REKLAMA

Wspomnienie prof. Adama Wodnickiego

Interluda
Data emisji:
2020-09-04 22:00
Audycja:
Prowadzący:
Czas trwania:
43:41 min.
Udostępnij:

Jeśli jakieś zdanie lub wiersz stało się trwalsze od samego dzieła, to nie dlatego, że wybrał je autor - wybrał je czytelnik. Rozwiń »
Wspomnienie prof. Adama Wodnickiego Zwiń «

AUTOMATYCZNA TRANSKRYPCJA PODCASTU

Transkrypcja podcastu
Inter luda zaprasza Cezary łasiczka Cezary łasiczka dobry wieczór witam państwa serdecznie w programie Inter Duda dzisiaj wydanie nietypowe, bo wspomnieniowe 3 miesiące temu 9czerwca odszedł pan Adam Wodnicki człowiek wybitny jeśli sięgną państwo do wyszukiwarek to wiedzą, że państwo był to znakomity pisarz tłumacz literatury francuskiej artysta plastyki prof. Akademii sztuk pięknych w Krakowie pana Adama poznałem właściwie nie poznałem kilka miesięcy temu w księgarni Rozwiń » krakowskiego wydawnictwa Austeria na Kazimierzu to była krótka chyba zbyt krótka rozmowa i zaproszenie do programu Owczarek, który pan Adam przyjął chyba przyjął bowiem wrażenie, że swoje skromności nie uważał się za odpowiedniego gościa do programu potem było jeszcze tylko rozmowa telefoniczna, kiedy już był w szpitalu zapewniał mnie, że uważnie słucha Radia TOK FM, że moje rozmowy podnoszą go na duchu ponowiła wtedy moje zaproszenie i naprawdę liczyłem, że tylko poczuje się lepiej to uda nam się porozmawiać na antenie niestety tak się nie stało żegnały go różne oficjalne pożegnania, w których autorzy podkreślali zasługi pana Adama dla kultury dla literatury to trudne zadanie, a ja dużo więcej o tym kim był dowiedziałem się zapłakany, choć jego przyjaciół czy łamiącego się głosu szefa wydawnictwa Austeria wydaje mi się, że dopiero, szukając odpowiednich zdań, żeby powiedzieć naprawdę wielkim człowieku uświadamiamy sobie jego wybitność to wtedy właśnie doceniamy tę pozorną łatwość doboru słów, dzięki której pisał i dzięki której tłumaczył, kiedy oni myślę to powraca do mnie fragment przetłumaczone przez niego księgi pytań sondaże bessa, który brzmi tak życie pisarza nabiera sensu przez to co wypowiada co pisze co może być przekazane z pokolenia na pokolenie, a to co pozostaje sprowadza się niekiedy do 1 zdania 1 wiersza w nich bowiem jest prawda ale jaka prawda jeśli jakieś zdanie lub wiersz stało się trwalsze od samego dzieła to nie, dlatego że spośród innych wybrał autor wybrał czytelnik tu kryje się kłamstwo pisarz usuwa się w cień dzieło staje się zależny od czytelnika w ten oto sposób prawdą jest to niedorzeczne i płodne poszukiwanie kłamstwa, które opłacamy własną krwią i łzami nie będę państwu dzisiaj opowiada pan Adam Wodnicki im nie jestem do tego odpowiednią osobą, ale chciałbym państwu zaproponować wysłuchanie czegoś wyjątkowego i pięknego dzięki uprzejmości wydawnictwa Austeria zaproszę państwa do wysłuchania fragmentu z książki na mnie z wykonania autora pana Adama chojnickiego to będzie fragment eseju zatytułowanego wieczór Uziel na szczęście pozostały jego teksty jego tłumaczenia zostawia państwa z tym wspomnieniem pana Adama Rudnickiego i zachęcam do zapoznania się z jego twórczością, jeżeli jeszcze państwo nie znają nie znoszę Paryża to miasto od dawna stało się dla mnie obce od dawna zatraciło dusze osobowość charyzmę sprzedało się za błyskotki drapacze chmur na lewym brzegu pretensjonalną Lady fotos centrum Pompidou w miejscu zniszczonych hal szklaną piramidę przed Luwrem za osiedle jak kopce termitów na zmasakrowany przedmieściach wal w mur duży sza to Legia jego fascynacji blichtrem poza wódką w narkotycznym gorączkowa New Pogoni za nowością jest też chorobliwe ego fałszywego porze zawsze takie było jeśli nie kiedy takim się stało, a może to ja się zmieniłem przestaje czuć rozumieć no cóż widocznie musiało tak być za dużo było grą świateł ruchomym świętem parady cudowności podpatrywania z ciemnego pokoju wizją nawiedzających wejście budziło tęsknotę i pożądanie coś za dużo fałszywych przyrzeczeń rozbujał wyobrażeń niedotrzymanych obietnic zawiedzionych fascynacji na szczęście jego czar już na mnie działa jestem wolny, chociaż nie stało się to od razu pamiętam głód Paryża w latach młodości podsycany opowieściami wyobrażeniami lekturami Rene Szar albo rękami rząd Polcard Tyl nazw ulic placów odmawiane jak litanie Tadeusza Kantora, który jak pielgrzym po dotknięciu Świętego chemię Alka ba przywoził wieści z paryskich wystaw nowinki z paryskich teatrów pamiętam wyrywano sobie rąk egzemplarzy limity sprzed tygodnia el sprzed 1000 w międzynarodowym klubie książki prasy przedstawieniach komedii w Polsce z w teatrze imienia Słowackiego teatr nasiona po Killer i Gerarda Philippe van van, czyli pana Cyda księcia z bajki, który występował z teatralnego parnasu między ludzi w Suwałkach o szarych zmęczonych twarzach, bo ich ponad czterdziestoletni stosunkach z miast tym zdarzenia spotkanie mity żale dostali je utworzyły żywą tkankę wrażliwą na każde dotknięcie, które wciąż boli to przede wszystkim wspomnienie tyle ich mój Boże mistyczne uniesienie pierwszego spotkania o szarym poranku, a rosną tym dymem lokomotywy peronie Garden jest feta na placu teatr wydane przez billing Mihajlovicia szefa jugosłowiańskiej mafii koń Bandi i ma 68 po szarży Ceres na placu Montparnasse, gdzie wznosi się teraz koszmarne wieża romantyczne rządki majowej rewolucji i pogardliwy w okresie dwu do jazzową re Tusk no TR Marcela rzędu to księgarnia PL forum rodziców na ich sali i skąd wracało się zawsze z plikiem książek pod pachą Żak taki z fajką w zębach galerii na ryby, bo tarty robi Gary zagracony niemożliwości mieszkaniu na idei Leader hity Leonor Fini i bajkowa rezydencja pełna kotów z ogrodem w środku Paryża wszystko co dziś odeszło zapadło w nicość miałem z tym miastem i osobistej intymne porachunki rywalizację również zaczęto jak na wydeptanych ziemi starcie na śmierć i życie z kokardą damy na lewym ramieniu rywalizacji beznadziejną, ale o tym może już innym razem, a teraz znowu jestem sam nie wiem po co nie jest co tutaj robi prawdę mówiąc nie robi nic błądzą po rozkopanej zniszczonej dzielnicy wokół wielkiej dziury koło kościoła są staż w sercu nie istniejących hal szuka miasta z ebolą służy Alberta Morris miejsc, w których nie ma ludzi, których nie ma, ale się, gdzie są po świat, choć stworzony zobojętnienie materii nie może być aż tak okrutny szuka wśród nich samego siebie, bo coraz gorzej mi się mieszka w moim życiu coraz częściej czuje się winny talentem często idąc ulicą jestem pewny, że sklepowej witrynie zobaczyć siebie sprzed lat albo, że spotkam się sobą w jakimś zaułku albo podziemnym pasażu chwilami wydaje się, że jestem częścią literackiej fikcji, którą sam stworzyłem na każdym kroku jakiś zafałszowany projekcji czasu jakieś obrazy, które nakładają się na inne obrazy nierzeczywiste już przecież bliskie znajomy jak bywa często w malarstwie, kiedy wracają z Królestwa abstrakcji maluje się ziemie nieprawdopodobną czy Wiedniu lecz, którą oczy mimo wszystko odczytują jako zwykłą znaną, bo zawsze ziemie i wreszcie własna twarz postarzała nie do rozpoznania w szybach sklepowych własny mijanie w mieście, które się zmienia i nie zmienia czas wracać może rzeczywiście jest jakiś punkt, którego nie wolno przekroczyć jeśli chce się pozostać sobą jeszcze 1 pożegnalna wizyta w język linii u dawnego serca na ukwiecone łące z głową jednorożce na kolanach i na południe do ADR do siebie ale gdzie to jest u siebie, gdzie jest tu, gdzie tam, w którym miejscu przebiega granica, gdzie zaczyna się, gdzie indziej w przestrzeni i w czasie, a może prawdziwe tu tylko strzępy ocalona pamięć dziś wieczór jesteśmy zaproszeni do Inzell powiedziała Christine Spotkajmy się we wtorek kort jego szukaliśmy tej samej książki to zabawne dziś jest wernisaż prac nie pamiętam, gdzie zdaje się dziś w Szwajcarii nie mogła pojechać ze względu na Eryka od tygodnia leży w łóżku gorączkuje nie widziałyśmy się cały wiek była bardzo serdeczna powiedział, że jesteś w Paryżu chciałby poznać nalegała, abyśmy przeszli we trójkę Skawę jeszcze przed 4 laty Kristin była moją żoną wydawało się, że temu związkowi nic nie może zagrozić po dyplomie wyjechała do Paryża na jedno roczne stypendium twórcze coś miasto okazało się silniejsze miała za sobą pierwsze sukcesy wystawy mikroskopijnej galerii nawet bak kilka sprzedanych prac udział w dorocznej wystawie nowele hol, gdy pali Kaby przyjaciel Kristin wysoki Chudy Portugalczyk ze smutnymi trochę był Piast tymi oczami cofnięto brodą absolwent Akademia, gdyby las Arte w Lizbonie mieszkał w Paryżu od lat czuł się jak u siebie pracował jako modelarz wynajmował pracownię w oficynie Marii to by albo już nie pamiętam grę deblową tu w każdym razie jej w dzielnicy Mary i specjalizował się odlewa gipsowych dla marketów sklepów odzieżowych pod pracownie Krystyny sport wołowe podjechał stary przerdzewiały deszcz był dziewiąty miasto za własne mieszkanie w gęstniejący wieczornym ruchu prowadził swobodnie z fantazją podśpiewując kuplety z piosenek lin Renu niedawno spadł deszcz jest nie były mokre lśniącym asfalt się odbijały się światła latarń reflektory samochodowe kolorowe bluzki neonów, jeżeli mieszka w szesnastce w samym sercu pasji na ulicy ruszą łączące jak rozpaczliwie smutny kamienny korytarz plac jedna z bulwarem plan należące wcześniej do rodziców obszerne czteropokojowe mieszkanie na piątym piętrze z wysokimi oknami wychodzącymi na ulice mieściło się w jednej z typowych dla tych dzielnic mieszczańskich kamienic wielka brama z rybimi głowami obydwu skrzydłach wypolerowane na złote klamki z mosiądzu loża konserw szybki i schody wyłożone zużyty już nieco czerwonym chodnikiem poznali się przed 2 laty w pracowni graficznej czy innego lidera Kristin wykonywała tam od czasu do czasu jakieś drobne prace zarobkowe, lecz także z czego była nadzwyczaj dumna przygotowywała płyty akwafort owe dla Hasa Hartung młodzieńcza naiwność Christine jej życiowa nieporadność i zagubieni w paryskim świecie wzbudzić musiały zapewne macierzyńskie uczucia starszy o prawie 10 lat diesel przez 2 pierwsze paryskie lata roztaczała nad nią przyjacielską trochę protekcjonalne opiekę spotykał się w kawiarniach jeździły do klinik kur na marszu PiS umawiały się na spacery w ogrodzie luksemburskim na solidny front to album Lafayette Christina chętnie poddawała się dominacji przyjaciółki wiedziała, że ta relację korzystnej dla obydwu w 1 ich silniejsze osobowości wzmacniała poczucie pewności siebie drugiej uczyła poruszania się w nowym dla nich świecie, ale po pewnym czasie spotkania stały się rzeczy wzajemne zainteresowanie słabło jak zwykle, gdy po pierwszych fascynacjach ujawniają się różnice, których nie sposób zatrzeć różnice wieku doświadczenia środowiskiem żel córka barona de strona może, choć sama szczera republikańska należała do starej katolickiej rodziny o prawicowych poglądach powiedzmy to sobie ksenofobicznych i antysemickich pierwsze trudności w małżeństwie może problemy wychowawcze synem sprawiły, że ŻUŻEL odsunęła się zamknęła w sobie unikała spotkań w kawiarni rozmów wernisaży spacerów błądzenia po Paryżu w poszukiwaniu ciekawych miejsc wspólnych posiłków w południe jej męża Christina poznała przypadkiem podczas jakiegoś spotkania w kawiarni w piątej dzielnicy na obrzeżu placu de la kontra skarpy działał nie, tyle że był poetą i pracował jako lektor języka niemieckiego École normale historie zwanej potocznie Normalsi albo po prostu urnę winda ażurowym siebie żelazną kabiną po złocone jak klatka dla publiki stykając dźwięk, licząc pomału pięła się w górę już od wysokości drugiego piętra słychać było gwar głosów muzykę Edith Piaf śpiewała za modę niżu przez niedomknięte drzwi na ciemną klatkę schodową padała Smuga światła na stukot zatrzymujących się kabiny drzwi uchyliły się szerzej w progu stanęła też żel czarnej sukni w worku bez rękawów zarzuconym na gołe ramiona szalem z kieliszkiem czerwonego wina w ręce, a Wola Sitech przez wąski korytarz wprowadziła nas dużego pokoju prawdopodobnie salonu wysoki sufit kunsztowne dziewiętnastowieczne z piłki 4 otwarte na oścież portfele tryb przez rozsunięte całą szerokość dwuskrzydłowe wewnętrzne drzwi widoczny drugi pokój ich pracą też żele niewiele mebli 2 puste sztalugi kilka odwrócony do ściany płócien wielka dekada papiery między aktami zarzucony papierami stół, na którym porcelanowe eksprezes kawy i elektryczne gramofon obok sterta płyt muzyka operowa i francuska muzyka instrumentalna siedemnastego wieku Marka Antoniusza Polki żałoba w PiS Lili do drewnianej obiegające pokój listwy przytwierdzony pieskami notatki szkice rachunki wszędzie mnóstwo książek kolorowych czasopism albumów o sztuce na półkach na stole na krzesłach nawet na podłodze w mieszkaniu był już około 15 osób mężczyźni letnich marynarkach rozpiętych pod szyją lub w opuszczonych spodniach koszulach kilka kobiet w wieku, w którym często znika się w łazience, aby poprawić makijaż Stali w grupach z kieliszkami w ręku rozmawiali palili papierosy budziła albo witany styl niedawne jeszcze, ale już ustabilizowanej i lekko znudzonej boimy spokoju mimo otwartych okien było szaro od dymu długi odsunięty pod ścianę stół pełnił rolę bufet po obydwu stronach 2 kilku imienne świeczniki w głębi kryształowy wazon na przyniesione przez gości kwiaty to talerzach półmiskach udekorowany frezowane są to dania z włoskiej firmy, jeżeli ich w porcelanowych bolał Zielonej czarnej oliwki po prawej wielka srebrna tacę z kieliszkami kilka butelek wina zdumiewające szlachetnych prawdopodobnie z piwnicy rodziców w powietrzu zmieszany z papierosowym dymem lekki zapach Lech ble gen Allena włoską zaprawy do podłóg i malarskiej terpentyny gospodarz stał przy wysokim otwartym na oścież portfelem 3, opierając stopy o barierkę z kutego żelaza rozmawiał nie wiadomo dlaczego zbliżonym głosem z 2 młodymi kobietami prawdopodobnie siostrami bliźniaczkami i wysoki Chudy mężczyzną przez okno widać było skrawek nieba przesuwające się wolność żółtawy chmury o postrzępionych krawędziach na tle rdzeniowego rozświetlonego co chwila czerwonymi zyskami horyzontu nie był wysoki miał Jasną cerę ciemne oczy sylwetkę jeszcze młodzieńczą, ale już z oznakami odchodzącej otyłość co sady do tyłu włosy odsłaniały wysokie czoło początek wisi kiedyś ze podeszła, chcąc przedstawić odwrócił się popatrzył na mnie jakby trochę ironicznie, a pan zza żelaznej kurtyny witamy na krótko czy na stałe jak pan uważa Paryż to zatruta pajęczyna łatwo średnio za plon dać dać się omotać za chwilę już się nie wie kim jest już Wergiliusz ostrzegał w cywilu z z desek dusz Avery dla nie włazi pilnuje niech pani ufa właśnie odporność nasi przodkowie byli bardziej ostrość od jak pan pamięta kazał się przywiązać do masztu zawahał się, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale porzucił ten zamiar nie usłyszawszy odpowiedzi popatrzył na mnie uważniej odniosłem wrażenie, że poczuł się lekko speszony staliśmy nic nie mówiąc patrząc przez otwarte okno był początek lata do pokoju wpływała ciepła noc zapachu spalin i rozgrzanego asfaltu z dołu dobiegały głosy ulicy szum samochodów rozmowy szczekanie psa stukot wysokich obcasów po pyta chodnik przepraszam za moje słowa powiedział po chwili naprawdę się bada urazić, ale wiem, o czym mówię sam jestem tutaj przybyszem obywatelem honoris causa człowiekiem bez tożsamość na co dzień był po francusku myślę i pisze po niemiecku aż nie już sam nie wie w jakim języku żel, która przygotowywała w kuchni Saladyn wpływ i weszła do pokoju, trzymając przed sobą Vasa ktoś wzniósł toast za sukces szwajcarskiej wystawy goście skupili się na środku pokoju podnieśli kieliszki w atmosferze wzajemnej życzliwości towarzyskiego ciepła słowa gospodarza dźwięczą mi w uszach jak zgrzyt żelaza pośle, nie wiedziałem kim był wiedział, że był lektorem w Ulm poetą mężem WizzAir cen przelotny wyraz cierpienia w oczach, kiedy powiedział sam jestem tutaj przybyszem, a obywatelem honoris causa człowiekiem bez tożsamości sprawił, że nagle w tym pięknym bezpiecznym mieście wśród przyjaznych ludzi w przyjaznym domu też poczułem się obcy był już po północ sporo butelek było pustych na półmiskach z resztkami cała tych wędlin przyświeca porcelana goście lekko znużeni zajmowali nieliczne stojące w salonie pracownik krzesła rozmowy wciąż jeszcze ożywionym toczyły się na siedząco Christiny i kabel gdzieś znikli gospodarz zauważył, że wciąż stoję przy oknie podszedł do mnie nie ma bardziej siedzieć rzeczywiście wszystkie krzesła już pozajmowane może być pół osiedla podłodze rozejrzał się dookoła i wskazał na stojąco pod ścianą dziewiętnastowieczną komodę z jasnego drewna z wieloma szufladami przyniósł kosz i położył na ziemi 2 ci nowe maty wiąże z tą otwartą butelkę z Emilią 1955 ze srebrnej tacy 2 kieliszki postawił na podłodze i trochę teatralnym gestem zaprosił mnie do zajęcia miejsca sam usiadł po prawej stronie, ale po chwili pochylił się przeze mnie wyciągnął dolne szuflady komody, tworząc w ten sposób wygodny podłokietnik oparł się plecami ciepłe drewno i z westchnieniem i zmęczenia i to u ligi powiedział no teraz może porozmawiać, o czym rozmawialiśmy dzisiaj nie potrafię tego powiedzieć był to z pewnością dalszy ciąg rozmowy pod okna o Paryżu mieście spektaklu mieście molo, w którym tak łatwo zatracić zgubić tożsamość cytował z pamięci strefy Apollina era odniosłem wrażenie, że bardzo cenił jego wiersze rozmawialiśmy chwilę o tym, że koszmar wojenny było to ich krew w okopach nad są mu nie skłonił go do milczenia wydaje się, że w którymś momencie padło w tym kontekście słowo, a Adorno ale kiedy nie pamięta potem rozmowy zeszły tematy bardziej ogólne na pewno rozmawialiśmy o języku ruch, który daje to szczególne poczucie zakorzenienia nazywane przez niektórych ojczyzną nie można porzucić uciec z niej za prawdziwym ani za fałszywym paszportem ze strzępów tej rozmowy zachowania pamięci zaledwie 1 fragment kości nie tyle fragment rozmowy ile zmiany zachowania nagłe zamknięcie jakich szczególny wyraz twarzy może lekko zmieniony to głos, bo przyzna pan, że język to coś więcej niż sposób komunikacji język, który się wybiera to zgoda na przynależność do duchowej wspólnoty zamilkł na chwilę, jakby się zawahał, a co robić jeśli, wybierając język trzeba godzić się na poczucie wspólnoty z oprawcami swoich naj bliż cisza po tych słowach było może odrobinę dłuższa albo tylko tak mi się zdawało siedzieliśmy patrząc przed siebie, jakby trochę zakłopotani osobistym tonem wypowiedź zgadują z bardziej intuicyjnie niż świadomie co może się kryć za tymi słowami nie odważyłem się oni zapytać butelkę Sejm 1 001 955 był już prawie pusta jest otwarte okna gdzieś od ogrodów Troka 0 wpadało chłodniejsze powietrze zbliżającego się Świt kilka osób już wyszło pozostali lekko znużeni się zostać krzesłach lub, stojąc w oparciu o ściany rozmawiali stłumiony głosami z powodu śpiącego w pokoju obok małego Eryk gospodarz podniesie podłogi znikną odnaleźli się Christiny i Kd, którzy w przedpokoju dali mi znak, że czas się żegnać, kiedy dzisiaj odtwarza w pamięci obrazy tego wieczoru, choć staram się otworzyć najwierniej jak potrafię nie wie czy pamięć nie zawodzi wspomnienie nigdy nie odtwarza rzeczywistość tworzy ją samą dla siebie wodzi nas wspomną owcach udając, że wiele nie przechowuje obrazy dźwięki zapachy słowa, ale tak nie jest czy na pewno zapamiętają słowa gesty sytuacje to co wówczas słyszałem myślałem mówiłem co mówili inni naprawdę nie wiem może do powiedziałem to własna wyobraźnia albo co wydaje się bardziej prawdopodobne późniejsza ach, całe lata późniejsza wiedza smutek wiedzę o czasie, który minął o ludziach, których już niema, aby podejmie de wal de metro były już czynne na wpół śpiąc, budząc się co chwilę na mijanych stacjach dojechałem do sami Shell po niekończących się wyłożonej brudno białymi kafelkami korytarzach zbiegając lub, wspinając się po kamiennych lub metalowych schodach dotarłem na peron w kierunku po tyleż apele po półgodzinnej jeździe na stojąco w przedziale szczelnie zapchany Ros spadł mi, że mającymi ludźmi w kombinezonach przepłacony bluzach współczesnymi torbami przez ramie, z których wystawały zawiniątka ze śniadaniem termosy Skawą dojechałem do stacji soki tuż obok tętniły życiem halę już po kwadransie, mijając otwierany długim drągiem żaluzje pierwszy ból jeżeli, przeskakując płynące z rynsztoka potoki wody ze zbywanych hydranty chodników dotarłem do mojego pokoju przyjaciół na pierwszym piętrze kamienicy na rogu owi, bo Homo i rybom matkę z czasem pamięć o wieczorze już żel oddaliła się z braku przesunięta przez inne spotkanie innych ludzi inne obrazy zdarzyło się przecież nic tak ważnego co zostawiłby w pamięci znaczący ślad od jeszcze 1 towarzyski wieczór jakich wiele w Paryżu i nie tylko w Paryżu wspomnienie powróciło z niezwykłą intensywnością kilka lat później, kiedy Kristin w liście o paryskich nowościach zdarzeniach wystawach w kwietniu lub maju 1967 napisała, że ŻUŻEL w dramatycznych okolicznościach nie napisała jakich rozstała się z mężem, zatrzymując przy sobie Eryka 3 lata później innym liście doniosła o jego tragicznej śmierci 20kwietnia popełnił samobójstwo, skacząc do Sekwany prawdopodobnie z mostu Mir Abu po intensywnych poszukiwaniach ciało wyłowiono 1maja 10km w dużych nie znaleziono żadnego listu jedynie w kieszeni marynarki 2 niewykorzystane bilety na premiery Czekającna Godota został pochowany pisała Kristin 12maja na cmentarzu, kiedy Lis przy Avenue de Stalingrad Waldemar, gdy na miejsce ostatniego spoczynku towarzyszyłem mu garstka przyjaciół z Ulm i źle Sellner getta pico on dredy Bushi i w Bonn szła Rój Rene de fory rodziców diesel Christine nie zauważyła później wiele lat później, kiedy jego niezwykła twórczość tragicznym życiu chorobie psychicznej jedzie już nieco więcej, kiedy opowiedział mi o nim i ból płacz zrozumiałem, że to śmieć nosił w sobie od dawna można już wtedy, kiedy opartymi łokciami o wysunięte szuflady komody recytował Apollina era tę śmierć zapowiadało wiele znaków choćby to co napisał w niej wydanym wcześniej wierszu datowanym 4sierpnia 1969 roku w dniu, w którym zdjął ślubną obrączkę i włożył do koperty rzuca ze mną topielca tym złoto cóż może jakaś ryba da się przekupić śmierci przywrócił dumę dziś ze spotkałem się jeszcze raz jesienią chyba w październiku 71006. albo siódmego Krystyn budziły w kawiarni na placu lodu był piękny słoneczny dzień stał się lekiem wielkim na stolik opadały wirując suche liście platanów przyszły jak dawniej elegancka ale jakby zmalała poszerzała w ciemnych włosach pasemka siwizny wokół oczu lekki cień w dzielnicach wyraz znużenia paliła nerwowo papierosa, a jej dłoń na stoliku obok czarnej torebki lekko drżała Christiny widząc, że na to patrzy na kryły ją własną dłonią rozmawialiśmy o sprawach nic nieznaczących o ludziach, których znałem albo nie znałem zupełnie mi obojętnych o nic niemówiących po publikacjach ostatniej wystawie grunt pali w ustawach osobistych ani słowa, kiedy na nią patrzyłem, kiedy myślałem o spotkaniu sprzed lat od święta nastroju to strach rozmowy z gospodarzem domu na podłodze łokciami opartymi na wysuniętych komody szufladach o jego nieoczekiwanym wyznaniu przypomniał mi się fragment listu Franca Kawki z 1903 roku do Oscara Polak, kiedy stoi przede mną i patrzysz na mnie co wiesz, bo ich Bulak co ja mimo twoich, gdybym wpadł przed tobą na kolana i płakał i opowiadał czy wiedział, iż o mnie więcej niż o piekle, które ktoś opisał ci jak jak gorące i straszne już dlatego my ludzie powinniśmy stać naprzeciw siebie tak zamyśleni i współczujący jak przed wejściem do piekła Spotkaj ŻUŻEL nie spotkałem Kristin o śmierci ze dowiedziałem się Adele w 1990 pierwszym roku nad tym fragmentem wspomnień życie zamknęło się jak muszla nie chce do nich powracać nie zostaną, jakie są niepełne kalekie nawet nie wiem czy rzeczywiście prawdziwe prawdziwe są tylko we mnie żadna wiedza nie stanie się przez bogatsze od wielu lat w moich corocznych podróżach do Adele omijam Paryż nie znoszę tego miasta nie lubi siebie w tym mieście, ale to nie znaczy, że nie jest mi bliskie, że wciąż nie boli Zwiń «

PODCASTY AUDYCJI: INTERLUDA

Więcej podcastów tej audycji

REKLAMA

POPULARNE

REKLAMA

DOSTĘP PREMIUM

Słuchaj podcastów TOK FM bez reklam. Skorzystaj z 40% rabatu w jesiennej promocji. Wybierz pakiet "Aplikacja i WWW" i słuchaj wygodniej z telefonu!

KUP TERAZ

SERWIS INFORMACYJNY

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA