paniczne plotki o tym, że Japończykom udało się domknąć oblężenie port Artur rosyjska Flota próbowała przerwać blokadę na morzu żółtym dopadł ją japońskie pancerniki trafiały celniej ponoć 1 z pocisków rozbił sterowni flagowego Cesarii życia okręt zaczął się zataczać inne ruszyły, zanim myśląc, że to celowy manewr to już koniec powtarzają tylko cud może nas ocalić od klęski, ale nie czekają na cud tylko ruszają droga z północy na południe albo z południa na północ ci z północy liczą, że w Kosakowie łatwiej będzie, korzystając z paniki zabrać się na jakiś statek ci z południa uciekają przed widmem inwazji dziwią się, że nie zmierza ani do Aleksandrowska ani do Kosakowa dostrzega ich podejrzliwe spojrzenia, gdyby w pobliżu zjawił się patrol kozaków natychmiast by go zadenuncjował-li ktoś, kto nie próbuje uciec z wyspy musi być wariatem albo szpiegiem to może zatrzymuje się u dr Podgórskiego jeszcze nie uciekł, choć już spakował torby trzyma w szafie strzelba myśliwska rewolwer na wszelki wypadek zostały na wierzchu leżą naładowane na półce pod lustrem tuż przy drzwiach żona doktora nakrywa stół obrusem siadają wokół niego we troje podaje obiad na porcelanie na talerze ze złotym Grantem nakłada Kopy bryczki potem idzie do kuchni, żeby nakarmić 3 synów najstarszy ma 11 lat najmłodszy 5 wygląda zza uchylonych drzwi Bronisław wykrzywia twarz, żeby rozśmieszyć speszony, ale Wschowa oczy za rozstawionymi palcami jak sama kartofli już niema chleb za drogi, a za słoninę trzeba płacić złotem tłumaczy dr, zalewając wodę do kryształowych kieliszków nie chce być ciężarem jutro rusza dalej nie ma mowy podgórskich chwyta za przegub wyciąga z kieszeni zegarek zlicza uderzenia jego serca położy się, chociaż na 3 dni mówi, zaglądając mu z troską oczy to jedyne lekarstwo, jakie mogę zaoferować dziękuję, ale nie skorzystam w takim stanie daleko nie zajedziesz, więc popłyną Łodzią w dół w Poraju jeśli zdoła utrzymać wiosło zobaczymy mam nadzieję, że zostały jeszcze jakieś łodzie na przystani nie radzę tam chodzić, zwłaszcza wieczorem całe miasto opanowało kilkudziesięciu katorżniczą przebranych w mundury wiedziałem nad rzeką urządzili obóz wtrąca żona doktora wczoraj 1 z nich strzelił placu osiedla co owi, który nie chciał oddać płaszcza, a w niedzielę dopadli żonę Telegraf listy jednak spróbuje się rozejrzeć to zły pomysł gorączkuje się podróbki poczeka parę dni aż tak watah ogołocić okolicę ze wszystkiego co nadaje się do jedzenia i pójdzie dalej nie mogę czekać tak długo o zmierzchu wychodzi na trakt, który przecina osadę na pół wiatr nawiewa z lasu zapach igliwia unosi kurz, który wiruje wokół kolan honor wygląda na wymarłe nie słychać nawet psów pewnie głodne uciekły do lasu walczyć o padlinę wataha Wilków stara się trzymać jak najbliżej płotów przemykać ich cieniu albo pod osłoną krzewów skręca w żwirową drogę wiodącą ku rzece wkrótce słyszy jej monotonny szum docierają do niego również odgłosy rozmów krzyki i pijackie śpiewy wszystkie płyną z polany otwartej narzeka ogniska rzucają cienie na płachty namiotów obok stoją karabiny ustawione w piramidę i nakryte sałatkami ilu jest tych przebierańców w mundurach przy ognisku siedzi 62 krąży wzdłuż granic obozowiska pewnie jeszcze kilku śpi po namiotach razem nie więcej niż 15 tylu ich wystarczyło, żeby sterroryzować osady cofa się w zaroślach chce ominąć obóz szerokim łukiem w dole rzeki stoi kilka domów obok niewielka przystań pochyla się kryje głowę za szpalerem młodych Leszczyn oddala się kilka kroków od krawędzi polany, ale nagły krzyk zatrzymuje go w miejscu jest niepodobny do innych nasączony strachem odwraca się podchodzi bliżej rozchylają gałęzie w świetle ogniska dostrzega cień jest drugi kobieta mężczyzna ona jest związana mężczyzna ciągnie ją za sznur zaciśnięty na przegubach kobieta wyje szarpie się jak Lis, którego wyciągają z klatki i prowadzą na ofiarę mężczyzna śmieje się z niej zdarty pijackim rechotem przez chwilę płomienie oświetlając twarz ofiary z tej odległości trudno mieć pewność gałęzie częściowo zasłaniają mówi dok, ale wystarczyło, że dostrzegł zarys twarzy i ust, żeby przerażenie odebrało mu oddech biegnie nie zwraca uwagi na gałęzie, które polityk ujął go i Button rząd plecy pod drzewem kątem oka widzi jeszcze kilka związanych sylwetek zarośnięty mężczyzna 2 kobiety jeszcze kilka kroków i dopadnie napastnika, ale zdradzają go słucha pnącza pękające pod podeszwami słychać trzask tamten natychmiast odwraca opuszcza dziewczynę Bronisław już wie, że to nie sama, ale teraz to niema znaczenia wyprowadza cios, lecz mężczyzna się uchyla kulcie przeciągają po jego stronie mężczyzna chwieje się, ale nie upada przechwytuje ramie Piłsudskiego unosi jak rękojeść miecza, a potem nie, pozwalając Bronisława na ziemie pada twarzą na ostre kamienie ból promieniuje w głąb mózgu, ale coś znacznie silniejszego niż pól opanowuje jego myśli poznaje twarz napastnika dobrze ją pamięta nawet zbyt dobrze co jeśli on też go sobie przypomniał no no o Góra górą jak to mówią o dawno się nie widzieliśmy Osobowic zaciska zęby unosi się i siada na własnych piętrach wpatruje się, pochylając się nad nim płaską twarz jeszcze żoną czarnym uśmiechu wypluwa ślinę słodkim smaku krwi zbiera siły, żeby jego odpowiedź nie zdradzała strachu całą ciebie słychać Mariuszowi w Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: 'AKAN' - POWIEŚĆ O BRONISŁAWIE PIŁSUDSKIM (AUDIOBOOK)

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Posłuchaj o tym, co ważne w TOK FM Premium. Teraz podcastowe produkcje oryginalne, podcasty z audycji TOK FM oraz Radio TOK FM bez reklam 40% taniej! Bądź na bieżąco.

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA