REKLAMA

"Nadzieja" - polscy pisarze i pisarki pomagają seniorom

Gościnnie w TOK FM: Poczytawszy
Data emisji:
2020-07-15 12:00
Prowadzący:
Czas trwania:
22:14 min.
Udostępnij:

„Nadzieja" to literacka akcja charytatywna z udziałem polskich pisarzy i pisarek, w ramach której ukazała się książka, z której cały dochód zostanie przeznaczony na wsparcie ośrodków pomocy dla seniorów. „Nadzieję” napisali m.in. Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski, Hanna Krall, Joanna Bator, Mariusz Szczygieł i Andrzej Stasiuk. Posłuchaj opowiadania Filipa Springera „Utrata”. Czyta Arkadiusz Jakubik. Rozwiń »

Kup książkę-cegiełkę "Nadzieja" na kulturalnysklep.pl/nadzieja, na empik.com/nadzieja lub w formie ebooka na publio.pl/nadzieja Zwiń «

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
nadzieja to książka cegiełka akcji charytatywnej z tekstami wybitnych polskich pisarzy Pisarek, z której cały dochód zostanie przeznaczony na wsparcie ośrodków pomocy dla seniorów posłuchać 1 z opowiadań czyta Arkadiusz Jakubik nie chciał pan nigdy tego wszystkiego namalować rzuciłem na odchodnym tylko uśmiechnął się zapalił papierosa mocno się zaciągną i spojrzał za okno nie uwierzy pan powiedział w końcu wybuchając dym, ale przed powodzią dostałem zamówienie na 4 Rozwiń » jeźdźców apokalipsy tylko okonie zdążyłem zrobić potem woda zalała całą pracownie ten obraz też trafiłem do niego, bo chciałem obejrzeć polską krainy katastrof takiej osobie nazwałem to obszar rozciągający się w czworoboku między Kędzierzynem Koźle Raciborzem Rybnikiem i Gliwicami jedno tutejsze pokolenie miało szansę przeżyć 2 wielkie powodzie Tysiąclecia i stulecia oraz największy w historii Polski pożar lasu podwójną trąbę powietrzną i niszczącą susza ludzie mówią, że do kompletu klęsk żywiołowych brakuje im tylko wybuchu wulkanu i trzęsienia ziemi, choć trzęsienia lokalnie występują na skutek tąpnięć górniczych domu malarza Grzegorza butelki stoi na granicy Kędzierzyna-Koźla kilka metrów dalej kończy się miasto zaczyna wieść kot lice w 2010 roku w czasie powodzi na Odrze cały ten teren stał się wielkim jeziorem miasto wykorzystało NAS-y okolicznej obwodnicy jako wał przeciwpowodziowy i tylko jego sąsiedzi znaleźli się po gorszej stronie tego wału i zostali zalani, ale miasto ocalało tylko próbował dowieść w kolejnych procesach przed sądem, że złożono ich ofierze okazywał mi, dokąd sięgała woda, a ja kręciłem głową, bo to było mocno ponad górną krawędź meblościanki oglądaliśmy zdjęcia pofałdowanego od wilgoci dębowego parkietu, który wyglądał tak jakby przeciągało się pod nim ogromne zwierzę miesiąc przed powodzią okładali my powiedział, a obrazy wskazałem głową na rozpięte na ramach płótna ustawione pod ścianami pracowni umiałby pan namalować tę powódź podszedł do 1 z płócien wzięło je do ręki postawił na sztaludze umyślił sobie, żeby namalować te zwierzaki z utraty przygotowałem już nawet Blake ramy, ale ciągle nie mogę do tego usiąść 5 minut później jechałem już w tamtą stronę, a właściwie gnałem jak wyliczył, że one jeszcze na tym moście będą, że zobaczy łydki uda piekły mnie od napierania na pedały opony roweru kleiły się do rozdźwięku go asfaltu i zostawiały w nim wężowe ślad krajobraz był płaski tylko z lewej wyskakiwał z widoku wiedziałem, że tam właśnie płynie Odra przeleciałem przez koalicję wkrótce byłem w land zmierz, który w 2017 roku zdemolowała trąba powietrzna ściskiem zrobiła to samo tylko, że bardziej, bo zamiast wytraca impet tylko nabierała taka dziwna była rozproszył się dopiero nad lasami po drugiej stronie rzeki, ale i tak zdołała położyć prawie 2000ha drzew taka dziwna była noc zobaczyłem za ostatnimi zabudowaniami z mapy pamiętałem, że rzeka tworzy tu zakole okoliczni chłopi mówią na to miejsce kąt na mapie jest oznaczone jako utrata jest gospodarstwo powiedział wcześniej tylko mieszka w nim starsza kobieta ona wszystko panu o nich powie na lewo od szosy już za wałem przeciwpowodziowym dojrzałem dach budynki były opuszczone minąłem przerdzewiały wiszącą na 1 zawija się bramę i wjechałem na ciche podwórko pachniało czymś kwaśnym drzwi do domu zabito, ale udało się wejść przez chlew miejscowi zrobili sobie imprezowanie między betonowymi korytami walały się potłuczone butelki z chlewu wszedłem do sieni, a stamtąd na piętro znajdowało się tu kilka pokoi ich ściany były pokryte starannym dziecięcymi rysunkami musiało tu mieszkać przynajmniej czworo dzieci korytarz kończył się dużym salonem wzorzysty tapetami i kablem zwisającym z sufitu przez wybite okno zobaczyłem falujące od upału ponad i most w oddali był nowy otworzyli go w 2012 roku tamta powódź podmyła konstrukcję starego nie tak to sobie wyobrażałem poszedłem nad rzekę płynęła w dole, aby zbliżyć się dowody musiałbym zejść po stopniach wyciętych stromej skarpie coś tu się nie zgadzało, bo tylko powiedział, że gospodarstwo staruszki też było zalane, ale toby musiało znaczy, że poziom rzeki podniósł się o 10m wtedy ją zobaczyłem stała na przeciwległym niskim brzegu z workiem pokrzyw przerzucony przez ramie drugą rękę wsparła takich patrzyła na mnie bez strachu ani wrogości w milczeniu za nią widziałem ceglany dom z przyklejonym do 1 ze ścian lepikiem wtedy zrozumiałem, że byłem na niewłaściwym brzegu kobieta, jakby czytała moich myślach skinął głową i ruszyła w stronę domu, wspierając się na kilku, gdy przejeżdżałem przez most próbowałem wybić sobie głowy absurdalną myślę, że na mnie czekała do Ameryki wyjechali będzie dziewiąty rok jakich nie ma powiedziała, gdy od stawiałem rower na drewnianym stoliku obitych ceratą postawiła szklankę z letnim mieście kompotem z jabłek i wskazała kuchenny taboret sama usiadła na pieńku do rąbania drewna zaraz po powodzi przyjechali jak woda opadła zabrali resztę rzeczy miałem tam patrzeć oglądać mówili, że wrócą, ale sprzedali już patrzeć nie musiałem od tego czasu stoi torami marnieje mnie żal, bo to ładne gospodarstwo było i na wysokim brzegu tam woda nigdy nie doszła spojrzała na ceglany mur swojego domu poniżej dolnej krawędzi okna na piętrze zobaczyłem wyblakły linię coś, jakby cień albo spóźnienie za każdym razem zapytałem pokiwała głową mówią na to miejsce smakowy dół przy każdej powodzi woda się tu zatrzymuje no ale jak się zatrzymywać rzeka z 3 stron płynie teren niski nawet przy niewielkich wezbrania i tymiankiem zalewa wtedy była duża woda zamilkła i już myślałem, że nic więcej nie powie do piłem kompot oleje raczej stwierdziła niż zaproponowała, ale siedziała nieruchomo z rękami na podatku zwierzęta udało się słyszałem powiedziałem uśmiechnęła się pokręciła głową, jakby z niedowierzaniem, że ktoś mógł taką bajkę, że myśleć sama prawda odezwała się w końcu za drugim razem woda była może niższa, ale za to pojawiła się szybciej i stała dłużej Cichoń ową obudzili strażacy mówili, że idzie fala, że musi się ewakuować, ale nie chciała, żeby wcześniej jakoś się uprzedził, że jest źle to może coś, by ze zwierzętami po robiła kury mogłaby dać kuzynce w Cisku na przechowanie świnie wykazała ubić poprawić się mięso nie zmarnował tak w środku nocy w samej koszuli strażacy kręcili głowami w kaskach tłumaczyli, że nie wiadomo jak będzie, że może po dachy w końcu doradzili, żeby co cenniejsze rzeczy zaniosła na strych i tam się schowała, gdy zaczęły się żyć na nowy dzień nie zabrała się do roboty wyniosła na górę zapasy jedzenia butlę gazową z palnikiem radio dodatkowe baterie lekarstwa i krzyżówki potem poszła do kurnika wybrała tłustą kury obcięła jej siekierą łeb oblała wrzątkiem i sprawnie darła pierze ugotowała rosołu powetowała w swoich kach i też zaniosła na strych ciągle nie wiedziała co zrobić ze świń, jakie wieczorem wniosła na górę materac i położył przy okienku, z którego tak jak z jej okna sypialni widać szosy rzekę most była przygotowana lepiej niż w dziewięćdziesiątym siódmym wtedy w pośpiechu przenosili się na strych z Tadeuszem, gdy rzeka już zalała parter i zaczęła wdzierać się na piętro nie zdążyli zabrać wszystkiego co potrzebne, ale tamtej wodzie mówiło się, że była 1000 letnia, a więc za życia ci Słoniowej taka już nie miała się powtórzyć, gdyż obudziła następnego dnia woda podchodziła już pod dom Cichoń owa pobiegła na dół breja na podwórku sięgała kostek mętna i zimna na powierzchni wpływało siano naniesione członka stała przez chwilę, wpatrując się w swoje burę odbicie potem poszła do chlewika i odsunęła Skobel w zagrodzie świniaka bramkę odskoczyła zwierze ani drgnęła czujesz wodę wyjdziesz powiedziała do świni do południa nie działo się nic woda stała na podwórku Cichoń owa zjadł rosół i po siedziała nad krzyżówką w nocy obudził ją hałas próbowała zapalić światło, ale nie było prądu chciała zejść z latarką w ręku jednak woda zatrzymała ją w połowie schodów z kuchni przestrzeń w stronę dużego pokoju wpłynęła flotylla garnków Cichoń owa wróciła na górę tej nocy nie mogła już jednak zasnąć leżała w łóżku ze ściszonym radiem przy uchu wiedziała, że powinna oszczędzać baterię, ale nie umiała się powstrzymać co pół godziny nadawano serwis informacyjny z aktualnym poziomem wody w okolicy co pół godziny kobieta dowiadywała się, że jest on opięć centymetrów wyższy leżała i obliczała, kiedy woda zaleje najwyższą grzędę w Górniku pierwszego zobaczyła Zająca to było o świcie, gdy woda sięgała już 34 parteru Cichoń owe od ogarnęła firankę, by przyjrzeć się widokowej, którego nie oglądała od 13 lat od domu aż pomost ciągnęła się ołowiane tafla trudno było uwierzyć, że to ciągle ta sama rzeka o wąskim korycie, którym bystro płynęła woda teraz ten wodny pasaż był niewzruszony być może właśnie dlatego dostrzegła ruch na moście szarość nieba wylewała się jednak z szarością Toni z początku, więc wydawało ci Słoniowej, że to pies albo kot zwierzę w pewnym momencie stanęły jednak słupka i nie miała już żadnych wątpliwości na moście siedział samotny Zając przyglądała mu się przez dobre 2 kwadranse wałęsał się po skrawku suchego lądu od barierki do barierki skubiąc coś to tu to tam Cichoń owa zrobiła sobie śniadanie z konserw, a potem usiadła przy odsłoniętym oknie krzyżówką w ręku co kilka haseł odrywała jednak wzrok od krzyżówki i spoglądała w stronę mostu wyspy, na której siedział Zając z każdą godziną ubywało wieczorem przeleciał nad domem śmigłowiec maszyna zatoczyła z hukiem koło i zawisła na chwilę nad mostem Cichoń owa stała w oknie pomyślała, że mogłaby dać jakiś sygnał latarką nie wiedziała jednak co taki sygnał miałoby znaczyć zastanawiała się też czy podmuch wirników zmiecie jej Zająca dowody obudziła się jeszcze przed świtem, gdy opuściła nogi z łóżka zamiast kapci pod stopami poczuła wilgoć przyjęła to ze spokojem poszła do łazienki ale, mijając schody odwróciła głowę ze wstrętem wiedziała, że zamiast stopni prowadzących nad zobaczy nieruchome lustro mętnej wody mieszkając tutaj utracie widziała wiele strasznych obrazów napuchnięte cielęta przepływające pod oknami ze sztywnymi nogami wyciągniętymi w niebo lalki kołyszący się na wodzie jak ciałka podtopionych niemowląt widziała też swoje ślubne meble, które od wilgoci rozpadły się na stertę klepek Tadeusz wygrzebywać jest mułu zalegającego w dużym pokoju próbował nimi palić w piecu, ale nawet do tego się nie nadawały jednak żaden z tych widoków nie mógł się równać z czarną wodą stojącą nieruchomo w miejscu, w którym powinny być schody prowadzące na parter jej domu przeliczył zapasy wyszło jej, że wody jedzenia ma na 2 dni podzieliła je na porcje, bo z nudów lubiła sobie podjeść w koncie przy schodach na strychu postawiła wiadro na nieczystości w końcu usiadła w bujanym fotelu i popatrzyła w stronę mostu z początku myślałem, że tra przywidzenia wpatrywała się w Must z niedowierzaniem na jego skraju tam, gdzie podchodziła już woda siedział Lis kawałek dalej pod barierką niezrażony nowym kolegą wałęsał się jej stary znajomy Zając ten dzień spędziła już nie, spuszczając z nich wzroku woda cały czas delikatnie się podnosiła wyspa, na której schroniły się zwierzęta coraz bardziej się kurczyła Lis Zając nie zwracały na siebie uwagi, ale trzymały bezpieczny dystans, a przynajmniej Zając trzymał się z dala od Lisa Cichoń oraz zauważyła też, że obaj są niemal całkowicie pochłonięci łapaniem tego co przynosi nurt wody co zatrzymywało się na barierkach mostu pluła sobie brodę, że nie wzięła z dołu lornetki Tadeusza pod wieczór zaczęła się niepokoić uświadomiła sobie, że woda nie upada od kilku godzin nie słyszała też helikoptera w obraziła sobie wielkie jezioro pośrodku, którego tkwiła ona Lis i Zając przez następny dzień Cichoń owa starała się nie wpatrywać w pełni za oknem wiedziała, że wielka woda nie niesie niczego co chciałoby się oglądać starała się też nie myśleć o zalanym kurniku ich ledwie rozwiązała już wszystkie krzyżówki, więc podjęła ryzyko wyprawy nad po książki liczyła, że jakimś cudem znajdzie zapasowe baterie do Radia z obrzydzeniem zanurzył nogę w wodzie, która sięgała połowy uda niepewnie stawiała kolejne kroki zrobiła ich raptem kilka, gdy poczuła, że coś śliskiego ociera się o ich kostkę to mogła być wspierana w foliówkę skarpetka, która wypłynęła z Rudnika wyobraźnia podpowiadała jednak inne obrazy Cichoń uważa wahała się przy następnym kroku i to wystarczyło, by stracił równowagę wpadła dowody i po kilku chwilach sza, bo tania się z własnym strachem stanęła na szeroko rozstawionych nogach, łapiąc oddech otwartymi ustami zrezygnowała z książek i baterii wróciła przeznaczona na strych zagotowała herbatę na maszynce i owinięta w koc zjadła resztę czekolady wieczorem radio wydało z siebie ostatnie tnie przed zaśnięciem po raz pierwszy bardzo dawna przeżegnał się i nieporadnie porozmawiała z Bogiem dzisiaj obudziła było już jasno wiedziała, że śniadanie będzie ostatnim posiłkiem zwlekała, więc z jego zjedzenie przez chwilę leżał na znak z szeroko otwartymi oczami potem wstała i wyjrzała przez okna niebo było obliczone ciężkimi chmurami pada drobny się koncert deszcze powierzchnia wody wyglądała na matową wręcz chropowata wtedy zobaczył, że na moście stoi świnia jej świnia kilka metrów na lewo od nich skulony w kłębek przycupnął Zając na prawo pod samą barierką siedział Lis nie miała już nic do jedzenia wywiesiła z okien białe prześcieradła, licząc na to, że ktoś dostrzeże złodziej lub helikoptera sprawdziła też baterie latarkę i obiecała sobie że, gdy następnym razem Zobacz ratowników już nie zawaham się jej użyć martwiła się jedynie brakiem wody do picia Baniak, który przetargowa na górę był prawie pusty mogła umrzeć z pragnienia w domu otoczonym przez wezbraną rzekę jedyne co zostało to obserwowanie mostu świnia Lis Zając zabijały czas wałęsające się od barierki do barierki i polując na jabłka, które niosła woda chwilami świnia polegała na środku drogi Zając z lisem trzymali się na dystans zwierzęta uwięziony na wyspie mostu po prostu trwały postanowiła je naśladować wpatrywała się to nie rzeczywistą scenę przez cały dzień potem, gdy zrobiło się ciemno i nie mogło już obserwować zwierząt przebrała się w koszulę nocną i leżała na materacu z otwartymi oczami w ciemności sama pośród mętnej wody uświadomiła sobie, że nie czuję już strachu w nocy woda zaczęła opadać, bo pod Kędzierzynem w końcu wysadzono wał rzeka rozlała się na pola do odciętych domostw ruszyli strażacy do utraty dojechali szosą od strony Bierawy była jeszcze zalana, ale wozem bojowym udało się już przejechać z oddali zobaczyli białe prześcieradła Cichoń owej nie zareagowała, gdy weszli do domu siedziała w bujanym fotelu przy otwartym oknie patrzyła w stronę mostu i mówiła o synu, który wyjechał do Irlandii dzwonię już tylko na święta o córce, która mieszka w Opolu, ale odzywa się jeszcze rzadziej o mężu, żeby pracowity, ale krnąbrny i że gdyby nie ten jego upór to, żeby się dorobili czegoś więcej niż ten domek w utracie strażacy myśleli, że tych kilka dni w osamotnieniu pomieszało staruszce w głowie naradzali się szeptem czy da się w okolicy utraty przysłać karetkę nagle Cichoń owa wstała i powiedziała już do nich już wszystko opowiedziałam możemy jechać Stali przez chwilę w milczeniu aż w końcu 1 zapytał, a komu panie Szanowna to opowiadała im przecież wysupłał spomiędzy fałd koce pomarszczony policji wskazała na most, tyle że most był już pusty tylko Grzegorzowi butelce pani to powiedziała zapytałem, gdy skończyła mówić nie odpowiedziała trzeźwo opowiedziałam wszystkim, ale tylko futerko uwierzył zasiedziały się musiałem ruszać dalej wieczorem miałem umówione spotkanie ze strażakami, którzy gasili wielki pożar w kuźni Raciborskiej obiadu pan nie zje zapytała, ale tak, że nie miałem wątpliwości co do tego, że na pewno nie chcę, aby została, gdy szedłem w stronę roweru zatrzymałem się jeszcze wie pani co się stało z tymi zwierzakami, gdy woda już opadła Lis Zając poszły w swoje strony odparła, a świnia świnia wróciła do domu umarła ze starości rok temu zakopała ją zalewie nie ma tam wskazała palcem pod jabłonką czytał Arkadiusz Jakubik Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: GOŚCINNIE W TOK FM: POCZYTAWSZY

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj podcastów TOK FM bez reklam. Wybierz pakiet "Aplikacja i WWW" i słuchaj wygodniej z telefonu! A w promocji Black Friday obowiązuje prawdziwe 50% zniżki!

KUP TERAZ 50% taniej

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA